Dzień Martina Luthera Kinga w Stanach Zjednoczonych przyniósł nam sporo emocji sportowych poprzez parkiety najlepszej koszykarskiej ligi świata. To była prawdziwa gratka dla fanów koszykówki. Jeśli jednak nie mogliście śledzić tego na bieżąco, zapraszamy do relacji z w sumie aż… dziewięciu meczów!
New York Knicks – Dallas Mavericks 97:114
- New York Knicks mają spory problem. Dzisiaj nie zdobyli nawet 100 punktów na własnej hali przy dużo gorzej notowanych rywalach mimo kilku niezłych indywidualnie występów. Na przestrzeni ostatnich 11 spotkań Ci mają bilans 2-9 (najgorszy od początku roku ze wszystkich drużyn NBA), a ich NetRatingi wołają do pomstę do nieba.
- Dallas Mavericks dość niespodziewanie wygrywali do przerwy wynikiem 75:47, z czego już wtedy 22-letni Max Christie miał 18 „oczek” na koncie. Ostatecznie zawodnik skończył mecz z bilansem 26 punktów, zostając najlepszym strzelcem swojej drużyny w wygranym na Madison Square Garden meczu i pobijając swój prywatny rekord w tym sezonie.
- Karl-Anthony Towns zdobył 22 punkty, podobnie jak Jalen Brunson. KAT wyszedł z hali z wynikiem na poziomie double-double. Wraz z Mitchellem Robinsonem zebrali tej nocy we dwóch aż 32 piłki.
- Cooper Flagg z kolejnym przyzwoitym występem. Nastolatek wygląda momentami jak prawdziwy weteran, a jest w tej lidze przecież dopiero od tego sezonu. W 28 minut zdobył 18 punktów na 50% skuteczności, dokładając do tego siedem zebranych piłek, trzy asysty i jeden przechwyt.
- Flagg zdobył pierwsze siedem punktów Dallas w drugiej kwarcie, a seria 13–0 dała Mavericks prowadzenie 51–31. Niedługo później Towns (który swoją drogą był na fali) został ukarany przewinieniem niesportowym po kopnięciu Dwighta Powella podczas próby jego rzutu. Chwilę później Naji Marshall zdobył dziewięć punktów z rzędu, powiększając przewagę do 72–43, a trójka Christiego przypieczętowała 30-punktową różnicę. Knicks już się z tego nie wygrzebali. Słyszeli gwizdy fanów zarówno w trakcie meczu, jak i przy zejściu do szatni.
San Antonio Spurs – Utah Jazz 123:110
- Widać, że chemia zespołu w San Antonio Spurs dobrze prosperuje. Tych młodych chłopaków, otoczonych kilkoma weteranami, aż chce się oglądać. Dzisiejsze zwycięstwo nad Utah Jazz to po prostu fajny highlight do porannej kawki dla kibica ekipy z Teksasu.
- Pierwsza połowa była wyrównana, może z lekkim wskazaniem na gospodarzy, ale sam wynik był bliski. Wtedy jeszcze nic nie było przesądzone. Potem Spurs odskoczyli, „Jazzmani” nie mieli za bardzo nic do powiedzenia: to był bardzo poprawny mecz w wykonaniu podopiecznych Mitcha Johnsona. Trudno byłoby znaleźć odstający, słabszy element w pierwszej piątce – tam nikt nie zawiódł.
- Victor Wembanyama trafił rekordowe dla siebie w tym sezonie siedem rzutów za trzy punkty i zakończył mecz z dorobkiem 33 punktów oraz 10 zbiórek. Oglądamy jego grę i zadajemy sobie czasem pytanie: czy jest coś, czego ten gość nie potrafi?
- Obwodowi Spurs byli trzonem – Stephon Castle (18 punktów, osiem asyst), Dylan Harper (15 punktów, pięć asyst) i De’Aaron Fox (14 punktów, osiem asyst) – łącznie zdobyli 47 punktów i 21 asyst.
Philadelphia 76ers – Indiana Pacers 113:104
- Philadelphia 76ers chociaż nie bez problemów, to rozprawiła się z Indianą Pacers. Joel Embiid przypomniał sobie swoje najlepsze czasy, rzucając 30 punktów i dokładając do tego dziewięć zbiórek oraz cztery asysty. Tyrese Maxey, który średnio osiąga ponad 30 (!) punktów na mecz w tym sezonie – również nie zawiódł. Dzisiaj obrońca zdobył 29 „oczek” i cztery zbiórki, rozdając przy tym osiem asyst i uwaga… zaliczył aż osiem (!) przechwytów.
- Kelly Oubre Jr. zdobył 18 punktów, a wszyscy zawodnicy wyjściowej piątki 76ers zakończyli mecz z dwucyfrową zdobyczą punktową.
- Andrew Nembhard był najlepszym strzelcem Pacers z 25 punktami na koncie, a Pascal Siakam dorzucił 24 punkty. Goście przez długi czas widzieli szansę na wygraną; prowadzili do przerwy, a po trzeciej kwarcie przegrywali zaledwie jednym punktem.
- To był pierwszy mecz Maxeya po tym, jak został wybrany do tegorocznego Meczu Gwiazd. Zawodnik powiedział, że obudził go telefon z gratulacjami – najpierw od VJ Edgecombe, debiutanta i klubowego kolegi, a później od swojej mamy.
Brooklyn Nets – Phoenix Suns 126:117
- Brooklyn Nets mimo tylko czterech punktów straty do rywala na cztery minuty przed końcem meczu nie zdołali doprowadzić chociaż do dogrywki w starciu z Phoenix Suns. Co ciekawe, klub z Nowego Jorku rzucał zespołowo naprawdę na wyśmienitej skuteczności – 51% z gry, 39% zza łuku i 95% z rzutów osobistych.
- „Słońca” rozstrzelały się tej nocy, trafiając zespołowo ponad 50% swoich wszystkich rzutów za trzy punkty. 11 z 20 skombinowali razem Dillon Brooks i Collin Gillespie.
- To dalej może dziwić, ale ekipa z Phoenix daje radę w tym sezonie i to bez Jalena Greena, który nie zdążył wrócić do zdrowia. Duet Devin Booker-Dillon Brooks działa i ma się dobrze. Zdecydowanie widać, że wróciła radość do gry w Arizonie.
- Michael Porter Jr. w zasadzie klasycznie już był najlepszym strzelcem zespołu Jordiego Fernandeza, tym razem notując linijkę w postaci: 23 punktów, sześciu zbiórek i czterech asyst.
Detroit Pistons – Boston Celtics 103:104
- Detroit Pistons z kolejnym zwycięstwem, tym razem nad drugą najlepszą drużyną ze Wschodu (patrząc tylko na tabelę), czyli ze swoim bezpośrednim konkurentem o pierwsze miejsce w konferencji. „Tłoki” przekroczyły już barierę 30 zwycięstw w sezonie. Rozwój tej drużyny był imponujący, jeszcze nie tak dawno mieliby problem, żeby dobić taką liczbę przez cały sezon regularny.
- Boston Celtics prowadzeni przez Jaylena Browna (32 punkty, 11 zbiórek) skupili się głównie na rzutach zza łuku, niejako omijając starcia w pomalowany, gdzie umówmy się – mieliby pod górkę. Niestety dla ich fanów, ale tej nocy rzut im zwyczajnie „nie siedział”. Trafili tylko 32% za trzy punkty, oddając aż 41 prób. Ogólnie ich skuteczność z gry była na bardzo niskim poziomie (40%).
- Przez pierwsze trzy kwarty było aż 11 remisów i pięć zmian prowadzenia, a w ostatniej kwarcie było już w ogóle gorąco.
- Tobias Harris zagrał jedno z lepszych spotkań w tym roku dla siebie, notując 25 punktów. Jalen Duren jako drugi najlepszy punktujący Pistons z 18 „oczkami” na koncie – zabrakło mu jednej zbiórki do double-double.
- Cade Cunningham (16 punktów & 14 asyst przy zerowej liczbie strat) nie trafił rzutu z półdystansu na pięć sekund przed końcem, a Boston miał jeszcze piłkę i niecałe pięć sekund na co najmniej doprowadzenie do dogrywki, jednak Brown nie wykorzystał okazji (spudłował rzut z prawego skrzydła). Trochę szczęścia i wynik mógł pójść w drugą stronę.
Golden State Warriors – Miami Heat 135:112
- To był niefortunny występ Jimmy’ego Butlera przeciwko swojej byłej drużynie. W drugiej połowie spotkania doznał kontuzji prawego kolana, wcześniej zdobył 17 punktów i był jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszy na parkiecie. Na pewno miał dobrą motywację. Klub poinformował już, że Butler przejdzie badanie MRI, a kolejnych informacji o jego stanie nie należy się spodziewać przed wtorkiem. Oby to nie było nic poważnego, bo to byłby naprawdę duży cios dla Golden State Warriors, którzy obecnie znajdują się w na ósmym miejscu na Zachodzie. Sam efekt zajścia nie wyglądał dobrze: widoczny ból u Butlera, a następnie pomoc jego kolegów w postaci odprowadzenia go do szatni.
- Warriors grali bez Draymonda Greena, który profilaktycznie pauzował z powodu skręcenia prawej kostki – jego powrót zakłada się na wtorkowy domowy mecz z Toronto.
- Andrew Wiggins z kolei zanotował 18 punktów i pięć zbiórek, powracając do hali Chase Center. To drugi najlepszy dorobek punktowy po stronie Miami Heat tego wieczoru, tuż za Normanem Powellem (21 punktów, trzy asysty, trzy zbiórki). Druga strona medalu jest taka, że Wiggins był najgorszy w statystyce „+/-” (-24).
- Wśród gospodarzy szalał gość o polskich korzeniach, Brandin Podziemski, a to nie jest częsty widok. Zaczął z ławki, ale w pół godziny zgarnął 24 punkty dla zespołu Steve’a Kerra, dokładając do tego sześć zbiórek, cztery asysty czy przechwyt.
- To było też show Stephena Curry’ego (19 punktów), który trafił pięć trójek i obsłużył kolegów asystą aż 11 razy – w wyniku czego skończył mecz z double-double na koncie.
- Bam Adebayo będzie chciał jak najszybciej zapomnieć o tym spotkaniu. Podkoszowy trafił do kosza tylko trzykrotnie (dwa osobiste i raz z gry), zdobywając marne cztery punkty. W sumie był 1-13 z gry i nie trafił żadnej z pięciu oddanych trójek. Bywają i takie mecze.
- Nie zabrakło przysłowiowego ognia, bowiem w trakcie meczu doszło do przepychanki pomiędzy rezerwowymi.
- Ciekawostka: Warriors wystąpili w Martin Luther King Jr. Day po raz 13. w ciągu ostatnich 14 sezonów. Rok temu również grali przed własną publicznością w to amerykańskie święto.
EXTRA: Wyniki wczorajszego wieczoru (19 stycznia)
Już wczoraj wieczorem mogliśmy oglądać pierwsze mecze NBA z okazji MLK Day, to krótkie notki do spotkań z godzin 19-21.
Atlanta Hawks – Milwaukee Bucks 110:112
- O 19:00 czasu polskiego Atlanta Hawks mierzyła się z Milwaukee Bucks (110:112). Z tego pojedynku zwycięsko wyszły „Kozły” Doca Riversa.
- Mimo kilku potężnych występów po stronie gospodarzy (Nick Alexander-Walker z 32 punktami, sześcioma zbiórkami i sześcioma asystami; Jalen Johnson z double-double w postaci 28 punktów, 16 zbiórek i sześciu asyst; Dyson Daniels na granicy triple-double – 17 punktów, dziewięć zbiórek i 10 asyst) drużyna z Atlanty przegrała dwoma punktami.
- Giannis Antetokounmpo został najlepszym strzelcem gości, zdobywając 21 punktów i dokładając do tego aż 17 zebranych piłek i sześć asyst.
- CJ McCollum nie ma najlepszego startu w Hawks. Indywidualnie pozbawił swój nowy zespół szansy na zwycięstwo w ostatniej akcji. Sprawdźcie jak:
Cleveland Cavaliers – Oklahhoma City Thunder 104:136
- 32 punkty różnicy obrazują problemy Cleveland Cavaliers w tym sezonie, nawet jeżeli mówimy o grze przeciwko obecnym mistrzom NBA.
- Shai Gilgeous-Alexander z 30 punktami, Chet Holmgren z 28 (blisko double-double ze zbiórkami). Oklahoma przegrała w styczniu trzy spotkania, przedtem od startu sezonu tylko pięć. Chwilowo mieli swoje „problemy”, ale dzisiaj zdominowali parkiet.
- Thunder mieli dzień konia zza łuku, trafili aż 23 trójki, gdzie Cavs tylko osiem z 35 prób (niecałe 23% skuteczności).
- Donovan Mitchell uzbierał „tylko” 19 punktów jako najlepszy punktujący swojego zespołu. Ogólnie jako zespół przekroczyli 100 punktów, ale jak na ich ofensywę i statystyczne progi… mało.
Washington Wizards – Los Angeles Clippers 106:110
- Zobaczyliśmy vintage wersję Jamesa Hardena, który zdobył 36 punktów, siedem zbiórek i dziewięć asyst. Drugi najlepszy strzelec Los Angeles Clippers zdobył o 20 punktów mniej!
- Alexander Sarr (28 punktów) i spółka byli bliscy wywalczenia zwycięstwa, ale nie wytrzymali presji w samej końcówce. Wygrało doświadczenie.
- To była siódma porażka Washington Wizards z rzędu. Wraz z biegiem sezonu widać postęp niektórych graczy, ale dalej to jedna z najgorszych drużyn ligi. Bez zaskoczenia.










