Houston Rockets pokonali Boston Celtics 109:93, ale wydarzeniem wieczoru w Toyota Center był występ Marcusa Smarta przeciwko byłemu zespołowi. Kontrowersyjny gest rozgrywającego w czwartej kwarcie stał się nie tylko symbolicznym zamknięciem pewnego rozdziału, ale również punktem wyjścia do dyskusji o znacznie większym ciężarze gatunkowym. Czy znakomita forma ekipy z Teksasu i porównania Briana Windhorsta z ESPN do mistrzowskich Toronto Raptors z 2019 roku rzeczywiście mają uzasadnienie?
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Spotkanie w Houston miało być dla Boston Celtics kolejnym sprawdzianem po serii pięciu zwycięstw z rzędu. Rozgrywając drugi mecz w ciągu dwóch dni i pod nieobecność Paula George’a, goście z Massachusetts od początku musieli mierzyć się z twardą defensywą i agresywnym stylem Rockets. Prawdziwe problemy zaczęły się jednak wtedy, gdy pierwszoplanową rolę zaczął odgrywać Marcus Smart – były zawodnik Celtics i zdobywca nagrody dla najlepszego obrońcy NBA.
Mimo że 32-latek rozpoczął mecz niefortunnie pod względem strzeleckim – nie zdobył ani jednego punktu w pierwszej połowie i spudłował siedem pierwszych rzutów z gry – miał ogromny wpływ na przebieg spotkania dzięki prowokacjom i defensywnemu sprytowi. W drugiej kwarcie wdawał się w dyskusje z sędzią, Mattem Kallio, domagając się nawet odgwizdania przewinienia technicznego sfrustrowanemu Jaysonowi Tatumowi.
Po przerwie posunął się jeszcze dalej. Najpierw wymusił na gwiazdorze Celtics faul w ataku, który był jego trzecim przewinieniem w meczu. Chwilę później Tatum popełnił kolejny błąd w ofensywie, zapisując na swoje konto już czwarte przewinienie, co zmusiło trenera Joe Mazzullę do posadzenia go na ławce. Smart próbował również wymusić faul w ataku na Paytonie Pritchardzie, ale tym razem to jemu gwizdnięto przewinienie defensywne. Po kontakcie z rywalem weteran błyskawicznie podniósł się z parkietu bez użycia rąk, wykonując efektowny kip-up w stylu legendy wrestlingu, Shawna Michaelsa. Ten popis wyraźnie przypadł do gustu kibicom w Houston.
– Dał nam wszystkim porządnego kopa – przyznał już po meczu lider Rockets, Alperen Sengun.
Decydujący cios Smart zadał na początku czwartej kwarty. Gdy obrona Celtics pozostawiła go bez krycia na obwodzie, rozgrywający trafił dwie trójki z rzędu, powiększając prowadzenie Rockets do 90:79. Tuż po drugim celnym rzucie odwrócił się w stronę ławki rezerwowych Bostonu i uniósł obie ręce, pokazując rywalom środkowe palce.
– To po prostu wszystko, co się we mnie nagromadziło… Chyba można to nazwać emocjami. Do tego kilku gości z ich ławki coś mówiło. Nie wiem dokładnie kto, po prostu usłyszałem, że coś krzyczą, więc im odpowiedziałem. Dobrze było poczuć takie emocje, taką energię. Wiedzą, na co mnie stać, i dzisiaj wieczorem im o tym przypomniałem. Zawsze chcesz dobrze zagrać przeciwko byłemu zespołowi i pokazać, że wciąż potrafisz wyjść na parkiet i robić swoje – wytłumaczył później swoje zachowanie.
Smart zakończył spotkanie z dorobkiem ośmiu punktów, czterech zbiórek, czterech asyst i dwóch przechwytów, spędzając na parkiecie niespełna 20 minut. Rockets wyraźnie górowali nad rywalami pod względem skuteczności, trafiając 54,4% rzutów z gry, w tym 40% prób zza łuku.
Wygrana nad Celtics była dla podopiecznych Ime Udoki siódmym zwycięstwem w pierwszych ośmiu meczach sezonu, dzięki czemu zespół z Teksasu objął prowadzenie w Konferencji Zachodniej. Znakomity początek rozgrywek zwrócił uwagę Briana Windhorsta, który w programie „The Hoop Collective” pokusił się o porównanie obecnych Rockets do mistrzowskiej drużyny Toronto Raptors z sezonu 2018/19.
Dziennikarz ESPN przypomniał sytuację sprzed lat, kiedy podczas przygotowań do rozgrywek oglądał w Nowym Orleanie zespół Raptors, w którego składzie znaleźli się Kawhi Leonard, Pascal Siakam i Fred VanVleet. Jak sam przyznał, już wtedy przeczuwał, że w Kanadzie powstaje coś wyjątkowego. Podobne wrażenie odniósł jesienią, obserwując przedsezonowe spotkania Rockets z Dallas Mavericks w Makau.
– Rozmawiałem z Jabarim Smithem i Rafaelem Stone’em. Odniosłem dokładnie takie samo wrażenie jak wtedy – zauważył Windhorst.
Statystyki z początku sezonu potwierdzają, że jego entuzjazm nie jest bezpodstawny. Po pierwszych siedmiu spotkaniach Rockets mieli najlepszy w całej NBA wskaźnik efektywności ofensywnej (121,2), dziewiąty wynik pod względem efektywności defensywnej (108,9) oraz drugi bilans punktowy netto (+12,3). O sile Houston świadczyła również głębia składu – aż ośmiu zawodników zdobywało wówczas średnio co najmniej 10 punktów na mecz.
Jedną z najważniejszych postaci Rockets jest Sengun, który gra chyba najlepszą koszykówkę w karierze. W starciu z Celtics turecki środkowy zdobył 26 punktów, rozdał 10 asyst i zebrał siedem piłek, trafiając 12/15 rzutów z gry. Ważną rolę odgrywa również Kevin Durant. Przed meczem z Bostonem 37-latek oddawał średnio zaledwie 13,1 rzutu z gry na spotkanie – najmniej w swojej 19-letniej karierze – a mimo to zdobywał średnio 22 punkty. Przyciągając uwagę defensywy rywali, pomagał przy tym tworzyć więcej miejsca młodszym kolegom, takim jak Jabari Smith Jr. (19 pkt/mecz) czy Amen Thompson (16,3 pkt/mecz).
Porównanie do Raptors z 2019 roku staje się tym bardziej interesujące, gdy przyjrzymy się roli weteranów. W tamtym zespole ważną funkcję pełnili doświadczeni zawodnicy, którzy wnosili nie tylko umiejętności, ale również spokój i przywództwo. W obecnym Houston podobną rolę mają odgrywać VanVleet, który wraca do gry po kontuzji, oraz właśnie Smart. W poprzednich rozgrywkach Rockets mieli problemy z organizacją gry w decydujących momentach spotkań – pod względem efektywności ofensywnej w tzw. clutch time zajęli dopiero 20. miejsce w lidze.
Obecność doświadczonych rozgrywających diametralnie zmieniła sposób funkcjonowania ofensywy Rockets. Zwrócił na to uwagę Durant:
– W zeszłym roku zaczynaliśmy na obwodzie z Twinem (Amenem Thompsonem) i Joshem Okogie. Rywale często zostawiali ich samych na linii rzutów za trzy, a ich obrońcy schodzili do pomocy pod kosz. Teraz, gdy na parkiecie są Fred i Marcus Smart, którzy zmuszają przeciwników do respektowania ich rzutów z dystansu, Twin może swobodnie poruszać się po boisku i robić wszystko – zbierać piłki w ataku, rozdawać asysty, kończyć akcje wsadami czy trafiać floaterami. Dzięki temu wszyscy są w lepszej sytuacji i mogą skupić się na tym, co robią najlepiej. W zeszłym roku obowiązki rozgrywającego musieliśmy dzielić między kilku zawodników. Myślę, że obecność w zespole kilku naturalnych rozgrywających pomoże każdemu z nas.
Przeciwnicy wciąż bywają skłonni odpuszczać krycie Smarta na obwodzie, licząc na jego problemy ze skutecznością z dystansu, z których był znany jeszcze w Bostonie. W pierwszych meczach sezonu rozgrywający prezentował jednak solidną formę strzelecką – zdobywał średnio 11 punktów, trafiał 40,7% rzutów za trzy i 88,9% z linii rzutów wolnych, karząc rywali za lekceważenie jego umiejętności rzutowych.
Zwycięstwo nad Celtics pokazało, jak wiele Marcus Smart może dać Houston: bezwzględność w defensywie, umiejętność wyprowadzania rywali z równowagi, skuteczność w ważnych momentach i nieustępliwy charakter. Jeśli Rockets utrzymają obecne tempo, odważne porównanie Briana Windhorsta do mistrzowskich Toronto Raptors z 2019 roku może przestać być jedynie ciekawą teorią, a stać się realnym punktem odniesienia w kontekście aspiracji zespołu z Teksasu.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Sprawdź też kanał PROBASKET na WhatsAppie! Dołącz do obserwowania go, aby nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA. A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam. Zapraszamy!









