GKS Tychy odniósł kolejne zwycięstwo. Tym razem w pokonanym polu pozostała Zetkama Doral Nysa Kłodzko, która walczyła niemal do samego końca. Słabsza końcówka spotkania w wykonaniu podopiecznych trenera Marcina Radomskiego zadecydowała o końcowym rozstrzygnięciu.


Od samego początku spotkanie było wyrównane i pełne walki na każdym centymetrze parkietu. Goście przyjechali do Tychów w roli “czerwonej latarni” nie mając nic do stracenia. Od mocnego uderzenia zaczął Hubert Mazur zdobywając w pierwszych minutach dziewięć punktów i z każdą minutą udowadniał, że to będzie jego mecz. Jednak goście nawet przez chwilę nie pokazali, że położą się na parkiecie. Na każde punkty Mazura odpowiadał Marcin Bluma. Byli to zdecydowanie najlepsi zawodnicy w swoich zespołach. Chociaż tyszanie prowadzili do przerwy trzema punktami to wynik cały czas zmieniał się na korzyść obu drużyn.

Trzecia kwarta podobnie jak druga zakończyła się remisem. Nysa pokazała, że zajmując ostatnie miejsce w tabeli potrafi grać z drużynami środka jak równy z równym. Początek czwartej odsłony zwiastował duże emocje. Jednak przypomniał o sobie Wojciech Barycz godnie wyręczając Huberta Mazura punktując z każdej pozycji. Obydwaj zawodnicy zdobyli ponad połowę punktów dla GKS-u w sobotnim meczu. Jednak nagle stało się coś czego nikt się nie spodziewał. Tyszanie nie potrafili zdobyć punktów przez ponad pięć minut. Goście złapali wiatr w żagle i na półtorej minuty przed końcem kwarty dogonili tyszan. Przerwa na żądanie trenera Tomasza Jagiełki dała zamierzony efekt.Gospodarze przeprowadzili cztery skuteczne akcje, dobrze zbierali pod własnym koszem a przyjezdni z Kłodzka nie zdobyli do końca ani jednego punktu. Ostatecznie tyszanie wygrali z Zetkamą Doralem Nysą Kłodzko 86:74.

„Kto uważał, że będzie to łatwe spotkanie nie zna ligi. To jest drużyna, która zamyka tabelę i jak w każdej dyscyplinie sportu takie drużyny walczą do upadłego, o życie i byt ligowy. Ten mecz nie był łatwy, wiedzieliśmy to i było to widać na parkiecie. Oni bardzo chcieli, my też nie mogliśmy złapać swojego rytmu, gra była szarpana, dużo błędów w obronie i ten mecz wyglądał jak wyglądał. Całe szczęście w końcówce byliśmy bardziej skuteczni w ataku, poprawiliśmy obronę, oni mieli problemy ze zdobywaniem łatwych punktów i ten mecz jest wygrany. Czy końcówki stają się naszą specjalnością? Chyba tak i bardzo dobrze to świadczy o tym, że zaczynamy się zgrywać no i w tych najważniejszych momentach to doświadczenie bierze górę” – powiedział po meczu Hubert Mazur.

Teraz czeka pierwszoligowców intensywny tydzień bo już w środę odbędzie się dziesiąta kolejka. Tyszanie wyjeżdżają do Krakowa na mecz z akademikami, a następnie w sobotę gościć będą Biofarm Basket Poznań.

źródło:GKS Tychy

Zapraszamy na nasz profil zajmujący się tematyką I ligi mężczyzn: PROBASKET1LKosz


Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o