Historia NBA: John Starks, bezczelny walczak, którego albo kochasz, albo nienawidzisz

5
3411

Ci, którzy lubią Twój styl gry, mówią, że lubią go, ponieważ jesteś szalony. Ci, którzy nie lubią Twojego stylu gry, twierdzą, że nie lubią go, ponieważ jesteś szalony! – na słowa reportera przeprowadzającego wywiad, na twarzy zadowolonego z siebie młodzieńca pojawia się szeroki i szczery uśmiech. Niezwykle waleczny obwodowy od zawsze miał tylko jeden cel, wyróżnić się z gąszczu przeciętniaków i trwale zapisać się w pamięci kibiców oraz ekspertów. Uwielbiany przez tłumy, nienawidzony przez wielu, taki właśnie był John Starks, legendarny gracz New York Knicks, który dzisiaj kończy 54 lata.


Starks przyszedł na świat 10.08.1965 roku w Tulsa i tam też rozpoczął swoją przygodę z koszykówką z powodzeniem przywdziewając barwy lokalnej szkoły średniej Tulsa Central High School. Jak przystało na chłopaka pochodzącego ze stanu Oklahoma, niezły był z niego kowboj. John od najmłodszych lat nie potrafił trzymać języka za zębami. Jeśli jakiś śmiałek odważył się wejść mu w drogę porywczy nastolatek nie pękał i zwykle kończyło się to fizyczną konfrontacją. Po ukończeniu szkoły średniej w 1984 roku zasilił szeroki skład reprezentacji Rogers State College. Pełnił tam jednak jedynie marginalną rolę będąc głównie członkiem tzw. taxi squad, ekipy która stanowiła zaplecze pierwszego zespołu. Trudny charakter Starksa po raz pierwszy dał o sobie znać w 1985 roku kiedy to został oskarżony o kradzież sprzętu hi-fi, co wiązało się z prawomocnym wyrokiem, pięcioma dniami spędzonymi w więzieniu oraz karnym przeniesieniem do Northern Oklahoma College.

Zwykło się mówić, że nieszczęścia chodzą parami i przypadek Johna zdaje się być tego najlepszym przykładem. Ambitny żółtodziób prezentował się naprawdę nieźle w koszulce Tonkawa-Mavericks zdobywając średnio 11 punktów w spotkaniu, został jednak złapany na paleniu marihuany w akademiku i niezwłocznie wydalony z college’u. W 1986 roku naukę w Tulsa Junior College łączył z pracą w supermarkecie Safeway i w tamtym czasie absolutnie nic nie wskazywało, że miałby kiedykolwiek postawić stopę na upragionych parkietach ligi zawodowej. Los wreszcie uśmiechnął się do niego, gdy podczas jednego z luźnych pick-up games został dostrzeżony przez niejakiego Kena Trickey’a. Przedstawiciel Oklahoma Junior College był pod ogromnym wrażeniem postawy Starksa i zdecydował się dać mu szansę występów w prowadzonym przez siebie zespole, co w 1988 roku zaowocowało propozycją stypendium od władz Oklahoma State University.

Obserwatorzy byli zgodni, że John bardzo rozwinął się jako koszykarz i bezsprzecznie posiada umiejętności, które predestynują go do gry w NBA, lecz z uwagi na jego jakże burzliwą przeszłość żadna z drużyn ostatecznie nie zdecydowała się przeznaczyć na niego swój drogocenny wybór w drafcie. Niebiosa po raz kolejny były dla niego niezmiernie łaskawe, gdyż niespodziewanie okazało się, że przed sezonem 1988-1989 Golden State Warriors zaoferowali mu miejsce w swojej ekipie. Starks rozegrał jedynie 36 spotkań, zdobywając średnio marne 4.1 punktu oraz pełniąc rolę zmiennika Mitcha Richmonda, późniejszego zdobywcy prestiżowej nagrody Rookie of the Year. Kontuzja, którą zdruzgotany debiutant z Oklahomy odniósł pod koniec pierwszych rozgrywek, kosztowała go utratę miejsca w składzie zespołu z Kalifornii i oznaczała zsyłkę do lig CBA (Cedar Rapids Silver Bullets / 1989-1990) oraz WBL (Memphis Rockers / 1990-1991).

W 1990 roku John został zaproszony na trening New York Knicks. Ekipa z Big Apple szukała wzmocnień na pozycje obwodowe i był on jednym z kilku testowanych kandydatów. Starks nie byłby sobą, gdyby nie próbował w jakiś niekonwencjonalny sposób zwrócić na siebie uwagę włodarzy Knickerbockers. Powrót do NBA był tym, czego pragnął z całego serca i nie zamierzał zmarnować tej możliwości. Podczas wewnętrznego sparingu postanowił wykonać dunk nad samym Patrickiem Ewingiem. John zderzył się w powietrzu z olbrzymim środkowym, a następnie z impetem walnął o podłoże uszkadzając kolano. Uraz okazał się poważny i wymagał kilkumiesięcznej rehabilitacji. Zgodnie z przepisami obowiązującymi w lidze w tamtym czasie, Knicks byli zmuszeni parafować umowę z graczem urodzonym w Tulsa. Z biegiem lat, Starks zyskiwał zaufanie szkoleniowców oraz sympatię kibiców żywiołowo dopingujących swoich ulubieńców w Madison Square Garden.

John reprezentował drużynę z Nowego Jorku przez 8 sezonów tworząc wraz z Ewingiem, Anthonym Masonem i Charles Oakley’em zespół słynący z nieustępliwości i gry na granicy faulu. W 1992 roku wziął udział w konkursie wsadów, a w 1993 roku podczas 2 spotkania Finału Konferencji Wschodniej miała miejsce akcja znana jako The Dunk, kiedy to lewą ręką włożył piłkę do kosza obok Horace’a Granta i Michaela Jordana. Rozgrywki 1993-1994 były dla niego najlepsze jeśli chodzi o indywidualne osiągnięcia statystyczne, czego potwierdzenie stanowiła nominacja do występu w All-Star Game. W tym samym roku Knicks doszli również do Finału NBA, lecz po siedmiomeczowej batalii musieli uznać wyższość Houston Rockets. Dwa lata później skład ekipy z amerykańskiej metropolii wzmocnił Allan Houston, a Starks od teraz rozpoczynał mecze na ławce rezerwowych. John świetnie wywiązywał się z powierzonych mu zadań, co w 1997 roku zapewniło mu statuetkę Sixth Man of the Year.

W styczniu 1999 roku Starks wraz z Terrym Cummingsem i Chrisem Millsem został oddany do Golden State Warriors w wymianie za nieco świrniętego Latrella Sprewella. Zawiedziony John potraktował transfer do swojego macierzystego klubu jako swego rodzaju degradację, ale był też świadomy, że jest to dla niego świetna okazja, aby udowodnić, że jego czas w NBA nie dobiegł jeszcze końca. Stary wyjadacz w swoim stylu rozepchał się łokciami i zadomowił w pierwsze piątce zespołu z San Francisco. Umiejętnie wykorzystywany przez sztab szkoleniowy, co wieczór obficie zapełniał arkusz statystyczny, a opieka jaką otoczył młodych zawodników Warriors była dla tej organizacji nieoceniona. W lutym 2000 roku Starks trafił do Chicago Bulls, gdzie dokończył rozgrywki 1999-2000, a następnie podpisał kontrakt z ekipą Utah Jazz. John spędził w Salt Lake City swoje dwa ostatnie sezony w najlepszej lidze na świecie, do końca grając z pasją i pełnym zaangażowaniem.

5
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
3 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
4 Comment authors
Rod StricklandKrzysztofJerzucormac Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Krzysztof
Gość
Krzysztof

Rzucał słabo, ale dobrze bronił i był walczakiem. Liga mocno się zmieniła. On pasował do lat 1988-2005, gdy grało się w NBA mocną defensywą. W obecnej lidze, gdzie głównie każdy skupia się na ofensywie to straciłby na swej wartości. Choć z drugiej strony przy tak delikatnej defensywie w tych czasach skuteczność też miałby lepszą.

cormac
Gość
cormac

e tam, trójeczkę potrafił sieknąć a w tamtych czasach rzucało się z obwodu znacznie rzadziej więc to była jego taka dodatkowa umiejętność bo znany był głównie z obrony 1 na 1. Jeden z moich ulubionych graczy z lat 90 tych i m in. dzięki niemu do dzisiaj kibicuje NYK choć serce krwawi patrząc co się stało z tym klubem

Krzysztof
Gość
Krzysztof

Z pewnością dużo łatwiej byłoby mu teraz. Patrz jak sobie mógł przez całą karierę wjeżdżać James biegnąc jak czołg na kosz i nikt nie zastawiał, a w starej lidze za takie beztroskie wejścia każdy był sprowadzany do pionu brutalniejszą i fizyczną obroną. Jordan na wejściach musiał wiele się nagimnastykować, a James miał przeważnie przez całą karierę wejścia proste na kosz, bo nikt mu przeszkadzać nie mógł mocno po zmianie przepisów. Nie mówiąc o Hardenie, gdyby przyszłoby mu zagrać na starych przepisach 🙂 Wiadomo też, że taki Reggie Miller z czasów swojego prime dużo bardziej zabójczy byliby w latach 2006-2019 niż… Czytaj więcej »

Rod Strickland
Gość
Rod Strickland

Czy byłoby mu łatwiej trudno powiedzieć. Dzisiaj podobnym zawodnikiem jest Marcus Smart. A gra on z rezerwy i tak już zostanie. Starks długi czas grał w 1 piątce. Inne czasy, inna rola w drużynie. W latach 90-tych Smart grałby w 1 piątce a w obecnych Starks z rezerwy. Tą brutalniejsza obronę można włożyć między bajki. Tylko kilka zespołów taką dysponowało a żaden z nich nie osiągnął mistrzostwa (Knicks i Heat). Pistons nie liczę gdyż już wtedy nie liczyli się w walce o tytuł. Co do Jamesa tylko 1 zawodnik (tak na szybko) przychodzi mi do głowy jeśli chodzi o połączenie… Czytaj więcej »

Jerzu
Gość
Jerzu

Patrick Ewing lubił dostawać się na plakaty, nawet z partnerami z drużyny 😀 pasja i zaangażowanie zdecydowanie wyróżniały Johna Starksa, więc można śmiało stwierdzić, że spełnił swoje marzenie o zaznaczeniu się w NBA. A choć czasy były inne i zap…ło się w obronie, to jednak na tak udaną karierę Starks miał haniebnie niską skuteczność rzutową. Właściwie tylko w dwóch sezonach zaliczał dość przyzwoite FG. Pozostałe lata słabo, albo fatalnie. Więc to szaleństwo nie do końca się spłaciło pracodawcom.