Emocji nie było, ale TBV Start Lublin zrobił swoje – pokonał AZS Koszalin 92:74 przed własną publicznością. Zmęczenie i pewna doza zrezygnowania dały jednak o sobie znać.

Senna atmosfera na trybunach na pewno nie napędzała ani jednej, ani drugiej drużyny. Początkowo lepiej na parkiecie odnajdywali się gracze z Koszalina. Częściej przedzierali się do kosza, co jest o tyle zaskakujące, że to był ostatnio ich największy mankament. Widać było, że zamknięcie drogi do play-off podcięło skrzydła koszykarzom Startu – gospodarze grali bez przekonania i nieszczególnie wysilali się po obu stronach parkietu. Trener David Dedek tłumaczył to zmęczeniem, ale nie da się ukryć, że lublinianom niemal na pewno wymknęła się z rąk duża szansa na udane zakończenie rozgrywek. Przy stanie 4:10 szkoleniowiec poprosił o pierwszą przerwę na żądanie. Jeśli dodamy do tego dobre zmiany, to otrzymamy już nieco odmienny obraz gry. Czerwono-czarni zaczęli bronić i regularnie punktować, jednak to akademicy pozostawali na prowadzeniu. To się nie zmieniło do końca kwarty – AZS wygrywał 22:16.

Cały mecz nie był może porywającym widowiskiem, ale to nie znaczy, że brakowało efektownych akcji. Jedną z takich popisał się Modestas Kumpys, który przeleciał obok zaskoczonych obrońców i zapakował piłkę obiema rękami. To był moment, w którym lubelski szkoleniowiec po raz drugi przywołał swoich graczy do siebie. Tak jak poprzednio, tak i tym razem, przerwa przydała się gospodarzom. Szybko odrobili straty i doprowadzili do remisu po 26. Czerwono-czarni przenieśli swoją grę na obwód, gdzie dobrze radzili sobie Marcin Dutkiewicz, Uros Mirković i James Washington. Blado na tym tle wypadała za to ich dyspozycja w „pomalowanym” – częściej pod koszem rozpychali się goście. Do przerwy miejscowi prowadzili 44:40.

„Tak się bawią, tak się bawią sę-dzio-wie” – fanklub Startu Lublin, zaopatrzony w czarne okulary i laski dla osób niewidomych, nie pozwolił zapomnieć o ostatniej porażce lublinian w Radomiu. Kibice nie chcieli też widzieć kolejnej przegranej swoich ulubieńców, ale na to się nie zanosiło. Czerwono-czarni wdali się w wymianę z rywalami, ale po kilku ciosach zaczęli mocniej nacierać. Trener Dragan Nikolić zareagował dopiero, kiedy jego zespół przegrywał 49:61. Sygnał do ataku próbował dać koszalinianom Diante Baldwin, ale niewiele to dało. Start grał po prostu lepiej i zasłużenie wygrywał 70:56.

Ostatnia kwarta miała być tylko formalnością i tak też się stało. Lublinianie jeszcze bardziej odskoczyli rywalom i kontrolowali przebieg boiskowych wydarzeń. W szeregach gości grę prowadzili Aleksandar Marelja i Modestas Kumpys. Nie byli jednak na tyle dominującymi postaciami, żeby chociaż przez chwilę zagrozić gospodarzom. Ostatecznie Start wygrał 92:74.

fot. Andrzej Romański/EBL

======

TBV Start Lublin – AZS Koszalin 92:74 (16:22, 28:18, 26:16, 22:18)

Start: Dutkiewicz 12, Washington 23, Szymański 4, Mirković 12, Lewis 15 – Dziemba 2, Czerlonko 5, Gospodarek 9, Reynolds 10, Ciechociński, Kowalski, Zalewski

Trener: David Dedek

AZS: Maleśević 11 (10 zb.), Kiwilsza 13 (10 zb.), Baldwin 14, Dłoniak 2, Marelja 15 (11 zb.) – Wadowski 3, Kumpys 7, Leńczuk 9, Naczlenis

Trener: Dragan Nikolić

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o