Po 17 sezonach spędzonych na parkietach najlepszej koszykarskiej ligi świata 41-letni Taj Gibson oficjalnie ogłosił zakończenie kariery zawodniczej. Doświadczony podkoszowy nie zamierza jednak rozstawać się z koszykówką. Zakończenie kariery zawodniczej oznacza dla niego początek nowego etapu – dołączy bowiem do sztabu szkoleniowego Chicago Bulls jako asystent trenera Tiago Splittera.
Taj Gibson ogłosił swoją decyzję w poniedziałek, 14 września, publikując w mediach społecznościowych osobiste oświadczenie: – To dla mnie bardzo emocjonalny dzień. Po 17 sezonach w NBA mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że dałem tej grze wszystko, co miałem.
– Koszykówka dała mi szansę na życie marzeniami. Jako dzieciak z Brooklynu w Nowym Jorku miałem szczęście zaprezentować swój talent na największej ze scen. (…) To nie jest pożegnanie z koszykówką, to początek nowego rozdziału – napisał 41-latek, podkreślając, jak wiele znaczyła dla niego możliwość spełnienia dziecięcych marzeń.
Gibson bardzo dobrze rozpoczął swoją przygodę z NBA. Już w debiutanckim sezonie 2009-10 został wybrany do All-Rookie First Team, wystąpił we wszystkich 82 meczach i aż 70 razy wychodził w pierwszej piątce Chicago Bulls. Z czasem jego rola zaczęła jednak ewoluować. Choć przez lata pozostawał cenionym defensorem i solidnym podkoszowym, coraz częściej pełnił funkcję zadaniowego rezerwowego, którego największą wartością była fizyczność, obrona i doświadczenie.
Przez 17 sezonów ani razu nie został jednak wybrany do Meczu Gwiazd ani do jednej z drużyn All-NBA. Mimo to utrzymał się w lidze przez 17 lat i – w barwach ośmiu różnych klubów – zaliczył aż 1012 spotkań sezonu regularnego, przekraczając tym samym niezwykle elitarną granicę 1000 występów. Biorąc pod uwagę całą karierę, notował średnio 8,3 punktu i 5,7 zbiórki na mecz.
Decyzja o zakończeniu kariery przyszła niedługo po niespodziewanym zwrocie na rynku transferowym. 8 września Memphis Grizzlies oddali Gibsona i AJ-a Johnsona do New Orleans Pelicans w ramach wymiany z udziałem Jordana Hawkinsa i Micaha Peavy’ego, a już dzień później klub z Luizjany zwolnił go z kontraktu. Zamiast szukać kolejnego pracodawcy 41-latek postanowił definitywnie zamknąć ten etap swojej kariery.
Dla kibiców z Illinois powrót Gibsona ma wymiar symboliczny. To właśnie Bulls wybrali go w drafcie w 2009 roku z 26. numerem, a Wietrzne Miasto było jego domem przez pierwsze osiem sezonów kariery. Choć później reprezentował barwy kilku innych zespołów, to właśnie Chicago – obok Nowego Jorku – było najważniejszym przystankiem w jego karierze. Łącznie w barwach „Byków” i New York Knicks rozegrał aż 737 ze swoich 1012 meczów sezonu regularnego.
Teraz doświadczenie zdobywane przez 17 lat na parkietach NBA ma pomóc w rozwoju młodego zespołu z Chicago. Gibson dołączy do sztabu szkoleniowego Tiago Splittera, który w czerwcu 2026 roku objął stanowisko pierwszego trenera Bulls. Dla Brazylijczyka będzie to pierwsza stała posada w roli głównego szkoleniowca w najlepszej lidze świata, wcześniej pełnił bowiem jedynie funkcję tymczasowego trenera Portland Trail Blazers. Pod jego wodzą ekipa z Oregonu, z bilansem 42-39, zajęła ósme miejsce na Zachodzie, by odpaść już w pierwszej rundzie fazy play-off po porażce 1-4 w serii z San Antonio Spurs.
– Mogę wam zagwarantować jedną rzecz: będziemy walczyć każdej nocy i będziemy utrzymywać wysokie standardy we wszystkim, co robimy – zadeklarował nowy szkoleniowiec Bulls podczas swojej konferencji powitalnej.
Trudno o lepsze uzupełnienie tej filozofii niż Gibson, który przez lata dał się poznać jako zawodnik ceniony za twardą grę, profesjonalizm i etykę pracy. Jego doświadczenie ma być szczególnie ważne w szatni, gdzie będzie pomagał młodym zawodnikom w wejściu do NBA, w tym tegorocznemu debiutantowi, wybranemu w pierwszej rundzie draftu Calebowi Wilsonowi.
Po 31 latach związanych z koszykówką Gibson zamyka jeden rozdział, by natychmiast rozpocząć kolejny – tym razem na ławce trenerskiej. Jak sam podsumował w swoim pożegnalnym oświadczeniu: – Mogę zakończyć ten etap bez żalu, wiedząc, że dałem z siebie wszystko. Bóg naprawdę był dla mnie łaskawy. Dziękuję ci za wszystko, koszykówko.










