Na brak emocji znów nie możemy narzekać. Jeszcze wczoraj wieczorem czasu polskiego Charlotte Hornets ograli faworyzowanych San Antonio Spurs, dzięki czemu notują obecnie swoją najdłuższą serię zwycięstw od 2016 roku. Triple-double odnotował Jalen Johnson, ale jego Hawks i tak musieli uznać wyższość Indiana Pacers, którzy ostatnio również są na fali. Joel Embiid ustanowił swój nowy rekord sezonu, a jego 40 punktów poprowadziło Sixers do wygranej z Pelicans. Działo się w Houston, gdzie w końcówce napędzani przez Coopera Flagga Mavs odrobili straty, ale ostatecznie nie byli w stanie wyszarpać zwycięstwa z rąk przeciwnika.
Charlotte Hornets – San Antonio Spurs 111:106
- Charlotte Hornets dobrze weszli w mecz, przede wszystkim pod względem skuteczności. Zza łuku po dwa razy trafiali LaMelo Ball i Brandon Miller, co dało gospodarzom prowadzenie (15:10). San Antonio Spurs mogli liczyć jednak na podobną efektywność w wykonaniu Devina Vassella i Juliana Champagnie, a kiedy z ławki zaczął trafiać Dylan Harper, goście zdołali zamknąć pierwszą odsłonę na prowadzeniu (26:30).
- Ball i Collin Sexton rozpoczęli drugą odsłonę z wysokiego „C”. Szerszenie zniwelowały straty, po czym wynik oscylował przez kilka minut w granicach remisu. Ostatecznie podopieczni Charlesa Lee zamknęli tę kwartę serią 20:4, za co wyróżnić należy m.in. wspomnianego już Millera, autor 18 oczek do przerwy (61:47).
- Po przerwie Hornets wciąż prezentowali się dobrze, odskakując w pewnym momencie nawet na 20 punktów. Jeszcze w trzeciej kwarcie seria kilku trafień, w tym trójka Harrisona Barnesa, zapoczątkowała jednak proces odrabiania strat. Ostatecznie na 1:37 przed ostatnią syreną Spurs przegrywali już tylko różnicą dwóch oczek (106:104).
- Wówczas jednak przy rzucie za trzy faulowany był Miles Bridges, który skutecznie wyegzekwował trzy rzuty osobiste, które poprzedziła jednak drobna kontrowersja, bo Mitch Johnson chciał wziąć challenge. Wykorzystał go chwilę później i wówczas udało się cofnąć rzuty wolne dla rywala (109:106).
- W kluczowym momencie Victor Wembanyama próbował doprowadzić do remisu rzutem zza łuku, ale spudłował. Następnie dwa osobiste wyegzekwował Miller, w po przerwie na żądanie swoich okazji nie wykorzystali jeszcze De’Aaron Fox i Vassell.
- — Mieliśmy w tej akcji kilka opcji — mówił o rzucie Wemby’ego trener Mitch Johnson. — Nie spojrzałem jeszcze na to wystarczająco dobrze, więc nie mam głębokiego wyjaśnienia, ale była to jedna z możliwości — dodał.
- Brandon Miller zakończył zawody z dorobkiem 26 punktów i ośmiu zbiórek, z kolei LaMelo Ball dorzucił 16 oczek, osiem zbiórek i osiem asyst. Po drugiej stronie najwięcej zdobywali Dylan Harper (20 punktów; 9/13 z gry), Victor Wembanyama (16 punktów, 8 zbiórek) oraz Stephon Castle (16 punktów, 9 asyst).
- Jeremy Sochan znów nie zagrał, ale oficjalny powód jego absencji to kontuzja uda. Dwie ekipy złożyły już ofertę za reprezentanta Polski, ale jak dotąd żadna z nich nie zadowoliła kierownictwa Ostróg.
- Hornets staną teraz przed szansą wyrównania swojej najdłuższej serii zwycięstw od dziesięciu lat, kiedy to wygrali siedem kolejnych spotkań. Rekord organizacji, ustanowiony w trakcie rozgrywek 1997/98, wynosi dziesięć wygranych z rzędu.
Indiana Pacers – Atlanta Hawks 129:124
- Triple-double Jalena Johnsona nie wystarczyło, by zatrzymać rywala. Indiana Pacers pokonali przed własną publicznością Atlanta Hawks 129:124 po wyrównanym spotkaniu, w którym losy meczu ważyły się do ostatnich sekund czwartej kwarty.
- Gospodarze zbudowali skromną przewagę jeszcze przed przerwą dzięki świetnej drugiej kwarcie, w której zdobyła aż 45 punktów. Wcześniej to jednak Jastrzębie radziły sobie nieco lepiej, więc Pacers schodzili do szatni na prowadzeniu 80:73.
- Podopieczni Ricka Carlisle prowadzili również przez większość drugiej połowy, choć ich przewaga rzadko przekraczała kilka punktów, a do czwartej kwarty przystępowali ze skromnym prowadzeniem 103:100. Kluczowym momentem meczu był rzut Pascala Siakama z półdystansu na 18,6 sekundy przed końcem, który dał Indianie czteropunktowe prowadzenie.
- Andrew Nembhard był najskuteczniejszym graczem Pacers, zdobywając 26 punktów i dokładając 10 asyst, a Pascal Siakam, oprócz kluczowego trafienia, dorzucił 25 punktów. Gospodarze imponowali skutecznością (58% z gry, 55% zza łuku), choć popełnili aż 23 straty.
- Jalen Johnson zanotował ósme triple-double w bieżącym sezonie, kończąc mecz z 33 punktami, 12 zbiórkami i 10 asystami, ale jego występ nie wystarczył Hawks do zwycięstwa. Nickeil Alexander-Walker dorzucił 21 oczek, ale to też nie uchroniło Atlantę przed drugą z rzędu porażką.
- Pacers wygrali już siódme spotkanie w ostatnich 12 występach, co biorąc pod uwagę całokształt ich sezonu, należy rozpatrywać w ramach ogromnej niespodzianki.
Philadelphia 76ers – New Orleans Pelicans 124:114
- Jeszcze kilka godzin przed rozpoczęciem tego spotkania dowiedzieliśmy się, że Paul George został zawieszony na 25 spotkań po tym, jak w jego organizmie wykryta została niedozwolona substancja. Philadelphia 76ers odzyskają swojego skrzydłowego dopiero pod koniec sezonu zasadniczego.
- Mecz z dużo niżej notowanymi New Orleans Pelicans nie zaczął się po myśli gospodarzy. Podopieczni Jamesa Borrego trafiali 55,6% swoich rzutów za trzy i to oni prowadzili po pierwszych 12 minutach (31:33). Świetną drugą kwartę zaliczył Joel Embiid, który raz za razem wypracowywał sobie rzuty wolnego, a jego 15 oczek dało Philly przewagę do przerwy (67:54).
- Po powrocie na parkiet gra znów nie układała się w pełni po myśli Szóstek. Brakowało im przede wszystkim skuteczności (36,4% z gry, 30% zza łuku), podczas gdy szalejący Trey Murphy III oraz Saddiq Bey stopniowo zmniejszali straty (87:81).
- Na początku ostatniej odsłony przyjezdni dopięli swego, doprowadzili do remisu, a po punktach Jose Alvarado i Beya objęli nawet prowadzenie (104:107). W kluczowym momencie rywalizacji Sixers zaliczyli jednak serię 11:4, która pozwoliła im uniknąć walki punkt za punkt w ostatnich minutach. Na 51,1s przed syreną zza łuku trafił Embiid, po chwili trójkę dorzucił też VJ Edgecombe i wówczas było już po zawodach.
- Joel Embiid ustanowił swój nowy rekord bieżącego sezonu, zdobywając 40 punktów, 11 zbiórek, cztery asysty oraz dwa bloki (13/27 z gry). Kelly Oubre Jr. dorzucił double-double w postaci 19 oczek i 10 zebranych piłek. Aktywny był Tyrese Maxey (18 punktów, 8 asyst, 5 zbiórek).
- To trzecie z rzędu zwycięstwo Sixers, która stawia umacnia ich na 6. miejscu w tabeli Konferencji Wschodniej i zmniejsza jednocześnie stratę do Cleveland Cavaliers do dwóch wygranych (przy dwóch rozegranych spotkaniach mniej).
- Pelicans napędzał z kolei Saddiq Bey, autor 34 oczek, sześciu zbiórek i trzech asyst. Trey Murphy III dorzucił 19 oczek i zebrał z tablic dziewięć piłek. Choć NOP są jedną z najgorszych ekip w lidze, to jest to dopiero ich druga porażka w pięciu ostatnich spotkaniach.
Miami Heat – Chicago Bulls 118:125
- Małym, dosłownie i w przenośni, bohaterem tej rywalizacji był ulubieniec kibiców Yuki Kawamura, który przez długi czas nie mógł znaleźć zatrudnienia na ten sezon. Niedawno dołączył jednak do Chicago Bulls oraz Windy City Bulls, a minionej nocy rozegrał swój pierwszy mecz bieżących rozgrywek na parkietach NBA.
- W 11 minut Japończyk zdobył sześć punktów, trzy zbiórki, dwie asysty i dwa przechwyty, przez co nie da się ukryć, że miał swój wkład w zwycięstwo Byków. Przyjezdni walczyli o nie jednak do ostatnich sekund. W kluczowym momencie Matas Buzelis wyprowadził ich na prowadzenie, a po nieskutecznej akcji Miami Heat trafił zza łuku, powiększając przewagę na pięciu oczek przy 39,1 sekundy na zegarze.
- Po przerwie na żądanie Heat dwa razy spudłowali zza łuku, choć Erikowi Spoelstrze udało się skutecznie wykorzystać challenge. Chwilę później Buzelis stanął jednak na linii rzutów wolnych, a jego dwie skuteczne próby przesądziły o losach rywalizacji.
- Bulls przerywają serię trzech kolejnych porażek za sprawą m.in. Ayo Dosunmu (29 punktów, 9 asyst, 8 zbiórek), wspominanego Buzelisa (21 oczek, 8 zbiórek; 8 strat) czy Isaaca Okoro (20 punktów).
- Heat z kolei przegrywają po raz drugi w pięciu ostatnich spotkaniach. Pelle Larsson zaaplikował rywalom 22 oczka, z kolei Bam Adebayo popisał się podwójną zdobyczą w postaci 21 punktów i 11 zbiórek. Wchodzący z ławki Jaime Jacquez Jr. dorzucił 20 punktów, siedem asyst i sześć zebranych piłek.
- Obie ekipy zmierzą się ze sobą ponownie w nocy z niedzieli na poniedziałek. Ten mecz również zostanie rozegrany na Florydzie.
Memphis Grizzlies – Minnesota Timberwolves 114:131
- Minnesota Timberwolves weszli w mecz z wysokiego „C” i już w pierwszej kwarcie narzucili swoją dominację (21:30). Na początku drugiej odsłony Memphis Grizzlies pozwolili rywalowi na serię punktową (25:40). Potem ich gra wyglądała już nieco lepiej, ale pod nieobecność Ja Moranta, Brandona Clarke’a, Jarena Jacksona Jr’a, Santiego Aldamy czy Zacha Edeya mieli oni sporo problemów z grą, w tym m.in. skuteczność zza łuku (2/9 w 2Q) i musieli ciągle ognić wynik (49:58).
- Trzecia kwarta była jednak gwoździem do trumny. Świetny fragment zaliczył wówczas Anthony Edwards, który zdobył wówczas 13 z 33 swoich punktów tego wieczoru. Przyjezdni jeszcze bardziej odskoczyli i już do samego końca nie dali się zaskoczyć.
- Ekipa z Minneapolis buduje obecnie swoją serię zwycięstw. Obecnie mają na swoim koncie już cztery kolejne wygrane, a ich następnym rywalem — w nocy z niedzieli na poniedziałek — po raz kolejny będą Grizzlies.
- Oprócz Edwardsa na wyróżnienie zapracowali również inny zawodnicy Timberwolves: Julius Randle (27 punktów, 7 zbiórek, 7 asyst), Jaden McDaniels, Naz Reid (po 20 oczek), a także Rudy Gobert (9 punktów, 16 zbiórek). Po stronie Grizzlies najlepiej wypadli Ty Jerome (20 punktów, 6 asyst) i GG Jackson (19 punktów, 5 asyst).
Houston Rockets – Dallas Mavericks 111:107
- Szalony mecz, w którym działy się naprawdę szalone rzeczy, w tym oczywiście szalona końcówka. Jeszcze na nieco ponad trzy minuty przed ostatnią syreną Houston Rockets cieszyli się siedmiopunktowym prowadzeniem (105:98), ale Dallas Mavericks, na czele z Cooperem Flaggiem, cały czas napierali.
- To właśnie Flagg wyegzekwował wówczas dwa rzuty wolne, a po tym, jak swojej próby nie wykorzystał Kevin Durant, kolejne dwa oczka z linii dorzucił Daniel Gafford. Następnie scenariusz się powtórzył. Znów nie trafił KD, po czym Gafford wsadem zmniejszył stratę przyjezdnych do zaledwie dwóch punktów (105:103).
- Po akcji dwójkowej Durant – Alperen Sengun, turecki środkowy cisnął piłką w kierunku obręczy, gdzie złapał i wpakował ją Amen Thompson, przerywając ofensywną niemoc Houston, na co Flagg odpowiedział indywidualną akcją i trafieniem. Następnie Rockets, pomimo ofensywnej zbiórki, nie wykorzystali swojej okazji i znów dali Dallas doskonałą okazję na doprowadzenie do remisu.
- Tę rzutem z półdystansu wykorzystał Naji Marshall, i na nieco ponad 40 sekund przed końcem mieliśmy remis. Tym razem odpowiedział Sengun, po czym Mavs poprosili o przerwę na żądanie. Po powrocie na parkiet Cooper zdecydował się na kolejny indywidualny atak na kosz, ale tym razem piłka odbiła się jedynie od obręczy.
- Goście nie zdążyli nawet faulować, kiedy Tari Eason bez rywala w pobliżu pakował piłkę do kosza. Czteropunktowa strata wymusiła na Mavs szybki rzut za trzy, który Flagg jednak spudłował, co przesądziło o losach rywalizacji.
- — Kluczem były nasze próby zatrzymania rywala w defensywie. […] Jak zatrzymaliśmy Coopera Flagga? Nie wiem, graliśmy po prostu dobrze w obronie, a on pudłował — skwitował krótko po meczu Amen Thompson, najlepszy punktujący Rakiet tej nocy (21 oczek, 9 asyst, 8 zbiórek).
- Oprócz Amena solidne linijki odnotowali również Jabari Smith Jr. (19 punktów, 8 zbiórek), Tari Eason (17 oczek, 7 zbiórek) oraz Alepren Sengun (14 punktów, 14 zbiórek, 7 asyst).
- Dwoił się i troił Cooper Flagg, który ostatecznie skompletował double-double w postaci 34 punktów i 12 zbiórek, a do tego pięć asyst. Daniel Gafford dorzucił 16 oczek i 11 zebranych piłek, z kolei rezerwowy Brandon Williams miał 13 punktów.










