Minionej nocy na parkiety NBA wybiegło aż 20 zespołów, co było gwarancją emocji. Fantastyczne spotkanie mogliśmy oglądać w Denver, gdzie po wyrównanej końcówce Cavaliers wyszarpali zwycięstwo z rąk Nuggets. Pistons przerwali kapitalną serię zwycięstw Hornets, a w międzyczasie doszło tam do ogromnej bójki. Do przepychanki, choć zdecydowanie mniejszych rozmiarów, doszło również w Minneapolis, gdzie Timberwolves rozbili Hawks. Szans swojemu rywalowi nie dali też Blazers, którzy zdemolowali 76ers za sprawą zaledwie jednej kwarty. Wielki powrót zaliczyli Warriors, którzy odrobi aż 17-punktową stratę i pokonali Memphis Grizzlies. Na zakończenie nocy Oklahoma City Thunder ograli Los Angeles Lakers po niezwykle zaciętej rywalizacji i śwetnej końcówce wracającego do gry po kontuzji Jalena Williamsa.
Charlotte Hornets – Detroit Pistons 104:110
- Była to fantastyczna przygoda, która minionej nocy niestety dobiegła końca. Seria kolejnych zwycięstw Charlotte Hornets kończy się na dziewięciu po tym, jak została przerwana przez lidera Konferencji Wschodniej Detroit Pistons.
- Na 31 sekund przed końcową syreną Tobias Harris trafił dwa osobiste i powiększył prowadzenie przyjezdnych do ośmiu oczek. To nie był jednak koniec emocji, bo najpierw szybko trafił Grant Williams, a po stracie wznawiającego Harris kolejne dwa oczka dołożył LaMelo Ball. Zimną krew zachował jednak Cade Cunningham, który wykorzystał dwa kolejne rzuty wolne i przypieczętował zwycięstwo Tłoków.
- Oprócz wydarzeń strice koszykarskich, doszło również do bójki i ogromnej przepychanki. W trakcie trzeciej kwarty Jalen Duren i Moussa Diabate stanęli twarzą w twarz po tym, jak chwilę wcześniej zawodnik Szerszeni faulował swojego rywala. Duren nie potrafił opanować emocji i odepchnął twarz rywala otwartą dłonią, czym rozwścieczył go do czerwoności. Następnie posypały się pięści, bo Diabate nie zamierzał mu odpuszczać.
- Kiedy Duren odchodził od centrum zamieszania, w jego kierunku ruszył Miles Bridges, który również wyprowadził cios. Na skrzydłowego Hornets ruszył następnie Isaiah Stewart, który opuścił ławkę rezerwowych, czym podpisał swój wyrok. Cała czwórka została usunięta z gry przez zespół sędziowski i możemy spodziewać się zawieszeń przez NBA.
- Cade Cunningham zaliczył świetny występ, zdobywając w końcowym rozrachunku 33 punkty, dziewięć zbiórek i siedem asyst. Skutecznością błysnął Duncan Robinson, autor 18 oczek (8/10 z gry). Pistons skuteczniej ograniczyli straty (10 do 18), co miało też przełożenie na kategorię przechwytów (12 do 4).
- Po stronie Hornets najlepiej wypadł tercet, który był w stanie dokończyć mecz, czyli Brandon Miller (24 punkty, 3 asysty) – LaMelo Ball (20 punktów, 4 asysty, 4 zbiórki) – Kon Knueppel (20 punktów; 5/11 za trzy).
Brooklyn Nets – Chicago Bulls 123:115
- Podopieczni Jordi Fernandeza bez większych problemów pokonali koszykarzy z Ilinois. Sześciu zawodników Brooklynu odnotowało dwucyfrową zdobycz punktową, zaliczając drugie zwycięstwo z rzędu w pięciu ostatnich meczach.
- Warto zaznaczyć, że w obu ekipach nie zagrali kluczowi gracze. W Nets zabrakło Michaela Portera Juniora (zapalenie ścięgna prawego kolana) i pierwszoroczniaka Egora Demina. Zdecydowanie bardziej osłabieni byli Chicago Bulls. W zespole Billy’ego Donovana nie wystąpili: Josh Giddey (naciągnięcie ścięgna podkolanowego), Zach Collins (skręcenie prawego palca u nogi), Tre Jones i Noi Essengue.
- Najlepszym graczem na parkiecie w Barclays Center był zdecydowanie Nic Claxton, autor 28 punktów, 10 zbiórek i 4 asyst. Środkowy Brooklyn Nets trafił 12 z 15 rzutów z gry (80%), w tym jedną trójkę. 22 punkty i 6 zbiórek dołożył Noah Clowney. 21-letni skrzydłowy trafił najwięcej trójek w zespole (4). Bardzo dobre zawody rozegrał 19-letni Nolan Traore z Francji, którego chwalił po meczu Jordi Fernandez.
- Traore zdobył drugie double-double w zespole, notując 13 punktów i 13 asyst. –W odpowiednim momencie zmienia rytm gry. Jest pewny siebie, gdy decyduje się na zagrania. Walczy w obronie i oddaje ważne rzuty. Będziemy obserwować jego dalszy rozwój – powiedział Fernandez.
- W zespole z Chicago najlepiej zaprezentowali się dwaj gracze: Anfernee Simons (23 punkty, 3 zbiórki i 7 asyst) i Collin Sexton (21 punktów i 5 zbiórek). 18 punktów, 4 zbiórki i 4 bloki dołożył Matias Buzelis. To była piąta porażka Bulls z rzędu.
Autor: Mateusz Malinowski
Miami Heat – Utah Jazz 111:115
- Utah Jazz próbują tankować i walczyć o jak najwyższy wybór w drafcie, ale minionej nocy coś im po prostu nie wyszło. Zaczęło się zgodnie z tym właśnie planem, bo jeszcze w pierwszej kwarcie Miami Heat prowadzili aż 24:9.
- Drugą kwartę podopieczni Willa Hardy’ego wygrali jednak 35:20 i tym samym wrócili do rywalizacji o zwycięstwo. O końcowym rezultacie przesądziła końcówka, a szczególnie ważna była trójka Brice’a Sensabaugha na 46 sekund przed syreną, która wyprowadziła Jazzmanów na prowadzenie (111:113).
- Heat mieli następnie dwie okazje, by doprowadzić chociażby do remisu, ale obie próby zakończyły się fiaskiem. Wygraną przyjezdnych przypieczętował wspominany Sensabaugh, który tuż przez upłynięciem czasu wykorzystał jeszcze dwa rzuty wolne.
- Najlepszym punktującym przyjezdnych był Jarena Jackson Jr., autor 22 oczek. Po double-double zapisali na swoich kontach Kyle Filipowski (16 punktów, 11 zbiórek) oraz Jusuf Nurkic (10 punktów, 16 zbiórek). Lauri Markkanen dorzucił 17 punktów i zebrał osiem piłek.
- Po drugiej stronie dwoili się i troili Andrew Wiggins (26 punktów, 5 zbiórek; 4/11 za trzy) oraz Bam Adebayo (23 oczka, 11 zebranych piłek, 5 asyst). To nie wystarczyło jednak, by wygrać drugi mecz z rzędu. Ekipa z Florydy przegrała cztery z sześciu ostatnich spotkań.
Orlando Magic – Milwaukee Bucks 118:99
- Koszykarze z Florydy kontynuują dobrą passę zwycięstw. Tym razem podopieczni Jamahla Mosleya pokonali Milwaukee Bucks. Do przerwy gracze Bucks prowadzili trzema punktami (54:51), ale dzięki fantastycznej trzeciej kwarcie Magic, którą wygrali 36:20, przewaga klubu z Orlando urosła do 13 punktów po trzech kwartach (87:74). W ostatniej odsłonie zawodnicy z Florydy kontrolowali wydarzenia na parkiecie w Kia Center.
- Dla Orlando Magic najlepiej zagrał Anthony Black, zdobywca 26 punktów (8/13 z gry), 5 zbiórek, 2 asyst i 2 przechwytów. Bardzo dobre spotkanie rozegrał też Desmond Bane (25 punktów, 8/11 z gry). Nieco słabiej zagrał Paolo Banchero, który zaliczył 11 punktów (3/10 z gry) i 9 zbiórek. Wszechstronne spotkanie odnotował Jalen Suggs, autor 7 punktów, 3 zbiórek, 10 asyst i 5 przechwytów. Po 14 punktów z ławki dołożyli bracia Wagner. To trzecie zwycięstwo Orlando Magic w pięciu ostatnich meczach.
- Pod nieobecność Giannisa w Bucks najbardziej wyróżniał się Kevin Porter Jr., zdobywca 28 punktów (10/19 z gry), 4 zbiórek i 7 asyst. 15 punków i 5 zbiórek dodał AJ Green. 13 oczek, 6 zbiórek i 5 bloków uzyskał Myles Turner. 14 punktów, 6 zbiórek, ale też 6 strat zaliczył Ryan Collins.
Autor: Mateusz Malinowski
Minnesota Timberwolves – Atlanta Hawks 138:116
- Stosunkowo jednostronny pojedynek, którego rezultat był w dużej mierze rozstrzygnięty jeszcze przed przerwą. Choć świetnie radził sobie CJ McCollum, który do szatni schodził z dorobkiem 21 oczek, to jego partnerzy nie stanęli na wysokości zadania.
- Atlanta Hawks nie byli w stanie powstrzymać szalejącego Anthony’ego Edwardsa (również 21 punktów do przerwy) czy piekielnie skutecznych Juliusa Randle’a (6/7 z gry) i Jadena McDanielsa (5/6). Ich dominacja sprawiła, że Minnesota Timberwolves cieszyli się 25-punktową zaliczką (81:56).
- Gospodarze już do ostatniej syreny mogli cieszyć się komfortowym prowadzeniem, ale nie i tak nie obeszło się bez bójki. Tym razem — na samym początku czwartej kwarty — do gardeł skoczyli sobie Naz Reid oraz Mo Gueye. Obaj zostali ostatecznie wyrzuceni z parkietu.
- Edwards skompletował ostatecznie 30 punktów i był jednym z głównych motorów napędowych swojego zespołu, dzięki czemu Wilki były w stanie odnieść dopiero drugie zwycięstwo w pięciu ostatnich spotkaniach. Triple-double w postaci 18 oczek, 12 zbiórek i 10 asyst dorzucił Randle.
- Po stronie Hawks dominował wspominany McCollum, którego łupem padło 38 punktów. Dobre zawody rozegrał Nickel Alexander-Walker (23 punkty, 12 zbiórek, 5 asysty, ale też 6 strat). W szeregach Jastrzębi zabrakło Jalena Johnsona.
New Orleans Pelicans – Sacramento Kings 120:94
- Mecz z kategorii tych dla „koszykarskich koneserów” zarówno z uwagi na położenie obu ekip w tabeli, jak i jego przebieg. New Orleans Pelicans byli stroną dominującą, a po jeszcze względnie wyrównanej pierwszej kwarcie zaczęli oni budować swoją przewagę. Do przerwy wzrosła ona do 15 oczek.
- Po powrocie na parkiet ofensywa Sacramento Kings w dalszym ciągu nie funkcjonowała prawidłowo, co pozwoliło jedynie gospodarzom na dalsze pogłębianie różnicy (92:62). To sprawiło z kolei, że losy spotkania były jasne na długo przed jego zakończeniem.
- Jeremiah Fears skompletował tej nocy 20 oczek, ale to Trey Murphy III był najlepiej dysponowanym graczem NOP (21 punktów, 7 asyst). Po stronie Kings Maxime Raynaud skompletował szalone double-double w postaci 21 punktów i 19 zbiórek.
- Russell Westbrook zdobył 17 oczek, co wystarczyło, by dobić do dorobku 27,000 zdobytych punktów w swojej karierze. Rozgrywający jest dopiero 14. zawodnikiem w historii, który zdołał osiągnąć ten pułap.
- Co ciekawe, dla Pelicans (15-40) jest to już drugie z rzędu zwycięstwo, a zarazem piąte w dziewięciu ostatnich występach. Cały czas zajmują jednak odległe 14. miejsce w tabeli Zachodu, wyprzedzając jedynie Kings (12-43)
Denver Nuggets – Cleveland Cavaliers 117:119
- Najbardziej ekscytujące starcie minionej nocy. Spotkanie miało niezwykle wyrównany przebieg, ale to Cleveland Cavaliers wyszli z tego meczu zwycięsko, kończąc pięciomeczową serię wyjazdów w Konferencji Zachodniej z hukiem. Nowa para liderów w postaci Donovana Mitchella i Jamesa Hardena nie mogła lepiej wyobrazić swojego początku w Cleveland.
- Cavs odrobili kilkunastopunktową różnicę w czwartej kwarcie, gdyż jeszcze na 10 minut przed końcem przegrywali 11 punktami (103:92). W odpowiedzi trzy trójki trafili kolejno: Harden, Tyson i Merrill. Po punktach Jarretta Allena przewaga Denver Nuggets zmalała do dwóch punktów (106:104 na 5:29 przed końcem). Do 5 punktów przewagę powiększył Christian Braun (109:104), a następnie Valanciunas i Hardaway, ale w odpowiedzi znakomitymi akcjami popisali się Mitchell i Allen. Nuggets prowadzili się już tylko jednym punktem (113:112).
- Kluczem do zwycięstwa Cavs okazała się trójka Hardena na remis (117:117 na 32 sekundy przed końcem). W odpowiedzi za trzy punkty nie trafił Hardaway, a piłkę w rękach na ostatnie 6 sekund miał Jarrett Allen. Na sekundę przed końcem meczu faulowany Mitchell trafił dwa rzuty wolne i w ten sposób Cavs odnieśli czwarte zwycięstwo w pięciu ostatnich meczach.
- W szeregach klubu z Cleveland prym wiodło trzech graczy, którzy uzyskali double-double: Donovan Mitchell (32 punkty, 10 asyst), James Harden (22 punkty, 10 zbiórek, 7 asyst) i Jarrett Allen (22 punkty i 13 zbiórek). 16 oczek dołożył Jaylon Tyson.
- 7 z 9 graczy Nuggets zanotowało dwucyfrową zdobycz punktową. Triple-double uzyskał Nikola Jokić (22 punkty, 14 zbiórek, 11 asyst). 20 punktów i 5 zbiórek dodał Christian Braun. 20 oczek również zgarnął Julian Strawther (6 zbiórek). Bliski triple-double był Jamal Murray (17 punktów, 11 asyst, 8 zbiórek). Po 12 punktów dołożyli Jonas Valanciunas (4 zbiórki) i Tim Hardaway Jr.
Autor: Mateusz Malinowski
Golden State Warriors – Memphis Grizzlies 114:113
- Mecz zaczął się od wyrównanej wymiany ciosów, ale w drugiej odsłonie inicjatywę przejęli już Memphis Grizzlies, którzy pomimo nieobecności Ja Moranta, Zacha Edeya czy Cedrica Cowarda korzystali z absencji Stephena Curry’ego i Kristapsa Porzingisa. Wiemy już, że rozgrywający Golden State Warriors opuści nadchodzący Mecz Gwiazd.
- Na przerwę przyjezdni schodzili z przewagę ośmiu oczek, którą pogłębili po powrocie na parkiet (83:98). Gospodarze nie mieli jednak zamiaru składać broni i po trafieniach Pata Spencera i Guia Santosa stopniowo zmniejszali dystans do rywala. Punkty De’Anthony’ego Meltona pozwoliły im zbliżyć się na trzy oczka na nieco ponad dwie minuty przed ostatnią syreną, a chwilę później Moses Moody zbliżył swój zespół na zaledwie jeden punkt (112:113).
- Grizzlies całkowicie się pogubili i nie mogli się odnaleźć. Doszedł do tego udany challenge Steve’a Kerra, który dodatkowo pokrzyżował ich plany. Moment nieskuteczności po obu stronach parkietu przerwał Santos, który przy 19 sekundach na zegarze wykorzystał podanie Ala Horforda i dał swojemu zespołowi prowadzenie.
- Przyjezdni mieli jeszcze czas na rozegranie ostatniego ataku, który ostatecznie zakończył się nieskuteczną próbą Jahmala Mashacka. Dla ekipy z Tennessee to już trzecia porażka z rzędu, a zarazem ósma w dziesięciu ostatnich spotkaniach.
- Najlepszym punktującym GSW był Pat Spencer z dorobkiem 17 oczek. Po 16 dorzucili z kolei Gui Santos, Al. Horford oraz Brandin Podziemski. Po drugiej stronie wyróżnili się głównie Mashack (17 punktów; 8/10 z gry) i Ty Jerome (19 oczek, 7 asyst).
Los Angeles Lakers – Oklahoma City Thunder 119:110
- Oklahoma City Thunder w dalszym ciągu muszą radzić sobie bez Shaia Gilgeous-Alexandra, ale odzyskali za to Jalena Williamsa, który pojawił się na ligowych parkietach po raz pierwszy od 17 stycznia. Po stronie Los Angeles Lakers znów zabrakło z kolei Luki Doncicia.
- Obrońcy tytułu nie radzą sobie w ostatnim czasie najlepiej, ale po wyrównanej pierwszej kwarcie byli w stanie odskoczyć z wynikiem nawet na 14 oczek (38:52). Po przerwie na żądanie JJ Redicka gospodarze zredukowali nieco swoją stratę, ale przed zejściem z parkietu znów pozwolili rywalowi powiększyć prowadzenie (58:67).
- Po powrocie na parkiet Jeziorowcy potrzebowali zaledwie kilku minut, by odrobić straty, po czym sami przejęli inicjatywę. Seria punktowa Jake’a LaRavii i LeBrona Jamesa dała im ośmiopunktową przewagę (85:77). OKC szybko zbliżyli się jednak do rywala, po czym wynik cały czas oscylował w granicach remisu. To było zapowiedzią kapitalnej końcówki.
- Ostatnie minuty należały do Jalena Williamsa, który w wielkim stylu zakończył to spotkanie. To on zdobył sześć ostatnich punktów Thunder tej nocy, a wcześniej, razem z Chetem Holmgrenem i Jaylinem Williamsem, wykorzystali moment niemocy Lakers i odskoczyli z wynikiem, czym w dużej mierze przechylili szalę zwycięstwa na swoją stronę.
- Jalen Williams zdobył w końcowym rozrachunku 23 punkty, choć przed finalnym etapem meczu nie była to z pewnością jego najlepsza noc (3 zbiórki, 1 asysta; 6/17 z gry). Isaiah Joe dorzucił 19 oczek z ławki (4/8 zza łuku), a Alex Caruso 17 (7/8 z gry). Thunder uniknęli tym samym trzeciej porażki z rzędu.
- Po stronie Lakers wyróżniał się głównie LeBron James (22 punkty, 10 asyst, 6 zbiórek). Marcus Smart dorzucił 19 oczek, z kolei wchodzący w dalszym ciągu z ławki rezerwowych Austin Reaves zapisał na swoim koncie 16 punktów, siedem asyst, ale też pięć strat (6/14 z gry).
Portland Trail Blazers – Philadelphia 76ers 135:118
- Nie tylko bez zawieszonego Paula George’a, ale i Joela Embiida musieli tej nocy radzić sobie Philadelphia 76ers. Od początku odpowiedzialność za zespół wziął na siebie Tyrese Maxey, który nie mógł jednak wstrzelić się zza łuku (0/5 do przerwy).
- Braki lidera Szóstek nadrabiali m.in. Kelly Oubre Jr. czy wchodzący z ławki Justin Edwards, ale po drugiej stronie świetnie dysponowany był Toumani Camara (5/6 zza łuku po 2Q). To przede wszystkim dzięki niemu Portland Trail Blazers schodzili do szatni ze stratą zaledwie jednego punktu (64:65).
- Trzecia odsłona prezentowała się już zgoła odmiennie i całkowicie przesądziła o losach tej rywalizacji. Gospodarze zdominowali swojego rywala niemal pod każdym względem, wygrywając tę odsłonę aż 49:22, co pozbawiło nas emocji w czwartej kwarcie.
- Kluczowe role w zwycięstwie Trail Blazers odegrali Toumani Camara (30 punktów, 8/10 za trzy) oraz Deni Avdija (26 punktów, 10 zbiórek, 8 asyst). Honoru Philly bronił zażarcie Tyrese Maxey, autor 30 punktów i czterech asyst.










