W korytarzach hal NBA plotki żyją własnym życiem, ale rzadko która elektryzuje kibiców tak bardzo, jak perspektywa powrotu gwiazdy do dawnego klubu. W ostatnich dniach w amerykańskich mediach sportowych rozgorzała dyskusja na temat możliwego powrotu Anthony’ego Davisa do Los Angeles Lakers. Koszykarz, który w 2020 roku zdobył z „Jeziorowcami” mistrzowski tytuł u boku LeBrona Jamesa, obecnie występuje w Washington Wizards, dokąd trafił po wcześniejszej wymianie z Dallas Mavericks. Choć jedna z zasłyszanych za kulisami relacji sugeruje, że skrzydłowy mógłby być zainteresowany ponowną grą w Kalifornii, realia finansowe i kadrowe sprawiają, że taki transfer wydaje się obecnie niemal niemożliwy.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Spekulacje nabrały rozpędu po wypowiedzi dziennikarza, Scotta Kaplana, w programie „The Sedano & Kap Morning Show” na antenie ESPN LA. Przyznał on, że podczas jednego z meczów w Los Angeles podsłuchał rozmowę dziennikarzy w hali.
– Nie zdają sobie sprawy, że ich słucham i słyszę, o czym rozmawiają. Jeden z nich stwierdził: „Słyszałem, że Anthony Davis chce wrócić do Lakers”. Myślę, że ci dziennikarze mają odpowiednie akredytacje i wiedzą, o czym mówią. Zakładają, że nie mam o niczym pojęcia – stwierdził Kaplan.
– Czy słyszałeś o takich doniesieniach? I czy istnieje scenariusz, w którym taki powrót mógłby dojść do skutku? – dopytywał Briana Windhorsta, który był gościem programu.
– Bardzo mało prawdopodobne. Anthony Davis jest jednym z największych znaków zapytania w lidze w tym sezonie. […] Wizards chcą zobaczyć go w 20–30 meczach, ocenić, jak pasuje do zespołu, a dopiero później zdecydować, czy zaproponować mu przedłużenie kontraktu. Jeśli dojdzie do porozumienia, nie będzie mowy o transferze. Jeśli nie, nazwisko Davisa może pojawić się na rynku wymian. […] Problem w tym, że Lakers nie mają zbyt wielu wartościowych aktywów, które mogliby zaoferować za gwiazdę takiego kalibru – odpowiedział ekspert ESPN.
Główną przeszkodą w ponownym połączeniu Anthony’ego Davisa z Los Angeles Lakers byłyby przepisy dotyczące dopasowywania wynagrodzeń w wymianach oraz ograniczone możliwości transferowe klubu z Miasta Aniołów. W sezonie 2026/27 skrzydłowy zarabia dokładnie 58,46 miliona dolarów. Aby go sprowadzić, włodarze z Kalifornii musieliby przygotować odpowiednio wysoki pakiet kontraktów, co prawdopodobnie oznaczałoby rozstanie z kilkoma zawodnikami.
Władze Lakers nie zamierzają jednak łatwo rezygnować ze swoich filarów: Luki Doncicia, Austina Reavesa, z którym niedawno przedłużyły kontrakt, ani młodego środkowego, Walkera Kesslera. Z kolei kontrakty pozostałych trzech zawodników w kadrze klubu, których zarobki przekraczają 10 milionów dolarów — Quentina Grimesa, Sandro Mamukelashviliego i Jarreda Vanderbilta — opiewają łącznie na zaledwie 39,3 miliona. Oznacza to, że Rob Pelinka i spółka musieliby włączyć do wymiany kolejnych graczy, poważnie uszczuplając i tak ograniczoną głębię składu.
Dodatkowym problemem pozostaje znikomy zasób wyborów w drafcie, którymi Lakers mogliby dysponować przy kolejnej wymianie. Po letnim transferze Kesslera z Utah Jazz, w ramach którego klub oddał dwa wybory w pierwszej rundzie oraz dwa prawa do zamiany wyborów, w Los Angeles pozostała już tylko jedna wartościowa karta przetargowa – możliwość zamiany wyboru w drafcie w 2032 roku.
Alternatywny scenariusz, w którym Davis odrzuca opcję zawodnika opiewającą na 62,8 miliona dolarów na sezon 2027/28 i dołącza do Lakers jako wolny agent, również wydaje się mało realny. Wymagałoby to od 33-letniego gwiazdora znacznego obniżenia oczekiwań finansowych, zwłaszcza że – według doniesień – ma on liczyć na kontrakt zbliżony do maksymalnego.
Z perspektywy Washington Wizards sytuacja z Davisem wymaga ostrożnego podejścia. Klub ze stolicy pozyskał go z Dallas Mavericks z myślą o stworzeniu duetu z Trae Youngiem. Na parkiecie 33-latek prezentuje się bardzo dobrze — w pierwszych meczach sezonu notował średnio 23,4 punktu, 9,3 zbiórki, 1,4 przechwytu i 1,1 bloku. Niepokój budzi jednak jego zdrowie. 10-krotny All-Star zmaga się ostatnio z problemami z prawym stawem skokowym. 4 listopada doznał skręcenia podczas meczu z Atlanta Hawks, a jego bogata historia urazów sprawia, że władze klubu mają wątpliwości, czy warto zaoferować mu maksymalne przedłużenie kontraktu.
Wizards muszą przy tym brać pod uwagę również drugą stronę medalu. Jeśli nie dojdzie do porozumienia w sprawie nowej umowy, a Davis zrezygnuje z opcji zawodnika na sezon 2027/28, latem przyszłego roku może odejść jako wolny agent, nie zapewniając klubowi żadnej rekompensaty. Dlatego zarząd musi rozważyć, czy nie lepiej poszukać dla niego transferu jeszcze przed zamknięciem okienka.
Pod względem koszykarskim powrót do Los Angeles byłby dla samego zawodnika bardzo atrakcyjnym rozwiązaniem. AD od dawna podkreślał, że najlepiej czuje się na pozycji silnego skrzydłowego, u boku nominalnego środkowego. W ekipie „Jeziorowców” mógłby ponownie występować w takiej roli, mając obok siebie Kesslera, a także korzystać z kreacji gry Doncicia. W Waszyngtonie podobne zadania w strefie podkoszowej dzieli obecnie z Alexem Sarrem, choć trudno dziś przesądzać, jak długo ten duet będzie częścią planów klubu.
Jeśli jednak Wizards zdecydują się wystawić Davisa na rynek transferowy, o jego pozyskanie będą mogły powalczyć przede wszystkim zespoły dysponujące odpowiednimi zasobami finansowymi i młodymi zawodnikami, których mogłyby włączyć do wymiany. Lakers na ten moment nie mają jednak wystarczająco atrakcyjnych aktywów, by konkurować z takimi ofertami.
Jednym z możliwych kierunków mogą być Golden State Warriors, którzy są w stanie przygotować ofertę opartą na wygasającym kontrakcie Jimmy’ego Butlera (56,8 miliona dolarów) oraz wyborach w pierwszej rundzie draftu. Wśród potencjalnych zainteresowanych wymienia się również Minnesota Timberwolves, gdzie hipotetyczna wymiana mogłaby obejmować Rudy’ego Goberta.
Choć wizja ponownego połączenia Anthony’ego Davisa z Los Angeles Lakers rozpala wyobraźnię kibiców, realia NBA są znacznie mniej optymistyczne. Ograniczone możliwości finansowe klubu oraz znikomy zasób wartościowych wyborów w drafcie sprawiają, że szanse na taki ruch pozostają niewielkie. Sam zainteresowany nie potwierdził dotąd publicznie, że chciałby wrócić na stare śmieci. Wiele wskazuje więc na to, że jeśli rzeczywiście zmieni barwy klubowe w najbliższym czasie, jego nowym domem nie będzie Crypto.com Arena.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Sprawdź też kanał PROBASKET na WhatsAppie! Dołącz do obserwowania go, aby nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA. A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam. Zapraszamy!









