Beniaminek z Kłodzka skazywany na szybki powrót do II ligi wszystkich pozytywnie zaskoczył. Nie dość, że utrzyma status pierwszoligowca, to bije się o miejsce w pierwszej ósemce. Siłą zespołu jest kolektyw, zawodnicy trenera Marcina Radomskiego znają się i grają ze sobą od dawna. Michał Weiss za ogromny atut uważa również wiernych kibiców, których zaprasza na najbliższy mecz z Legią Warszawa.


Po dwóch wyjazdowych wygranych z rzędu humory w drużynie dopisują?

Michał WeissOczywiście, że tak! W końcu udało mi się doświadczyć wygranej na wyjeździe. Radość z pierwszego naszego zwycięstwa na wyjeździe, w Siedlcach to dla mnie całkiem nowe doświadczenie i pewnie nie tylko dla mnie, ponieważ oprócz Marcina, Mateusza i Tomka to nikt nie miał okazji wygrać na obcym terenie w pierwszej lidze. Radość była przeogromna, czuliśmy się jakbyśmy wygrali jakieś Mistrzostwo Świata! Po tylu przegranych meczach wyjazdowych w końcu wygraliśmy i do tego było to spotkanie, które praktycznie bardzo zbliżyło nas do play – off. Bardzo się cieszymy z tego powodu i uważamy, że jako beniaminek osiągnęliśmy ogromny sukces, nie dość, że utrzymując się w lidze, to jeszcze walcząc o play-off.

Długo świętowaliście debiutancką wygraną w Siedlcach? Było wesoło w drodze powrotnej do Kłodzka?

– Świętowaliśmy tak długo na ile pozwoliła nam podróż do Kłodzka. Po powrocie trzeba było szybko wrócić do rzeczywistości i skoncentrować się już na następnym meczu. Z tego co zauważyłem to taka jest specyfika pierwszej ligi, że nie ma czasu praktycznie na odpoczynek. Nieważne, czy jest to wygrana, czy przegrana, trzeba szybko wyciągnąć wnioski, zapamiętać pozytywy, wyeliminować negatywy i szybko przygotowywać się do następnego meczu.

Wyrastacie na rewelację sezonu, spodziewał się Pan tak dobrych wyników zespołu?

– A jeszcze nie wyrośliśmy? Szczerze to dziwiło mnie to trochę, że skazywano nas na pożarcie na początku sezonu, ale tak naprawdę to myślę, że dobrze, że tak się stało. Pomimo świetnego wyszkolenia i doświadczenia trenerów pierwszoligowych to wydaję mi się, że większość drużyn kompletnie nas zlekceważyła i podeszła do spotkania z nami na zasadzie „na pewno wygramy” i to była nasza główna broń przeciwko nim. Po rywalizacjach drugoligowych naprawdę czułem, że możemy być trudnym rywalem dla przyjezdnych, w końcu niejedne mocne ekipy, jakby się cofnąć w przeszłość, przegrały na kłodzkim terenie.

Jesteście absolutnym beniaminkiem I ligi a pomimo tego świetnie sobie radzicie na tym poziomie rozgrywkowym. Nie taka I liga straszna jak ją malują?

– Osobiście gram w koszykówkę już tyle lat, że uważam, że rywalizacja z zawodnikami pierwszoligowymi w niczym mnie nie stresuje. Podobnie jest z moimi kolegami z drużyny. Jesteśmy ludźmi którzy grają w basket już tyle lat, a jesteśmy wiekowo chyba jedną z najstarszych drużyn, jak nie najstarszą. Gra na tym poziomie to tylko sprawdzenie się w tym, jakiej drużynie profesjonalnej możemy się przeciwstawić. Myślę, że to w tym wszystkim nas napędza, sprawdzenie tego czym my – osoby na co dzień pracujące, w zasadzie funkcjonujące trochę jak drużyna drugoligowa, możemy im zaszkodzić. Okazuje się, że może liczyć się kilkuletnie zgranie, bo tyle znamy się ze sobą i chęć udowodnienia czegoś ludziom, którzy w nas nie wierzyli.

Gra Pan w zespole z Kłodzka już od wielu lat, były obawy w klubie przed tym zupełnie nowym etapem dla całej organizacji?

– Obawy były nawet wtedy, gdy z amatorskiej drużyny tworzyliśmy ekipę, która miałaby grać w III lidze. Podołaliśmy. Później walczyliśmy o II ligę i oczywiście obawy nadal były i pamiętam jak pierwszy mecz w drugiej lidze graliśmy bodajże z Big Starem Tychy i przegraliśmy w debiucie chyba różnicą 50 punktów, ale z ligi nie spadliśmy. Dla nas to był sukces więc cały czas nabywamy jakiegoś doświadczenia. Teraz jesteśmy o krok od play – off i co troszkę brzmi śmiesznie, ale nasza drużyna utrzymała się w lidze w debiutanckim sezonie, ale całkiem możliwe, że będzie się bić o wejście do TBL, co jest dla mnie w ogóle niewyobrażalne na dzień dzisiejszy.

Przed Wami starcie z Legią Warszawa. U siebie jesteście bardzo silni, na tyle, aby również Legię odprawić do domu z kwitkiem?

– Ciężko cokolwiek mi powiedzieć na temat tego spotkania. Oczywiście chciałbym żeby tak się stało, ale wiem i zdaję sobie z tego sprawę, że Legia jest potwornie mocną drużyną i na pewno na tym etapie rozgrywek nie popełni takiego błędu jak inne drużyny i nas nie zlekceważy. Mają świetnych zawodników na każdej pozycji i pokonać ich będzie naprawdę ciężko. Samo to, że podobno przyjeżdżają do Kłodzka już dzień wcześniej świadczyć może o tym, że traktują nas poważnie i chcą wywieźć z naszego terenu punkty. Marzy nam się wygrana z taką znaną marką jak Legia i przy wsparciu kibiców spróbujemy tego dokonać. Zdajemy sobie z tego wszyscy sprawę, że o zwycięstwo będzie strasznie ciężko, ale damy z siebie wszystko, aby pokazać się z jak najlepszej strony, tak jak robimy to zawsze.

Historia spotkań obu klubów jest krótka, to będzie dopiero czwarte starcie, ale 11 lat temu Legia zamknęła Wam drogę do II ligi, utrzymała się w niej kosztem Waszego awansu. Występowałeś już wtedy w Kłodzku, jak wspominasz tę rywalizację?

– To już tyle czasu minęło? Kompletnie nie pamiętam samego przebiegu meczu ani kto grał wtedy w Legii. Domyślam się, że żaden z dzisiejszych zawodników występujących w tej drużynie. Pamiętam, że dosyć mocno przeciwstawiliśmy się Legii i przegraliśmy różnicą chyba około dziesięciu punktów. Wtedy dla mnie to był straszny stres występować przeciwko takiemu zespołowi, to już była wyrobiona marka, a my jako drużyna stawialiśmy pierwsze kroki na mapie koszykarskiej Polski. Tak naprawdę to dalej stawiamy, staramy się być coraz lepsi, zaskakiwać gdy tylko się da i jest ku temu sposobność i możliwość.

Tamta Legia była zupełnie innym klubem niż ta, która obecnie bije się awans do TBL? Czuliście wtedy respekt przed tak uznaną marką?

– Kłamstwem by było gdybym Ci powiedział, że nie… Może to była inne drużyna niż teraz, ale my też byliśmy inną drużyną. Była to uznana marka i na pewno szanowaliśmy ich wtedy i szanujemy teraz. Mam nadzieję, że drużyna z Warszawy szanuje nas także w tym momencie i w sobotę będziemy w stanie się przeciwstawić zespołowi z aspiracjami do awansu.

Wtedy w rewanżowym meczu pojawiliście się bez trenera, pamięta Pan okoliczności, które się na to złożyły?

– Po prostu w tamtym okresie naszej gry mieliśmy grającego trenera i był nim Czesiu Radwański. Na tamtym etapie naszego kłodzkiego basketu nie było osoby, która byłaby w stanie poprowadzić drużynę. Czesiek był wtedy świeżo po studiach więc objął ekipę. Żeby poprawnie funkcjonować musieliśmy sobie radzić na różne sposoby i myślę, że przez to mocno się ze sobą zżyliśmy.

Z Legią nigdy nie wygraliście. Jak zagrać, aby pokonać warszawian po raz pierwszy w historii właśnie w sobotę?

– W mojej ocenie przede wszystkim należy zapomnieć o nazwiskach które grają dla Legii, wyobrazić sobie, że to jest normalna drużyna, którą jesteśmy w stanie u siebie pokonać. Twarda obrona, szybka kontra, która jest naszą bronią w tych rozgrywkach i wsparcie naszych kibiców, którzy są z nami od początku –  myślę, że jest to jakaś szansa dla nas na stawienie oporu drużyny z Warszawy. Oby tak się stało. Tak, wiem, że wszyscy stawiają nas w roli przegranego, ale mamy ochotę na sprawienie niespodzianki. Najlepsze jest to, że nawet jak nie uda się wygrać, czy nawet przegramy sromotnie,  nikt do nas nie będzie miał o to  pretensji. Sukcesem dla mnie, dla drużyny, dla miasta, dla kibiców jest to, że taki zespół jak Legia Warszawa przyjeżdża do Kłodzka i  już w tę sobotę będzie można obejrzeć, mam nadzieję ciekawe spotkanie na które serdecznie zapraszam. Każde gardło się przyda!

Jak ważnym atutem będą Wasi kibice i hala w której rozgrywacie mecze?

– Jak sezon pokazuje, to właśnie nasi kibice i nasza hala są naszymi największymi atutami i liczę, że kibice licznie się stawią na hali w sobotę i będą nas wspierać w dążeniu do zwycięstwa, jak to zawsze robią. Co mogę więcej powiedzieć? Liczymy na kibiców i na naszą formę, która mam nadzieję się sprawdzi na weekend.

Pojedynek sprzed 11 lat pamięta też Czesław Radwański, który właśnie wrócił do treningów z zespołem. Są jakieś szanse na to, że pomoże Wam w meczu z Legią?

– Oczywiście, że pamięta! Czesław jest z tą drużyną od samego początku i pomimo tego, że uważam, że jednak nie wyjdzie na boisko, na pewno będzie nas wspierał równie mocno i głośno z ławki rezerwowych, jak na kapitana drużyny przystało.

 


Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments