Legioniści dopięli swego i pokonali po raz trzeci koszykarzy Max Elektro Sokoła Łańcut. Teraz przed stołecznymi koszykarzami finał z Miastem Szkła Krosno. Jak muszą zagrać warszawianie, aby pokonać krośnian? Między innymi o tym opowiada Tomasz Andrzejewski, zawodnik Legii Warszawa.


Wygraliście serię półfinałową 3:1, cel osiągnięty. Trochę zaskoczył Was początek spotkania? Sokół miał chyba aż pięć trafionych rzutów z dystansu.

– Było to niespodziewane, wczoraj do meczu przystąpili prosto z autokaru, ten wczorajszy mecz na pewno przeanalizowali, odpoczęli i przystąpili do niego jeszcze bardziej skoncentrowani, tym bardziej, że przegrywali już 1:2 i musieli postawić wszystko na jedną kartę. My jednak podeszliśmy do tego meczu z chłodną głową i na pewno naszym plusem było to, że nie gotowaliśmy się w pewnych momentach nawet kiedy nasza przewaga topniała. Ciągle dorzucaliśmy kilka punktów i dowieźliśmy korzystny wynik.

Przewaga stopniała tuż przed przerwą, tylko sześć punktów różnicy wtedy pokazywała tablica wyników. Było w związku z tym trochę nerwów w szatni, czy czuliście się na tyle mocni, że wiedzieliście, że dacie rade?

– Nerwów nie było żadnych, ani ze strony sztabu szkoleniowego ani z naszej. Powiedzieliśmy sobie po prostu, że musimy się wziąć w garść, utrzymać przewagę, dalej pracować mocno w obronie i przede wszystkim być drużyną. Jak było widać we wczorajszym meczu, tylko drużyna może wygrać i tylko drużyna może awansować.

Adam Parzych zaskoczył kibiców, zaskoczył też was swoją skutecznością z dystansu?

– Nie, Adam jest świetnym strzelcem, w kilku meczach to już doskonale potwierdził. Dziś mu bardzo często wpadało więc trzeba było grać do niego i tyle. Trzeba mu pogratulować, pozostałym chłopakom również, bo zostawili kawał serca na boisku.

Wynik 3:1 chyba bardzo dobrze oddaje przebieg tej rywalizacji, zasłużenie to Legia wygrała, ale Sokołowi należał się ten jeden punkt w serii. Nie poddawali się mimo trudów, walczyli do końca.

– Dokładnie tak, cieszy nas to podwójnie, że tym wszystkim takim niedowiarkom, którzy skreślali nas już na początku, że nie mamy szans niczego ugrać i inne podobne rzeczy. Odłożyliśmy to na bok, skupiliśmy się na sobie i to bardzo nas cieszy, kilku osobom utarliśmy nosa.

Pozostaje jeszcze dokończyć dzieła w finale z Krosnem. Kiedy zaczynacie przygotowania do tego starcia?

– Zaczynamy trening we wtorek, mamy zasłużony dzień odpoczynku. Plan przygotowań jest taki jak co tydzień, nic tu się nie zmienia. W tej fazie rozgrywek już niezbyt można coś dołożyć, tyko szlifować formę, która już jest. Prawdopodobnie już w piątek jedziemy do Krosna więc szykujemy się jak przed meczem w Łańcucie.

Jakiś własny plan na pokonanie Krosna posiadasz? Sztab szkoleniowy swoją drogą przygotuje cały scouting, ale Twoim zdaniem, jak ograniczyć atuty Miasta Szkła?

– Trzeba tak naprawdę skupić się na wszystkich, bo trzeba powiedzieć, że mają naprawdę świetnych graczy pod koszem i takich samych na obwodzie. Naszym atutem jest walka, determinacja, długa ławka. Nie położymy się przed nimi, pojedziemy tam z myślą o dwóch wygranych.

Trochę postraszyliście pewnie rywali, raczej nie spodziewali się, że poradzicie sobie tak z Sokołem.

– Siłą naszego zespołu jest to, że jesteśmy drużyną, jak jednemu nie idzie to drugi chwyta grę i gramy na niego. Jeśli Krosno się martwi o pojedynek z nami to już nie nasz problem, niech oni się tym martwią, my śpimy spokojnie, przygotujemy się do tych meczów jak do każdego, jesteśmy pełni nadziei, że pokonamy rywala.



Subscribe
Powiadom o
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments