Zwycięstwo 131:125 nad Toronto Raptors miało być dla Los Angeles Lakers kolejnym spokojnym wieczorem i okazją do poprawienia bilansu w nowym sezonie na 5-2. Zamiast tego po końcowej syrenie JJ Redick nie krył wściekłości. Choć gospodarze prowadzili w trzeciej kwarcie różnicą aż 26 punktów, fatalna postawa zmienników w samej końcówce sprawiła, że o mały włos nie roztrwonili całej przewagi. W tle nerwowego finiszu rozegrała się również osobliwa historia z udziałem Austina Reavesa i jednego z kibiców zgromadzonych w hali.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Gdy na niespełna dwie minuty przed końcem czwartej kwarty Los Angeles Lakers prowadzili 123:109, JJ Redick uznał, że mecz jest już rozstrzygnięty, i zdjął z boiska swoich kluczowych graczy. Na parkiecie pojawili się zawodnicy z głębi ławki rezerwowych, m.in. Bronny James, Cameron Carr czy Quentin Grimes.
Decyzja ta omal nie zakończyła się katastrofą. Toronto Raptors, którzy w samej czwartej kwarcie rzucili aż 43 punkty, błyskawicznie wykorzystali serię strat oraz niecelnych rzutów wolnych gospodarzy. Przewaga „Jeziorowców” w niespełna minutę stopniała do zaledwie pięciu punktów (125:120) na 43,7 sekundy przed końcową syreną.
Redick musiał ratować sytuację, biorąc przerwę na żądanie i w pośpiechu ponownie wysyłając na parkiet swoich najważniejszych zawodników. Po meczu trener Lakers nie krył wściekłości i zapowiedział wyciągnięcie natychmiastowych konsekwencji.
– W tej sytuacji po prostu nie zadbaliśmy odpowiednio o piłkę. Nie popełnię więcej tego błędu. Zostawię podstawowych graczy na boisku. Trzeba grać do końcowej syreny, a jeśli ci zawodnicy nie są gotowi do gry, po prostu nie będę dawał im szansy – grzmiał 42-latek.
Szkoleniowiec zwrócił przy tym uwagę na agresywną grę rywali i problemy jego podopiecznych z utrzymaniem piłki.
– Kiedy grasz przeciwko takim zespołom, cały czas jesteś chwytany, przytrzymywany, faulowany, podwajany, a potem znów faulowany. My po prostu nie radziliśmy sobie z utrzymaniem piłki – tłumaczył.
To właśnie podczas tego nagłego zwrotu akcji doszło do jednej z najbardziej niezwykłych sytuacji tego sezonu. Schodząc z parkietu przy 16-punktowym prowadzeniu Lakers, Austin Reaves był przekonany, że jego udział w spotkaniu dobiegł końca. Dlatego też oddał swoją charakterystyczną opaskę na głowę jednemu z kibiców siedzących tuż za ławką rezerwowych.
Gdy jednak zmiennicy zaczęli roztrwaniać przewagę, a trener Redick wzywał podstawowych zawodników z powrotem na boisko, Reaves znalazł się w niemałym kłopocie. Zanim zdołał ponownie pojawić się na parkiecie, musiał podejść do trybun i poprosić zaskoczonego fana o zwrot podarowanej chwilę wcześniej opaski. Na szczęście ten bez problemu oddał rekwizyt, a koszykarz, ponownie ze swoim ulubionym atrybutem na głowie, pomógł przypieczętować wygraną gospodarzy.
Problem z niemocą rezerwowych nie był jedynym powodem frustracji Redicka, który ostro skrytykował również pracę sędziów, zarzucając im pobłażliwość wobec fizycznej i często nieprzepisowej gry koszykarzy z Toronto. Choć rywale popełnili 26 przewinień, szkoleniowiec uważał, że arbitrzy wielokrotnie nie reagowali na faule Raptors, co przyczyniło się do problemów jego podopiecznych z utrzymaniem piłki. Zespół z Miasta Aniołów zakończył spotkanie z aż 24 stratami.
– Zdobyliśmy 131 punktów, popełniając przy tym 24 straty. Sami możecie zobaczyć, że część z nich wynikała z ewidentnych fauli na nas. To nie były sytuacje, w których można się zastanawiać, czy faul był, czy go nie było. Powiedziałem o tym jednemu z sędziów, bo teraz wszyscy obrońcy kryjący zawodnika z piłką robią to samo. Podbiegają do ciebie, łapią za rękę, którą nie kozłujesz, a następnie próbują wybić ci piłkę. Takie są obecnie realia NBA. Bardzo trudno gra się przeciwko zespołom, które faulują przy każdym posiadaniu – zauważył trener Lakers. Zresztą sam w trakcie czwartej kwarty otrzymał przewinienie techniczne, głośno protestując po nieodgwizdanym faulu na Luce Donciciu.
Równie stanowczy komunikat Redick wysłał do zawodników, którzy rezygnowali z otwartych rzutów za trzy punkty, mimo że Doncić ściągał na siebie podwojenia obrony. Szkoleniowiec zapowiedział, że nie będzie tolerował takich decyzji i może natychmiast odsyłać na ławkę graczy, którzy nie zdecydują się na rzut.
– W drugiej połowie pamiętam co najmniej cztery sytuacje, w których rezygnowaliśmy z otwartych rzutów za trzy. Będę zdejmował takich zawodników z boiska. Kiedy masz czystą pozycję, musisz rzucać. Ci zawodnicy muszą zrozumieć, jaki jest cel tego, co próbujemy robić. Kiedy zyskujesz przewagę, musisz ją utrzymać i oddać rzut – zapowiedział.
Choć Redick nie wskazał żadnego zawodnika z nazwiska, Jovan Buha z The Athletic zwrócił uwagę na Quentina Grimesa. Dziennikarz zauważył, że obwodowy Lakers w pierwszych siedmiu meczach sezonu tylko raz oddał co najmniej dziesięć rzutów z gry. Jego zdaniem 26-latek zbyt często rezygnuje z prób, zamiast wykorzystywać okazje tworzone m.in. przez Doncicia. Do tego trafia zaledwie 25% rzutów za trzy.
Mimo zawirowań w samej końcówce bohaterem spotkania po raz kolejny został Luka Doncić. Słoweński supergwiazdor zanotował historyczny występ, zdobywając 45 punktów, 15 zbiórek, sześć asyst i pięć przechwytów, a także trafiając osiem rzutów za trzy punkty. Stał się tym samym pierwszym koszykarzem w historii NBA, który w jednym meczu uzyskał co najmniej 45 punktów, 15 zbiórek, pięć asyst, pięć przechwytów i pięć celnych trójek.
Spotkanie to obnażyło jednak brutalną prawdę o uzależnieniu Lakers od swojego lidera. W 35 minut, które Doncić spędził na parkiecie, jego zespół był lepszy od Raptors o 27 punktów. Gdy Słoweniec odpoczywał, „Jeziorowcy” przegrali ten fragment meczu różnicą aż 21 „oczek”.
Ta rażąca dysproporcja skłoniła legendę Lakers, Byrona Scotta, do chłodnej oceny potencjału obecnej drużyny. Były zawodnik i trener zespołu z Los Angeles w nowym odcinku swojego podcastu zakwestionował nazywanie tercetu Doncić, Reaves i Walker Kessler nowym „Big Three”. Zwrócił też uwagę, że dotychczasowy bilans drużyny nie powinien jeszcze przesłaniać ich słabości:
– To nie jest żadne Big Three. Mają jakieś półtorej gwiazdy… Ledwo osiągnęli bilans 3-0 i już wszyscy w Los Angeles mówią o finałach Konferencji Zachodniej. Wstrzymajcie konie. Przede wszystkim mierzyli się z Clippers, Warriors i Utah Jazz. Poczekajmy jeszcze kilka tygodni. Musimy zobaczyć, jak poradzą sobie z Minnesotą, Oklahoma City, Denver, San Antonio i Houston – ironizował popularny „Lord Byron”.
Przed ekipą JJ-a Redicka jeszcze długa droga do osiągnięcia stabilizacji, a zmiennicy Lakers z pewnością długo zapamiętają wieczór, w którym omal nie zaprzepaścili wysiłku swoich bardziej doświadczonych kolegów.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Sprawdź też kanał PROBASKET na WhatsAppie! Dołącz do obserwowania go, aby nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA. A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam. Zapraszamy!









