W NBA nawet odruch fair play może zakończyć się stratą piłki. Przekonał się o tym Jaylin Williams, podkoszowy Oklahoma City Thunder, który w meczu z Phoenix Suns chciał pomóc koledze z drużyny, a nieoczekiwanie doprowadził do utraty posiadania.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Oklahoma City Thunder przystępowali do poniedziałkowego meczu w mocno osłabionym składzie. Dzień wcześniej poważnych urazów doznali Jalen Williams i Cason Wallace. Pierwszy złamał kość strzałkową i doznał zwichnięcia lewego stawu skokowego, a u drugiego zdiagnozowano zerwanie obrąbka stawowego w lewym barku. Obaj będą potrzebowali operacji, ale terminu ich powrotu na parkiet jeszcze nie określono; niewykluczone, że nie zagrają już w tym sezonie. Z gry wykluczony był również Chet Holmgren, który zmagał się z zapaleniem ścięgna rzepki w prawym kolanie. Mimo tych problemów na początku drugiej kwarty doszło do sytuacji, która wywołała zaskoczenie, a przy okazji uśmiech wśród obserwatorów.
Podczas walki o zbiórkę pod własnym koszem do piłki wyskoczyli dwaj zawodnicy Thunder – Jaylin Williams i Isaiah Hartenstein. Piłka trafiła w ręce pierwszego z nich, a drugi stracił przy tym równowagę i upadł za linią końcową boiska.
Ponieważ zawodnicy Phoenix Suns nie naciskali na Williamsa, ten postanowił pomóc Hartensteinowi wstać. Wciąż trzymając piłkę, pochylił się i wyciągnął do niego rękę. Sędziowie natychmiast przerwali akcję i odgwizdali stratę.
Niemiecki podkoszowy nadal znajdował się za linią końcową, a sędziowie uznali, że kontakt z nim sprawił, iż J-Will również znalazł się na aucie. W efekcie posiadanie przyznano przeciwnikom.
Nietypowa sytuacja zaskoczyła również komentatorów. – To zagranie, którego nie widuje się zbyt często. Nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek widział coś podobnego – przyznali podczas transmisji.
Tuż po gwizdku obaj zawodnicy spojrzeli na siebie z wyraźnym zdziwieniem. Chwilę później na twarzy Williamsa pojawił się szeroki uśmiech, gdy dotarło do niego, co doprowadziło do takiej decyzji sędziów.
Z czysto boiskowego punktu widzenia sprawca całego zamieszania mógł po prostu podać piłkę lub ruszyć z kozłowaniem, zamiast zatrzymywać się przy Hartensteinie. Przepisy nie przewidują jednak wyjątków dla dobrych intencji, dlatego sympatyczny gest zakończył się jedną z najbardziej nietypowych strat tego sezonu.
Dodaj PROBASKET do preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google!
Sprawdź też kanał PROBASKET na WhatsAppie! Dołącz do obserwowania go, aby nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA. A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam. Zapraszamy!










