Ostatni dzień sezonu regularnego, zamiast być wielkim świętem koszykówki i walki o rozstawienie w fazie play-off, dla wielu stał się raczej symbolem współczesnego problemu ligi: masowej absencji czołowych zawodników. Według raportów, aż 195 z około 450 aktywnych graczy znalazło się poza składami na finałowe spotkania, co wywołało falę oburzenia wśród ekspertów. Najgłośniejszym głosem w tej dyskusji stał się Charles Barkley, legenda NBA i analityk stacji TNT, który w bezpardonowy sposób skrytykował obecną kulturę „zarządzania obciążeniami” (ang. load management).



Głównym powodem ostrej krytyki, jaką Charles Barkley skierował pod adresem niepisanej praktyki oszczędzania zawodników pod koniec sezonu, jest jego przekonanie, że stanowi ona przejaw lekceważenia zarówno samej dyscypliny, jak i kibiców płacących za możliwość oglądania najlepszych w akcji. 63-latek podkreślił, że chociaż część przerw można uzasadnić, to jednak skala zjawiska pozostaje – jego zdaniem – nie do zaakceptowania. W swoim charakterystycznym stylu, okraszonym humorem, wskazał przy tym nieliczne wyjątki, które jest w stanie zrozumieć.

– Niech odpoczywa Wemby, jeszcze to rozumiem. Joker, Jamal Murray, Aaron Gordon… LeBron też, bo ma 102 lata. Ale cała reszta? To po prostu brak szacunku! – rzucił w swoim stylu Sir Charles, a dosłownie chwilę później Denver Nuggets ogłosili, że Nikola Jokić jednak pojawi się na parkiecie, by pozostać w grze o wyróżnienia sezonowe.

Skąd jednak aż tak daleko idąca krytyka ze strony legendarnego koszykarza, zarzucająca wręcz NBA „brak szacunku”? Zdaniem Barkleya, sytuacja, w której na boisku nie pojawiają się zawodnicy o łącznych kontraktach przekraczających 2,5 miliarda dolarów, drastycznie obniża jakość produktu sportowego oferowanego widzom. W tym kontekście trudno odmówić mu logiki, nawet jeśli pod nieobecność sławniejszych kolegów po fachu szansę mogą dostać gracze, którym zazwyczaj trudno byłoby o minuty.

Chuck odniósł się również do kontrowersyjnej zasady, która wymaga rozegrania co najmniej 65 spotkań, aby zawodnik mógł ubiegać się o nagrody indywidualne. Choć przepis ten budzi frustrację wśród graczy – czego przykładem jest Luka Doncić, który może stracić szansę na wyróżnienia przez kontuzję w 64. meczu, mimo że jest liderem klasyfikacji ligowych strzelców – Barkley nie miał litości. Przypomniał wszem i wobec, że to sami zawodnicy, poprzez swój związek zawodowy, zgodzili się na te warunki podczas negocjacji układu zbiorowego pracy.

– Sami na to głosowaliście w układzie zbiorowym, a teraz chcecie narzekać. Gdybyście nie siedzieli przez połowę czasu na tyłkach, popijając margarity i tym podobne, to nie wprowadziliby tej zasady. Zamknijcie się wreszcie – grzmiał 63-latek na antenie, wyraźnie chcąc dać do zrozumienia, że 65 meczów to jednak uczciwe minimum.

MVP z 1993 roku nie omieszkał także przedstawić swojej opinii viralowego nagrania z udziałem Victora Wembanyamy, który – przed opuszczeniem meczu z Nuggets – zaproponował alternatywę dla zasady 65 spotkań, sugerując, by zamiast liczby występów brać pod uwagę minuty spędzone na parkiecie.

– Serio, powinniśmy spakować tych wszystkich dzieciaków i wysłać ich do szkoły we Francji. Może tam w końcu ogarną podstawy – nie bez ironii stwierdził 63-latek.

Nie jest też tajemnicą, że problem niskiej frekwencji graczy łączy się nierozerwalnie ze zjawiskiem „tankowania”, czyli celowego przegrywania meczów przez słabsze zespoły w celu uzyskania lepszej pozycji w drafcie. Zdaniem Barkleya obecny system nagradza porażki, co jest „głupotą ze strony NBA”. Jako rozwiązanie zaproponował radykalną zmianę w loterii draftu, która odebrałaby motywację do celowego przegrywania.

– Od trzech miesięcy wszyscy po prostu tankują. Każda drużyna poza play-offami? Jedna kulka i tyle. Żadnego nagradzania za przegrywanie. To dopiero byłoby sprawiedliwe. Ale nie – tylko w tej naszej pokręconej NBA takie rzeczy przechodzą. Dajcie każdemu po jednej kulce i po problemie – podsumował w swoim stylu Sir Charles. Według jego koncepcji, każda drużyna, która nie zakwalifikuje się do fazy play-off, powinna otrzymać dokładnie taką samą szansę na najwyższy numer wyboru.

W tle całej dyskusji o absencjach, zasadzie 65 meczów i „tankowaniu” wyłania się szerszy problem: jak dziś mierzyć wartość obecności zawodnika na boisku? Coraz częściej pojawia się propozycja, by zamiast liczby spotkań liczyć realne minuty gry. Barkley podkreślił jednak, że odpowiedzialność za znalezienie rozwiązania spoczywa na Adamie Silverze, który musi pogodzić interes zawodników z oczekiwaniami kibiców. O ile, rzecz jasna, taka możliwość w ogóle istnieje, a to wcale nie jest takie pewne.

– Nie powiem, że to nie działa – bo działa – miał stwierdzić komisarz ligi podczas marcowego posiedzenia rady gubernatorów, odnosząc się do krytyki dotyczącej wpływu regulacji na zawodników, co relacjonowali w swoim podcaście Adam Mares i Marc Stein.

NBA coraz wyraźniej staje więc nie przed pytaniem, czy zmieniać obowiązujące zasady, ale jak daleko można je jeszcze modyfikować, zanim zmieni się sam charakter produktu.


Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.
  • Oryginalne perfumy i kosmetyki z dużymi rabatami znajdziesz w sklepie FLACONI.PL



  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    3 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany