Nikola Jokic czy Victor Wembanyama nie muszą przekonywać swoich klubów, że warto przeznaczać na nich ogromne pieniądze. Trudniej mają środkowi, którzy są ważnymi zawodnikami, ale nie prowadzą całej drużyny. Blake Silverman ze Sports Illustrated sprawdził, jak zmieniała się pozycja centrów wśród najlepiej opłacanych koszykarzy NBA. Jego zestawienie pokazuje, że problem zaczął się jeszcze przed wprowadzeniem przepisów o drugim progu podatkowym (second apron).
O negocjacjach Jalena Durena z Detroit Pistons i Karla-Anthony’ego Townsa z New York Knicks pisaliśmy w ostatnim czasie kilka razy. W obu przypadkach klub ocenia nie tylko samego zawodnika, ale również koszt utrzymania całej drużyny.
Duren podpisał w końcu pięcioletnią umowę za 200 mln dolarów. Walker Kessler związał się z Los Angeles Lakers kontraktem na cztery lata i około 129,5 mln. To ogromne kwoty, ale sam fakt podpisania wysokiego kontraktu nie oznacza, że zawodnik otrzymał wszystko, na co pozwalały przepisy i czego oczekiwał.
Silverman postawił ciekawe pytanie: czy kluby inaczej wyceniają dziś pozycję środkowego? Policzył centrów wśród stu najlepiej opłacanych graczy w kolejnych sezonach. Wyniki wyglądają tak:
| Sezon | Centrzy wśród 100 najlepiej opłacanych graczy |
|---|---|
| 2017/18 | 28 |
| 2019/20 | 23 |
| 2020/21 | 13 |
| 2022/23 | 19 |
| 2025/26 | 19 |
| 2026/27 | 18 |
Nie jest to oczywiście coroczny spadek, ale widać, że centrzy od kilku sezonów zajmują mniej miejsc w tej grupie niż pod koniec poprzedniej dekady. Nie można tego tłumaczyć przepisami o „second apron”, bo te zostały wprowadzone dopiero w 2023 roku.
To zestawienie nie dowodzi też, że środkowi jako grupa zaczęli zarabiać mniej. Pokazuje ich udział wśród najlepiej opłacanych zawodników. Przy rosnącym limicie wynagrodzeń kontrakty mogą być coraz większe, choć pozycja danej grupy na rynku słabnie.
Pytanie brzmi za co dokładnie płacimy?
Największe gwiazdy potrafią organizować grę całej drużyny bez względu na to na jakiej grają pozycji. Zmuszają też obrońców do zmian ustawienia i dostosowania się do rywala. Kluby płacą za coś więcej niż tylko punkty, zbiórki, asysty i bloki. Chodzi o wpływ na grę całej drużyny i stwarzanie przestrzeni do grania partnerom.
W przypadku centrów czasem ich zadania można podzielić między kilku zawodników. Dobry środkowy może stawiać zasłony, kończyć podania pod koszem i zbierać piłki. Takie rzeczy potrafi wielu graczy. Pytanie brzmi, kiedy dobry center staję się bardzo dobry, wręcz wybitny i nie do zastąpienia?
Ważne jest też dopasowanie się danego środkowego do swojej drużyny. Center może świetnie wyglądać przy rozgrywającym, który regularnie znajduje go pod koszem, a w innym zespole, bez takiego partnera, jego wartość ofensywna nagle diametralnie spada.
Second apron zaostrza decyzje
Obecne przepisy sprawiają, że pomyłka przy wycenie zawodnika może mieć daleko idące konsekwencje. Po przekroczeniu drugiego progu podatkowego klub traci między innymi możliwość korzystania z różnych wyjątku i łączenia wynagrodzeń kilku graczy w wymianie w celu pozyskania droższego zawodnika. Nie oznacza to automatycznego zakazu podpisywania nowych umów z własnymi koszykarzami. Przy odpowiednich prawach klub nadal może ich zatrzymywać ponad progiem. Traci jednak część narzędzi, które pozwalałyby później poprawić skład.
Z tego powodu dodatkowe pieniądze dla jednego zawodnika trzeba oceniać razem z konsekwencjami dla pozostałych pozycji. Jeżeli droższy center oznacza słabszą ławkę albo brak możliwości pozyskania potrzebnego obrońcy na obwodzie, sama jakość jego gry nie rozstrzyga jeszcze, czy drużyna zyska.
Nie oznacza to, że każda oszczędność jest zasadna i rozsądna. Zastąpienie dobrego centra słabszym zawodnikiem nawet jeżeli księgowo taka decyzja wygląda rozsądnie, może kosztować klub bardzo dużo np. serię w play-offach. Trzeba więc oceniać zarówno wydane pieniądze, jak i sportową cenę rezygnacji z ich wydawania.
Najciekawsza myśl z tej analizy dotyczy właśnie tej granicy. Gdzie ona jest i jak ją odkryć? Dlatego kluby muszą podejmować decyzje, za których zawodników płacić najwięcej, czyli po prostu na kogo stawiać – czy na graczy obwodowych, czy na skrzydłowych, a może na centra i rozgrywającego jak za dawnych czasów?
Warto też jednak pamiętać, że może być też tak, że po prostu mało jest centrów tak dobrych, aby zarabiać bardzo dużo. Przecież ogólnie wybitnych zawodników powyżej 210 centymetrów wzrostu jest mniej, niż tych poniżej tego progu. Dlatego może być też tak, że kluby wolą inwestować w graczy na innych pozycjach, bo uważają, że o ile nie jest to Victor Wembanyama, to środkowych po prostu da się najłatwiej zastąpić i zbudować taktykę, w której center nie odgrywa kluczowej roli.










