Chris Finch uważa, że LaMelo Ball wniósł do Minnesota Timberwolves coś więcej niż tylko podania i rzuty. Trener powiedział, że rozgrywający poprawił atmosferę podczas przygotowań, a jego współpraca z Anthonym Edwardsem dodaje energii całej grupie. Przyznał również, że zmienne nastroje zespołu przeszkadzały Wolves w poprzednich latach.
Finch mówił o swoim nowym rozgrywającym w poniedziałek, przed przedsezonowym spotkaniem z New York Knicks. – Zawsze jest w świetnym humorze. Zawsze przychodzi uśmiechnięty – powiedział Finch o Ballu. Według trenera jego nastawienie wpływa także na pozostałych zawodników.
Szczególnie ciekawa jest relacja z Edwardsem. Finch zauważył, że obaj potrafią wzajemnie wydobywać z siebie radość podczas treningów, a dzięki temu poprawia się atmosfera w całej drużynie.
Trener nie przedstawiał jednak samych pochwał. Przyznał, że w poprzednich latach jego zespół bywał nadmiernie zależny od nastrojów różnych zawodników i że mogło to utrudniać zespołowi dobrą grę.
– Zmienność nastrojów zamieniliśmy na ekscytację – stwierdził Finch. Dodał, że grupa musi jeszcze znaleźć odpowiednią równowagę, choć dotychczas codzienna praca sprawia mu dużo przyjemności.
To ciekawe, że trener drużyny NBA zdecydował się, aby powiedzieć o tym głośno. Przeważnie szkoleniowcy milczą na ten temat, bo nawet najmniejsza sugestia może jeszcze bardziej pogorszyć atmosferę w drużynie. Finch wskazał na problemy wykraczające poza ustawienia na boisku i umiejętności poszczególnych zawodników.
Pozytywna energia w drużynie, gdzie zderza się ze sobą 12 ego często bardzo młodych milionerów, to bardzo ważny element, który pomaga zbudować zespół gotowy na sukces. Pozwala też trenerowi i zawodnikom przyjmować różne uwagi i reagować na błędy, a nie brać wszystkiego do siebie i nie odbierać tego jako krytykę.
Chris Finch to doświadczony, mający 56 lat trener. Dziwne więc, że mówi takie rzeczy jeszcze przed rozpoczęciem sezonu. Przecież każdy kto śledzi NBA wie, że na obozach przygotowawczych, przed startem sezonu, wszyscy mają bardzo dobre humory. W końcu wszyscy mają taki sam bilans 0-0 i każdy myśli pozytywnie o nowych rozgrywkach. Dlatego też tak mało jest transferów we wrześniu czy październiku, bo wszyscy zapomnieli już o ostatnich wynikach i mają poczucie, że wszystko będzie dobrze, że wszystko się ułoży.
Dopiero w trakcie sezonu okaże się czy ta „świetna atmosfera” jest prawdziwa i trwała. Kiedy Wolves przegrają kilka meczów, to zobaczymy jak Ball i Edwards oraz trener Finch będą na porażki reagować i jak będą się dogadywać między sobą i z pozostałymi graczami. To będzie dla nich prawdziwy sprawdzian.
Tak wygląda skład Wolves przed nowym sezonem:
Zostają: Anthony Edwards, Jaden McDaniels, Rudy Gobert, Donte DiVincenzo, Terrence Shannon Jr., Ayo Dosunmu, Bones Hyland, Jaylen Clark, Joan Beringer, Rocco Zikarsky, Zyon Pullin oraz Enrique Freeman (umowa two-way).
Przychodzą: LaMelo Ball i Josh Green (Charlotte Hornets), Trey Lyles (wolny agent), Isaiah Evans (debiutant – 33 nr draftu) oraz Trey Kaufman-Renn (debiutant – 59 nr draftu), Jonathan Kuminga (Atlanta Hawks).
Odchodzą: Julius Randle (Brooklyn Nets), Naz Reid (Charlotte Hornets), Mike Conley (Boston Celtics), Kyle Anderson (Toronto Raptors), Julian Phillips (Houston Rockets) i Joe Ingles (wolny agent).










