Kibice od zawsze spierają się o to, kto jest najlepszym koszykarzem w historii NBA. Jedni mówią o Michaelu Jordanie, drudzy o LeBronie Jamesie, a jeszcze inni przypominają nazwiska dawnych legend, które dziś nie zawsze są obecne w codziennych dyskusjach tak mocno, jak na to zasługują. Temat wraca regularnie, bo to jedna z tych debat, które właściwie nigdy się nie kończą. Każde pokolenie ma swojego faworyta, swoje emocje, swoje wspomnienia i swoje argumenty. Czy zatem GOAT w ogóle istnieje?


Dla jednych odpowiedź jest oczywista, bo dorastali w czasach Chicago Bulls i sześciu mistrzowskich tytułów Jordana. Dla innych punktem odniesienia jest LeBron James i jego wieloletnia dominacja, wszechstronność oraz długowieczność na niespotykanym poziomie. Są też tacy, którzy przypominają, że zanim świat zakochał się w Jordanie, byli jeszcze Bill Russell, Wilt Chamberlain, Oscar Robertson, Kareem Abdul-Jabbar, Magic Johnson, Larry Bird, Jerry West czy Julius Erving. I właśnie dlatego ta dyskusja jest tak trudna. Bo nie dotyczy tylko statystyk, tytułów i indywidualnych osiągnięć. Dotyczy też epok, warunków, wpływu na rozwój gry, a bardzo często po prostu osobistych doświadczeń kibiców.

Teraz do całej sprawy odniósł się sam Michael Jordan. W programie „Insights to Excellence” legenda Chicago Bulls opowiedziała nie tylko o samym pojęciu GOAT (czyli „Greatest Of All Time„, co oznacza „najlepszy w historii”), ale też o porównywaniu zawodników z różnych generacji, o pamięci wobec dawnych gwiazd NBA oraz o tym, jak patrzy na reprezentację USA i Igrzyska Olimpijskie.

Trzeba przyznać, że jego perspektywa jest ciekawa i zbieżna z tym, o co kilka lat temu mówił Kareem Abdul-Jabbar, a opisałem to tutaj „Kto jest najlepszym koszykarzem w historii? Czy GOAT istnieje?„. Jordan też nie podszedł do tego tematu w sposób zero-jedynkowy. Nie próbuje zamknąć debaty. Raczej pokazuje dlaczego jest skazana na brak ostatecznej odpowiedzi.

GOAT to pojęcie, które mnie nie interesuje

Michael Jordan uważa, że to całe określenie GOAT nie jest czymś, czym chciałby się zajmować albo czym w ogóle się ekscytuje.

Całe to określenie GOAT nigdy nie będzie czymś, czym bym się ekscytował lub przejmował. Dla mnie ono po prostu nie istnieje – powiedział Jordan.

Teoretycznie to mocne zdanie, ale tak naprawdę bardzo logiczne. W końcu pytanie o najlepszego koszykarza wszech czasów brzmi efektownie, jednak bardzo trudno udzielić na nie uczciwej odpowiedzi, bo jaką metodologię zastosować? Jakie są dokładnie kryteria poza powszechnie uważaną wielkością?

Jak porównywać zawodników, którzy grali w zupełnie innych erach i realiach? Jak zestawić ze sobą gracza z lat 60., 80., 90. i współczesnej NBA, skoro wszystko się zmieniło! Tempo gry, fizyczność, przepisy, sposób przygotowania, medycyna sportowa, scouting, analiza wideo, a nawet sama skala zainteresowania ligą.

Jordan zwrócił uwagę właśnie na ten podstawowy problem. Nie da się uczciwie porównać zawodników, którzy nigdy nie mieli okazji rywalizować ze sobą bezpośrednio.

Nigdy nie grałem przeciwko Oscarowi Robertsonowi czy Jerry’emu Westowi, a bardzo bym chciał. Jako człowiek uwielbiający rywalizację, wiele się od nich uczyłem, a my, moje pokolenie, utorowaliśmy drogę dla takich graczy jak Kobe Bryant czy LeBron James – uważa MJ.

Warto zwrócić uwagę na fakt, że Jordan nie mówi tutaj tylko o sobie. Mówi o ciągłości historii NBA. O tym, że kolejne pokolenia nie pojawiają się znikąd. Każda generacja uczy się od poprzedniej, korzysta z tego, co już zostało zbudowane, i przesuwa granicę jeszcze dalej. To właśnie dlatego tak trudno wskazać jednego zawodnika ponad wszystkimi. Bo koszykówka nie stoi w miejscu. Ona się cały czas rozwija.

Każda epoka budowała następną

Michael Jordan bardzo wyraźnie zaznaczył, że właśnie w tym widzi piękno tej dyscypliny. – Dla mnie to jest właśnie piękno koszykówki, że kolejny zawodnik rozwija tę grę dalej na bazie tego, co zrobił jego poprzednik. Nie powinno się jednak wykorzystywać tego przeciwko graczom, którzy nauczyli cię tej gry i od których sam czerpałeś wiedzę – powiedział Jordan.

To ważna uwaga, bo dziś bardzo łatwo patrzeć na dawną koszykówkę z poczuciem wyższości. Ktoś może obejrzeć archiwalne nagrania sprzed 30, 40 czy 50 lat i dojść do wniosku, że to była inna gra, że zawodnicy nie byli tak szybcy, tak silni, tak wszechstronni i tak dobrze przygotowani fizycznie jak dziś. Tylko że taki sposób myślenia pomija jedną kluczową rzecz, czyli, że sport też się cały czas rozwija. Dzisiejsi zawodnicy są inni właśnie dlatego, że korzystają z dorobku tych, którzy byli przed nimi.

Nam w Polsce NBA często kojarzy się przede wszystkim z latami 90., z boomem na wszystko co amerykańskie, z Bulls Jordana i finałami oglądanymi po nocach. Wielu kibiców właśnie od tego zaczynało swoją historię z NBA. Nie pamiętamy codzienności Wilta Chamberlaina, Billa Russella czy pierwszych lat Kareema Abdul-Jabbara. Nie oglądaliśmy ich regularnie, nie żyliśmy ich meczami na bieżąco. Znamy ich z książek, statystyk, historii, archiwalnych nagrań i opowieści. A przecież wszyscy wiedzą, jak wielkimi dominatorami byli w swoich czasach.

Później były lata 80., rywalizacja Magica Johnsona i Larry’ego Birda oraz dalszy rozwój telewizji i rosnąca popularność NBA na świecie. Potem przyszli Jordan, Hakeem Olajuwon, Shaquille O’Neal, Kobe Bryant, Tim Duncan, LeBron James, Stephen Curry i kolejne pokolenia, które znów coś do tej ligi dodały. Jeśli więc dziś ktoś mówi, że współczesna koszykówka jest bardziej rozwinięta, to tak naprawdę tylko potwierdza to, o czym mówi Jordan, że każda epoka budowała następną.

Jordana denerwuje porównywanie epok

Michael przyznał też, że sam z czysto sportowego punktu widzenia bardzo chętnie zobaczyłby takie starcia między największymi graczami różnych generacji. Ale od razu dodał, że to bardziej element wyobraźni i marketingu niż prawdziwej sportowej analizy.

Bardzo chciałbym zagrać przeciwko LeBronowi i Kobemu w moim najlepszym okresie, ale nigdy się tego nie dowiemy. To jest część marketingu, część szumu wokół ligi, ale część tych rzeczy, które próbują wywyższyć jedną generację nad drugą – uważa Jordan.

Trudno się z nim nie zgodzić. Debata o GOAT świetnie napędza emocje. Jest idealna dla telewizji, internetu, YouTube’a, mediów społecznościowych i wszelkich sportowych programów, które żyją z gorących sporów. Taki temat zawsze działa, bo nie ma jednej odpowiedzi. Można wracać do niego bez końca. Po każdym rekordzie, po każdym mistrzostwie, po każdym wielkim sezonie i po każdym kolejnym występie kogoś, kto znów każe zadać pytanie „a może to właśnie on?”.

Tyle że przy wyborze najlepszego koszykarza w historii bardzo często kierujemy się osobistymi doświadczeniami. Dla osób, które jak ja w latach 90. były nastolatkami i wychowały się na Chicago Bulls oraz Michaelu Jordanie, odpowiedź wydaje się oczywista. Inaczej mogą na to patrzeć obecni 20-30-latkowie, którzy Jordana pamiętają najwyżej z Washington Wizards albo znają go tylko z archiwalnych nagrań. Ich wielkie emocje, ich dorastanie mogło być bardziej związane z Kobe Bryantem czy LeBronem Jamesem, a dla jeszcze kolejnego pokolenia najważniejszy był Stephen Curry i dynastia Golden State Warriors.

Taka ocena zawsze będzie subiektywna, a więc nacechowana naszym własnym doświadczeniem. Kluczem przy wyborze będą nie tylko liczby i trofea, ale też emocje, wspomnienia i to na jakiej koszykówce się wychowaliśmy i jaką sami przeżywaliśmy najmocniej.

Takie rozmowy rodzą wrogość

Michael Jordan zwrócił też uwagę na jeszcze jeden problem. Jego zdaniem porównywanie różnych epok może budzić niepotrzebną frustrację i poczucie niesprawiedliwości u tych, których wkład w rozwój dyscypliny bywa dziś marginalizowany.

Myślę, że to rodzi wrogość. Ja nie czuję żadnej wrogości wobec dzisiejszych graczy, ale są zawodnicy, którzy ją odczuwają z powodu zapomnienia o ich ogromnym wkładzie w koszykówkę – powiedział Jordan.

To bardzo trafna uwaga. Bo gdy dziś rozpoczyna się dyskusja o największych w historii, bardzo szybko zawęża się ona zwykle do kilku nazwisk. Jordan, LeBron, Kobe, czasem Kareem, czasem Magic, czasem Bird. Tymczasem historia NBA jest znacznie szersza. Byli przecież Russell, Wilt, Robertson, West, Erving, Moses Malone, Olajuwon, Shaq, Duncan i wielu innych zawodników, którzy mieli gigantyczny wpływ na to, czym NBA jest dzisiaj.

Jordan nie ma też złudzeń, że tego typu spór da się kiedykolwiek definitywnie rozstrzygnąć. – To po prostu puste porównanie i absolutnie nigdy nie znajdziemy prawdziwej odpowiedzi na to pytanie, ponieważ to błędne koło dyskusji, które będzie się stale kręcić – uważa Jordan.

I chyba właśnie dlatego temat GOATA nigdy nie umrze. Bo nie ma jednej odpowiedzi. Są tylko kolejne argumenty, kolejne epoki i kolejne pokolenia kibiców, które będą wybierały swoich bohaterów.

Jordan nie odbiera wielkości LeBronowi, Kobe czy Durantowi

Co ważne, Michael Jordan wcale nie wykorzystuje tej debaty do umniejszania późniejszym gwiazdom NBA. Wręcz przeciwnie. Bardzo wyraźnie zaznaczył, że ma ogromny szacunek do tego, co osiągnęli zawodnicy następnych generacji. – Uważam, że LeBron miał niesamowitą karierę i podziwiam go za to, co zrobił. Podobnie Kobe, KD i wszyscy ci świetni zawodnicy, którzy grają w tej erze, niesamowicie wynieśli koszykówkę na wyższy poziom – powiedział Jordan.

To ważny fragment, bo pokazuje, że docenianie własnej epoki wcale nie musi oznaczać umniejszania innej. Można uważać Jordana za największego, a jednocześnie być pod ogromnym wrażeniem kariery LeBrona Jamesa. Można podziwiać mentalność Kobe Bryanta, talent ofensywny Kevina Duranta, wpływ Stepha Curry’ego na zmianę stylu gry w całej lidze i nadal mieć swoje zdanie na temat historycznego numeru jeden.

Jordan ujął to bardzo prosto: – Po prostu nie zgadzam się, gdy zaczyna się próbować stawiać jednego nad drugim, to nie działa – powiedział Jordan. I zaraz potem przypomniał o tych, od których wszystko się zaczęło. – Zawsze powinniśmy honorować, chronić i nagradzać to, że ci starsi zawodnicy utorowali drogę dla wielu następnych pokoleń. Mam na myśli takie postacie jak Kareem Abdul-Jabbar, Wilt Chamberlain czy Bill Russell, który zdobył jedenaście mistrzostw. Jak można po prostu zepchnąć ich w kąt i powiedzieć, że nie będziemy o nich pamiętać? W tym momencie ja się w tym wszystkim gubię – uważa Jordan.

Tutaj dochodzimy do najważniejszej kwestii z całej jego wypowiedzi. Dla Jordana stawką nie jest tylko to, kto zajmie 1. miejsce w historycznym rankingu. Chodzi raczej o to, by historia NBA nie została spłaszczona do kilku nazwisk i kilku telewizyjnych sporów. Bo jeśli zaczynamy mówić tylko o tych, których pamiętamy najlepiej, to bardzo łatwo zapomnieć, że wielkość tej ligi była budowana przez dziesięciolecia.

Czy GOAT w ogóle istnieje?

Pytanie, jakie można sobie przy okazji tej dyskusji postawić, brzmi więc bardzo prosto: czy zatem ktoś taki jak GOAT w ogóle istnieje? Czy można wskazać jednego, najlepszego koszykarza w historii NBA?

Jeśli spojrzymy na to szerzej, okaże się, że każdy z wielkich zawodników dominował na swój sposób. Bill Russell wygrywał seryjnie mistrzostwa i stworzył definicję zwyciężania. Wilt Chamberlain osiągał liczby, które do dziś brzmią jak wzięte z gry komputerowej. Kareem Abdul-Jabbar miał niezwykłe długą karierę i dorobek, który przez lata wydawał się nie do ruszenia. Michael Jordan stał się symbolem wygrywania, globalnego rozwoju NBA i wielkości w najważniejszych momentach. LeBron James połączył siłę, wszechstronność, atletyzm, inteligencję boiskową i długowieczność na poziomie, jakiego wcześniej nie widzieliśmy.

Poza tym przy wyborze najlepszego koszykarza w historii można brać pod uwagę nie tylko statystyki i mistrzostwa. Można patrzeć również na to, co konkretne legendy zrobiły dla całej dyscypliny, jaki miały wpływ na rozwój gry i jak zmieniały sposób myślenia o koszykówce. Jeśli więc mówi się, że Michael Jordan odmienił NBA i wyniósł ją na nowy poziom popularności na świecie, to czy nie można podobnych rzeczy powiedzieć także o LeBronie Jamesie albo Stephenie Currym? Ich wpływ na rozwój gry i na to, jak dziś odbierana jest koszykówka, też jest ogromny.

Może więc prawda jest prostsza, niż chcieliby ci, którzy koniecznie domagają się jednego nazwiska. Może nie ma jednego GOATA, bo każda z legend NBA miała wpływ na koszykówkę w swoim czasie, na własnych warunkach i w innych realiach. Może zamiast ustawiać wszystkich w jednym szeregu od pierwszego do dziesiątego miejsca, lepiej po prostu pamiętać, że każdy z nich był wybitny w swojej epoce.

Jordan wierzy w siłę reprezentacji USA

W ostatnim wywiadzie pojawił się też temat Igrzysk Olimpijskich w Los Angeles w 2028 roku i pytanie o to, czy reprezentacja USA nadal będzie dominować w rywalizacji międzynarodowej? Dziś takie pytanie nie jest już przecież bezzasadne, bo poziom koszykówki na świecie urósł ogromnie. Coraz więcej największych gwiazd NBA pochodzi spoza Stanów Zjednoczonych, a kolejne reprezentacje narodowe potrafią rywalizować na bardzo wysokim poziomie.

Jordan jednak nie miał większych wątpliwości. – Uważam, że amerykańska koszykówka jest wciąż na tyle silna, że nie ma opcji, abyśmy przegrali – uważa Jordan.

To mocna deklaracja i z amerykańskiej perspektywy dość oczywista. Stany Zjednoczone wciąż mają największą bazę talentu, największą głębię i największy wybór elitarnych zawodników. Z drugiej strony świat już dawno przestał tylko gonić USA. Dziś międzynarodowa koszykówka nie jest dodatkiem do NBA, lecz jedną z sił napędzających rozwój całej ligi.

Jordan bardzo wyraźnie podkreślił jednak, że z wielkim uznaniem patrzy na zawodników grających dla swoich reprezentacji. – Oglądanie tych chłopaków grających dla swoich reprezentacji narodowych jest wspaniałe – powiedział Jordan. – To bardzo szczere. Nie ma w tym żadnych pieniędzy, jest tylko czysta pasja i oddanie dla swojego kraju, a także dla samej gry – dodał.

I w tym też jest dużo prawdy. Koszykówka reprezentacyjna ma w sobie coś, czego nie da się odtworzyć w NBA. Jest bardziej surowa, bardziej emocjonalna, bardziej związana z poczuciem wspólnoty i grą dla większego celu, niż klubowy kontrakt czy indywidualny dorobek.

Od Mike’a do Michaela

Temat igrzysk uruchomił też w Jordanie bardzo osobiste wspomnienia. Te słowa najlepiej pokazują, jak wielkie znaczenie miała dla niego gra w reprezentacji USA.

Udział w igrzyskach w 1984 roku sprawił, że przestałem być znany jako „Mike Jordan”, a stałem się „Michaelem Jordanem” – powiedział MJ.

To pokazuje, że igrzyska były dla niego czymś więcej niż tylko kolejnym turniejem. Były momentem przejścia na jeszcze wyższy poziom rozpoznawalności, znaczenia i symboliki.

Jordan wspominał też atmosferę igrzysk z 1984 roku, w której grał jako „amator”, bo przed podpisaniem kontraktu w NBA. Wtedy w Igrzyskach mogli grać tylko zawodnicy, którzy nie mieli podpisanego kontraktu w NBA, a więc skład kadry USA opierał się na graczach z NCAA. A najlepsi byli oczywiście Jordan (średnia 17,1 pkt) oraz Chris Mullin (11,6 pkt) i Patrick Ewing (11 pkt).

Reprezentowanie kraju, poczucie tej niesamowitej energii Stanów Zjednoczonych w 1984 roku, mieszkanie w wiosce olimpijskiej, spędzanie czasu z innymi sportowcami i dostrzeganie ich pasji oraz wysiłku, to było absolutnie wspaniałe – wspomina Jordan.

Osiem lat później wszystko wyglądało już zupełnie inaczej. – W 1992 roku wynajęliśmy już cały hotel, byliśmy z dala od wszystkich, mieliśmy policyjną eskortę w drodze na mecze i z powrotem. To było zupełnie inne doświadczenie – dodał.

Ten fragment idealnie pokazuje to jak bardzo zmieniła się wtedy koszykówka. Między 1984 a 1992 rokiem NBA weszła na zupełnie inny poziom globalnej rozpoznawalności. Jordan nie był już po prostu gwiazdą sportu. Stał się ikoną popkultury, a Dream Team był czymś znacznie większym niż zwykłą reprezentacją.

Ta dyskusja nigdy się nie skończy

Michael Jordan nie tyle chciał zamknąć debatę o GOAT, ile raczej pokazać, że ona z definicji nie ma ostatecznego rozwiązania. Bo jak porównywać zawodników z różnych czasów, skoro każdy grał w innych realiach, z innymi partnerami, trenerami, zasadami i oczekiwaniami? Jak rozstrzygnąć coś, czego nie da się sprawdzić na parkiecie?

Wybór GOATA zawsze będzie się wiązał z subiektywną oceną. Jedni zostaną przy Jordanie, inni przy LeBronie, a jeszcze inni będą przypominać, że przed nimi byli Russell, Wilt, Kareem, Magic, Bird i wielu innych.

Może jednak zamiast na siłę wybierać jednego, najlepszego koszykarza w historii, warto uznać, że każda z legend NBA zasługuje na swoje miejsce w tym samym rzędzie. Bez odbierania znaczenia, bez pomijania, bez udawania, że wszystko zaczęło się dopiero w epoce, którą sami pamiętamy najlepiej?

Według Jordana ta dyskusja może mieć sens tylko wtedy, jeśli zaczynać się będzie od szacunku dla całej historii koszykówki, a nie tylko dla jej najgłośniejszych i najlepiej zapamiętanych rozdziałów.

Najnowsze nagranie z wypowiedziami Michaela Jordana znajdziesz tutaj:

Pamiętacie tę reklamę z udziałem Michaela Jordana? Pasuje do tego artykułu 😉

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.


  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    5 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments