Cały rok wyrzeczeń, walki w każdym spotkaniu i mozolne kompletowanie zwycięstw sprowadza się do tego jednego momentu. To bowiem dziś na parkietach NBA rozpoczynamy długo wyczekiwane play-offy. Emocji nie zabraknie już pierwszego dnia, ale dla nas, z perspektywy europejskiego kibica, najważniejsze jest to, że aż dwa spotkania rozpoczną się o przyjaznej porze. Rzućmy okiem na to, co czeka nas dziś wieczorem.
[19:00] Cleveland Cavaliers – Toronto Raptors
Rywalizację na Wschodzie rozpoczynamy od starcia dwóch najbardziej wyrównanych zespołów w tabeli, czyli „czwórki” z „piątką”. Różnica nie była jednak minimalna, bo przecież obie ekipy dzieliło aż sześć zwycięstw. Do play-offów każdy przystępuje jednak z identycznym bilansem, a wydarzyć może się całkowicie wszystko.
Zacznijmy od rzucenia okiem na bezpośrednie potyczki Cleveland Cavaliers z Toronto Raptors w trakcie rozgrywek zasadniczych. Już tu robi się ciekawie, bo przecież ekipa z Ohio, która ma być faworytem tej rywalizacji, przegrała wszystkie trzy starcia, z czego dwa przed własną publicznością.
Należy tu jednak zwrócić uwagę na jeden kluczowy szczegół. Ostatnie z tych spotkań miało miejsce 24 listopada, czyli prawie trzy miesiące przed tym, jak do Cleveland trafił James Harden. W nowych barwach zdążył on zaliczyć 26 występów, w których Cavs odnotowali bilans 19-7.
Nie możemy brać więc poprzednich spotkań obu ekip za punkt odniesienia. Co więcej, na początku sezonu Raptors prezentowali się wyśmienicie i zaliczyli nawet serię 13 zwycięstw w 14 kolejnych meczach, ale im dalej w sezon, tym częściej w ich szeregach widoczne były braki.
Zadania nie ułatwiły z pewnością kontuzje. RJ Barrett opuścił kilka tygodni na przełomie listopada i grudnia, po czym zabrakło go w siedmiu kolejnych spotkaniach w styczniu. Od mniej więcej okresu świąt aż do drugiego tygodnia lutego brakowało Jakoba Poeltla. Zdrowy pozostawał za to Brandon Ingram, którego transfer okazał się strzałem w dziesiątkę.
Nie inaczej, a nawet znacznie gorzej, było jednak w przypadku Cavs, którzy przez znaczną część sezonu również musieli radzić sobie w osłabieniu. Sporą liczbę spotkań opuścili Jarrett Allen (26), Evan Mobley (18), Sam Merrill (30), a nawet Dean Wade (23).
Kiedy Cavaliers są zdrowi, to prezentują się naprawdę imponująco. Póki co otrzymaliśmy tylko przedsmak tego, co może nas wkrótce czekać. Tercet Harden-Mitchell-Allen-Mobley spędził razem na parkiecie tylko 92 minuty, ale zaliczył w tym czasie net rating na poziomie +26,7.
Przy tej okazji należy ponownie wyróżnić Hardena. W 40 mintuach w tym sezonie oznaczonych jako „clutch” Cavs z nim na parkiecie odnotowali offenstive rating na szalonym poziomie 143, z kolei ich net rating to aż +57,9. Bilans tych 15 spotkań? Kapitalne 13-2.
— Naprawdę napracowaliśmy się nad naszym rozciąganiem gry podczas jego izolacji i w sytuacjach pick and roll, ale 99% z tego wszystkiego to efekt podejmowania dobrych decyzji przez Jamesa Hardena — twierdzi trener Kenny Atkinson.
Kilka dni przed rozpoczęciem rywalizacji dziennikarze zapytali Scottie’ego Barnesa o podejście Raptors do serii, w której nie będą faworytem.
— Wyjdziemy po prostu na parkiet i spróbujemy wygrać. Wykonamy swoją pracę. Będziemy na parkiecie tym, kim zawsze jesteśmy. To g***o nie ma żadnego znaczenia […] Podobają mi się nasze szanse i to, co potrafimy robić. Myślę, że możemy wykonać świetną robotę, wykorzystując naszą fizyczność w tej serii — odpowiedział stanowczo.
W play-offach tempo gry często spada, ale jedną z mocnych stron Raptors w tej serii może być właśnie czas finalizowania akcji. Toronto są liderem ligi w „transition offence” z dorobkiem 18,9 punktu na mecz. Ligowa średnia z tego sezonu to 15,2, z kolei w poprzednich play-offach liczba ta wynosiła zaledwie 12,0.
Podopieczni Darko Rajakovicia muszą również upewnić się, że ich defensywa, która uplasowała się na 5. miejscu w lidze, nie posypie się w play-offach i w dalszym ciągu będzie wyjątkowo szczelna. To szczególnie istotne przeciwko Cavs, którzy w Konferencji Wschodniej zajęli 2. pozycję pod względem średniej zdobytych punktów na mecz (119,5).
Pomimo przejawu pewności siebie Barnesa amerykańskie media wskazują, że to Cavs będą faworytem zarówno całej serii, jak i dzisiejszego Game 1. Nie inaczej jest w przypadku Superbet, który za zwycięstwo Cleveland oferuje kurs 1.30.
[21:30] Denver Nuggets – Minnesota Timberwolves – transmisja w TVP Sport
Kiedy starcie na Wschodzie będzie powoli dobiegać końca, w Kolorado ok. 1600 metrów nad poziomem morza Denver Nuggets podejmą Minnesota Timberwolves. Choć z perspektywy tabeli jest to starcie 3. z 6. ekipą, to w praktyce różnica zwycięstw (5) była jeszcze mniejsza niż w przypadku pierwszej dzisiejszej rywalizacji (6).
Nuggets do samego końca walczyli o jak najlepsze rozstawienie i skorzystali na kontuzjach Luki Doncicia i Austina Reavesa, wyprzedzając na ostatniej prostej Los Angeles Lakers. Dzięki temu w przypadku awansu unikną rywalizacji z Oklahoma City Thunder już na etapie drugiej rundy. Czeka ich za to – najprawdopodobniej – starcie z San Antonio Spurs.
Zanim jednak podopieczni Davida Adelmana będą mogli zacząć myśleć o kolejnym etapie, to na ich drodze staną Leśne Wilki. Kluczową rolę odegra z pewnością Anthony Edwards, który z uwagi na problemy zdrowotne opuścił 11 z 14 ostatnich spotkań swojego zespołu. Trener Chris Finch jednak uspokaja i zaznacza, że 24-latek trenuje już na najwyższych obrotach.
W sezonie zasadniczym Edwards ustanowił nowy rekord swojej kariery pod względem średniej zdobytych punktów (28,8), skuteczności z gry (48,9%) i zza łuku (39,9%), notując przy tym 5,0 zbiórek, 3,7 asysty oraz 1,4 przechwytu na mecz. Pod jego nieobecność we wspomnianych wyżej 11 spotkaniach Timberwolves odnotowali przeciętny bilans 6-5.
Oprócz Edwardsa do gry wrócił niedawno Jaden McDaniels, który także nabawił się urazu kolana. Skrzydłowy wystąpił w dwóch z trzech ostatnich meczów Minnesoty i choć spisał się świetnie (18 punktów oraz 16 punktów, 7 zbiórek, 4 bloki) to stale będzie trzeba monitorować jego sytuację.
Dużo gorsze wieści dobiegają z obozu Nuggets. Wygląda na to, że na przestrzeni całej serii może zabraknąć Peytona Watsona, który rozgrywa zdecydowanie najlepszy sezon w swojej karierze. W 54 występach zdobywał 14,6 punktu, 4,9 zbiórki oraz 2,1 asysty, a na listę życzeń wpisali go już podobno Los Angeles Lakers.
Jeżeli Denver zameldują się w kolejnym etapie, to skrzydłowy powinien być już gotowy. Pewien niepokój może budzić jednak fakt, że od początku lutego rozegrał on jedynie osiem spotkań i cały ten czas walczył z urazami. Na początku kwietnia, po powrocie do rotacji, znów uszkodził to samo ścięgno udowe.
Co przemawia w tej serii za Nuggets? Dwa słowa. Nikola Jokić. Jeden z głównych kandydatów do tytułu MVP z sezonu na sezon staje się coraz lepszy i zdaniem wielu powinien otrzymać wkrótce nie tylko czwartą, ale nawet piątą czy szóstą statuetkę dla Najbardziej Wartościowego Zawodnika.
Serb zaliczył kapitalne rozgrywki (27,7 punktu, 12,9 zbiórki, 10,7 asysty, 1,4 przechwytu, 56,9% skuteczności), a wg serwisu Databallr z nim na parkiecie Nuggets zdobywają ponad 126 punktów na 100 posiadań, wynik fantastyczny w skali historycznej.
Ciekawe liczby donosi też Yahoo! Sports. Kiedy zarówno Jokić, jak i Jamal Murray znajdowali się w rotacji Nuggets, to byli oni lepsi od swoich przeciwników o 12,1 punktu na 100 posiadań. Gdy z kolei dorzucimy Aarona Gordona, to zespół z Kolorado wygrywał 77% swoich spotkań (poziom 63 zwycięstw w całym sezonie).
Co jest więc problemem Nuggets? Fakt, że trójka ta zagrała ze sobą tylko 26 razy w tym sezonie. Dodajmy do tego problemy zdrowotne wspomnianego Watsona, a także Christiana Brauna czy Camerona Johnsona, którzy razem opuścili 94 mecze.
Co słychać w Minneapolis? Wszyscy na pewno cieszą się, że udało im się sprowadzić Ayo Dosunmu, który przyspieszył ich tempo gry i wzniósł na nieco wyższy poziom. Problemem Timberwolves jest jednak fakt, że w porównaniu do poprzedniego sezonu spadli pod względem efektywności ofensywy z 8. na 14. pozycję. Utrzymali co prawda 6. miejsce pod względem efektywności w obronie, ale przy średniej 100 posiadań tracą o jeden punkt więcej.
Wilki mogą szukać motywacji w ostatnim bezpośrednim starciu z Nuggets, które wygrali 117:108 po solidnym występie kilku swoich zawodników. Wcześniej jednak Denver wygrali trzy kolejne spotkania, w tym to świąteczne z szaloną dogrywką. Możemy być więc przekonani, że w tej serii emocji nie zabraknie.
Nie ma co ukrywać, że to Nuggets będą faworyzowani w tej rywalizacji. Kurs na ich dzisiejsze zwycięstwo oferowany przez Superbet to 1.38. Ekipy z Anthonym Edwardsem w składzie nigdy nie można jednak skreślać.
Terminarz sobotnich meczów NBA wygląda więc tak:
19:00 Cleveland Cavaliers – Toronto Raptors
21:30 Denver Nuggets – Minnesota Timberwolves (transmisja w TVP Sport)
0:00 New York Knicks – Atlanta Hawks
2:30 Los Angeles Lakers – Houston Rockets












