Vivtor Wembanyama poprawia swój rekord punktowy, po raz drugi w karierze pokonując barierę 50 zdobytych punktów. Jego 52 punkty, 24 zbiórki i 8 bloków z minionej nocy stają się przyczynkiem rozmowy na temat formy Victora na starcie obecnego sezonu. Sufit wisi wysoko jak jego głowa, ale regularności wciąż brak.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
52 punkty, 24 zbiórki, 8 bloków – tak prezentuje się linijka Victora Wembanyamy z minionej nocy, kiedy to jego San Antonio Spurs pokonali po wyrównanym meczu Dallas Mavericks. Forma Victora – genialna minionej nocy, choć chybotliwa na starcie sezonu – jest dziś tematem numer jeden:
– Chodzi poprostu o wypracowanie pewnych rzeczy. Czasem jesteś o krok do przodu. No i nie czułem się ostatnio najlepiej. Byłem chory. Czuję, że odzyskuję nogi pod sobą. Powinno być więc coraz częściej tak, jak było dzisiaj – mówi skromnie Wembanyama, adresując swoją nie najlepszą postawę w ostatnich dniach.
Występ Wembanyamy jest tym bardziej imponujący, że indywidualnie nie zaczął tego sezonu najlepiej. W trzech pierwszych meczach trafił łącznie 19/52 rzuty z gry (36,5%) i ewidentnie nie radził sobie tam, gdzie przy jego warunkach powinien dominować – z piłką przy obręczy. Inaczej było minionej nocy, na co zwraca uwagę trener Spurs, Mitch Johnson:
– Dwadzieścia cztery zbiórki, w tym dziewięć w ataku. Nie licząc rzutów za trzy, trafił 15/20 z gry, co oznacza, że był naprawdę aktywny w okolicy obręczy, w polu trzech sekund. Dziś pokazał prawdziwą klasę, a koledzy z drużyny potrafili to odpowiednio docenić. Koledzy wynagrodzili mu na boisku jego postawę, po prostu dominował po obu stronach parkietu – chwali postawę Wembanyamy, ale i całego zespołu trener Mitch Johnson.
To właśnie za ofensywę przy obręczy Victor był w tym sezonie najmocniej krytykowany. Do tej pory trafiał zaledwie 50% rzutów za dwa punkty, co przy jego wzroście i mobilności jest skutecznością bardzo rozczarowującą. Mecz wcześniej, przeciwko Utah Jazz, rozegrał tylko 24 minuty, trafiając 5/15 z gry. Wciąż więc trudno mówić o regularności.
Minionej nocy także nie było idealnie. Do skuteczności 15/20 za dwa, Victor dorzucił też słabe 1/8 za trzy. Jego 26% z dystansu w tym sezonie wciąż stanowi drobny powód do niepokoju.
– Myślę, że jak my wszyscy, on dopiero odnalazł rytm w tym sezonie. Musieliśmy upewnić się, że znajdziemy się w odpowiednim miejscu, że będziemy twardo stąpać po ziemi. W tej drużynie drzemie ogromny potencjał, choć wymagała ona sporo pracy, by w ogóle dobrze wystartować w tym sezonie. Wreszcie zaczynamy grać w koszykówkę na takim poziomie, do jakiego jesteśmy zdolni i na jakim powinniśmy grać – mówi trener Johnson.
W San Antonio mocno zwraca się też uwagę na wsparcie, jakie Wembanyama może otrzymywać od swoich kolegów. Przy jego możliwościach, Victor w poszczególnych meczach jest w stanie stanowić jednoosobową ofensywę całego zespołu. O ile oczywiście zespół będzie umiał wykorzystać przewagę, jaką stanowi obecność Wembanyamy na parkiecie:
– On jest dosłownie jak Wilt Chamberlain. Druga drużyna próbuje zrobić wszystko, żeby go zatrzymać. Rzucają na parkiet usprawnienia, każde jakie tylko mogą. Ciężko jest utrzymać tego gościa poza polem trzech sekund. Jest naprawdę dominujący, kiedy roluje po zasłonie. Wie jak dotrzeć do swoich miejsc na boisku. Jest też świetny na linii rzutów wolnych. No więc dla nas to po prostu kwestia tego jak wrzucić mu piłkę pod kosz i jak wyciągnąć mu obrońcę spod obręczy – mówi Dylan Harper, który minionej nocy zdobył 21 punktów, będąc drugim najlepszym strzelcem zespołu.
Mało brakowało, a występ Wembanyamy zakończyłby się przedwcześnie w czwartej kwarcie. Po niefortunnym kontakcie z nogą rywala kostka Victora mocno się wygięła, a sam zawodnik padł na parkiet. Był jednak w stanie podnieść się i dokończyć spotkanie:
– On jest Supermanem. Skręca kostkę, wstaje i gra jak gdyby nigdy nic. Nigdy nie widziałem czegoś takiego, ale to tylko świadectwo tego, jak on dba o swoje ciało – chwali kolegę Dylan Harper.
San Antonio Spurs, pomimo chybotliwej formy swojego lidera, notują obecnie dobry bilans 6-2, który daje im dopiero piąte miejsce w konferencji zachodniej. Przy pladze kontuzji w Oklahoma City Thunder, to oni jawią się jako zdecydowani faworyci do sukcesu na zachodzie. Świetnie w sezon weszli jednak inni rywale, jak Houston Rockets (7-2), Los Angeles Lakers (7-2), czy… Portland Trail Blazers (6-1).
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Sprawdź też kanał PROBASKET na WhatsAppie! Dołącz do obserwowania go, aby nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA. A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam. Zapraszamy!









