Trzy mecze, trzy porażki. Zarówno New York Knicks, jak i Brooklyn Nets nie zaznali jeszcze smaku zwycięstwa w nowym sezonie NBA. Pierwsi mieli walczyć o obronę mistrzowskiego tytułu, drudzy stać się bardziej konkurencyjni niż w poprzednich rozgrywkach. Tymczasem oba zespoły rozczarowują, a ich problemy wykraczają poza sam bilans. Powodów do niepokoju zdecydowanie nie brakuje.
Problemy mistrzów
New York Knicks rozpoczęli próbę obrony mistrzostwa od porażek z Philadelphią 76ers (100:106), Boston Celtics (103:107) i Orlando Magic (102:111). Szczególnie bolesna okazała się ostatnia przegrana, ponieważ podopieczni Mike’a Browna prowadzili jeszcze różnicą 10 punktów na nieco ponad dziewięć minut przed końcem spotkania. Mimo nieobecności Paolo Banchero w składzie rywali nie potrafili jednak utrzymać przewagi. Orlando Magic zdobyli aż 40 punktów w czwartej kwarcie, a Franz Wagner rzucił w niej 21 ze swoich 23 „oczek”!
Problemy mistrzów nie ograniczają się jednak do jednej nieudanej końcówki. Knicks trafiają zaledwie 40,8% rzutów z gry, a ich ofensywa jest przedostatnią w całej lidze pod względem liczby punktów zdobywanych na 100 posiadań. Jalen Brunson, który w ubiegłych play-offach wielokrotnie ratował drużynę w najważniejszych momentach, rozpoczął sezon ze skutecznością 39,1% z gry. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja Mikala Bridgesa, który zdobył zaledwie 10 punktów w trzech meczach, trafiając 5 z 23 rzutów i pudłując wszystkie 10 prób zza łuku.
Jak zauważa lokalny dla nich New York Post, nie wszystko można jednak sprowadzić do nieskuteczności. Trener zwraca uwagę na brak fizyczności, błędy w komunikacji defensywnej i problemy z powrotem do obrony. W samym spotkaniu z Magic jego zawodnicy popełnili sześć strat w ostatniej kwarcie.
Dodatkowo odejście Mitchella Robinsona pozostawiło lukę pod koszem, której Andre Drummond i James Wiseman na razie nie potrafią odpowiednio wypełnić. To klasyczny przykład sytuacji, w której po sukcesie przychodzi czas na cięcie kosztów. Knicks nie chcieli przekraczać drugiego progu podatku od luksusu (second apron), dlatego pozwolili odejść swojemu wieloletniemu środkowemu, a w jego miejsce sprowadzili znacznie tańszego Drummonda.
Problem w tym, że już pierwsze spotkania pokazują, jak trudno zastąpić Robinsona. Jego fizyczność, zbiórki w ataku i ochrona obręczy były niezwykle istotne dla mistrzowskiego zespołu, a następcy na razie nie potrafią zapewnić podobnej jakości. Okazuje się więc, że oszczędności mogą kosztować znacznie więcej, niż początkowo zakładano.
Co ciekawe, Knicks znaleźli się na dopiero 10. miejscu w najnowszym rankingu mocy od NBA. Przed sezonem usytuowano ich na 3. miejscu. Są też pierwszymi obrońcami mistrzostwa od Dallas Mavericks w sezonie 2011/12, którzy rozpoczęli kolejne rozgrywki od trzech porażek. Historycznie to dopiero trzeci taki przypadek w dziejach NBA.
Nets, czyli druga strona medalu
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja Brooklyn Nets, chociaż tutaj również trudno mówić o optymizmie. Po poprzednim sezonie zakończonym bilansem 20-62 drużyna Jordiego Fernandeza miała zacząć odrabiać straty do ligowej konkurencji.
Do Michaela Portera Jr. dołączyli między innymi Julius Randle, Keon Ellis czy Mo Wagner, co miało zapewnić więcej jakości i doświadczenia w ofensywie. Początek rozgrywek pokazał jednak, że przed zespołem wciąż bardzo długa droga.
Nets przegrali kolejno z Charlotte Hornets (103:110), Cleveland Cavaliers (121:125) i Indiana Pacers (109:136). Najbardziej kompromitujący był ostatni występ, w którym rywale zdobyli aż 136 punktów, trafiając 21 rzutów za trzy.
Trener Nets po spotkaniu nie ukrywał rozczarowania, krytykując brak zaangażowania, komunikacji i organizacji defensywnej. Trudno się dziwić, skoro jego zawodnicy pozwolili Pacers zdobyć aż 112 punktów w ostatnich trzech kwartach. Po pierwszym, otwierającym sezon meczu zwracano również uwagę na odstającą fizyczność względem rywali.
Ekipa z Brooklynu ma też problem z regularnością liderów. Julius Randle rozpoczął sezon od 33 punktów przeciwko Szerszeniom, ale już w drugim starciu wspólnie z Porterem Jr. uzbierali zaledwie 20 oczek. Do tego dochodzi młody, niedoświadczony skład, w którym trener nadal szuka odpowiednich zestawień.
Egor Demin i Mikel Brown Jr., czyli dwaj ważni zawodnicy dla przyszłości organizacji, spędzili dotychczas na parkiecie wspólnie zaledwie cztery minuty. To też dwóch odpowiedzialnych za rozgrywanie piłki. Dochodzi jeszcze do nich Nolan Traore. Tak się złożyło, że każdy z nich nie umiał znaleźć drogi do kosza w pierwszym spotkaniu, mimo sporej ilości prób, co oczywiście poskutkowało porażką.
Jeśli ktoś regularnie śledzi NBA, zna możliwości poszczególnych zawodników i spojrzy na skład Nets, trudno nie odnieść wrażenia, że na papierze jest to zespół z naprawdę solidną „podłogą”. Nie chodzi nawet o sufit i maksymalny potencjał tej drużyny, ale o poziom, poniżej którego przy takim zestawieniu personalnym nie powinna schodzić.
Tymczasem początek sezonu pokazuje, jak niewiele znaczą wyniki meczów przedsezonowych. Brooklyn Nets zakończyli preseason z bilansem 3-1, a po rozpoczęciu właściwych rozgrywek przegrali wszystkie trzy spotkania.
Warto jednak pamiętać, że jeszcze w grudniu ubiegłego roku Nets mogli pochwalić się najlepszą defensywą w całej NBA! Podopieczni trenera Fernandeza zakończyli wówczas miesiąc z bilansem 7-4, pokazując, że potrafią rywalizować z przeciwnikami przede wszystkim dzięki dobrej organizacji gry w obronie.
Potencjał więc niewątpliwie drzemie w tej drużynie, choć na razie trudno go dostrzec na parkiecie. Sezon jest jednak długi i po zaledwie trzech spotkaniach nic nie jest jeszcze stracone. „Siatki” muszą jak najszybciej znaleźć odpowiednią chemię, poprawić komunikację w defensywie i zacząć wykorzystywać indywidualne umiejętności swoich zawodników. W przeciwnym razie kolejny sezon może upłynąć im na oglądaniu pleców większości ligowej stawki. Przede wszystkim muszą odnaleźć swoją tożsamość.
Inne uwarunkowania, ten sam efekt
Przed nami dopiero początek sezonu, więc nie ma sensu wydawać ostatecznych wyroków. Szczególnie że New York Knicks musieli już mierzyć się z wymagającymi przeciwnikami. Jednak trudno zignorować fakt, że obrońcy mistrzostwa mają statystycznie jedną z najgorszych ofensyw ligi, a Brooklyn Nets po raz drugi z rzędu zaczynają rozgrywki od 0-3.










