Niewiele meczów tej nocy przyniosło emocje do samego końca, ale jeden z nich nadrobiłto z nawiązką. Starcie Milwaukee Bucks z Charlotte Hornets kończyło się jak kulminacyjny moment dobrego thrillera, z fantastycznym plot-twistem w postaci wsadu Giannisa Antetokounmpo na zwycięstwo. Oprócz tego efektownego game-winnera dostaliśmy też wygraną Lakers po dobrym występie debiutu Luka-LeBron, świetny występ młodego Matasa Buzelisa z Chicago Bulls, czy lanie, jakie OKC sprawiło osłabionym brakiem liderów Golden State Warriors.



Indiana Pacers – San Antonio Spurs 113:123

San Antonio Spurs odnieśli przekonujące zwycięstwo 123:113 nad Indiana Pacers w piątek wieczorem, mimo nieobecności kontuzjowanego Victora Wembanyamy. Było to pierwsze zwycięstwo Spurs od urazu ich gwiazdy, a jednocześnie przedłużyło ono serię porażek Pacers do 11 meczów z rzędu.

Na boisku nie pojawił się też Jeremy Sochan. To już trzeci mecz z rzędu, w którym trener Mitch Johnson decyduje się nie wpuszczać Polaka na parkiet.

Wembanyama doznał drobnego urazu lewego kolana w środowym meczu przeciwko New York Knicks. Badanie MRI nie wykazało uszkodzenia więzadeł, co jest dobrą wiadomością dla Victora. Zawodnik pozostał w San Antonio na rehabilitację i jest klasyfikowany jako day-to-day. Trener Johnson nie wykluczył, że Wembanyama wróci już w sobotnim meczu z Portland Trail Blazers. Spurs jednak nie muszą się chyba martwić – mają imponujący bilans 10-3 w meczach bez swojej największej gwiazdy.

Mecz był wyrównany pod względem celności rzutów – Pacers trafiali 51%, Spurs 44%. Kluczowe okazały się rzuty wolne: San Antonio wykorzystało 22 z 28 prób, podczas gdy Indiana tylko 13 z 15. Spurs od początku trzeciej kwarty narzucili tempo, zdobywając pierwsze sześć punktów i budując przewagę 77:58. Pacers zdołali zmniejszyć stratę do 93:85 pod koniec kwarty, ale w czwartej części gry goście utrzymali kontrolę i pewnie triumfowali.

Liderem Spurs był De’Aaron Fox, który zdobył 24 punkty. Wsparcie zapewnili młodzi gracze: debiutant Dylan Harper dołożył 22 punkty, a Stephon Castle 19. Po stronie Pacers najskuteczniejszy był Pascal Siakam, zdobywając 23 punkty i 10 zbiórek. Andrew Nembhard zdobył 19 punktów, a Micah Potter, w swoim pierwszym starcie od pięciu meczów, dodał 16.


Washington Wizards – Brooklyn Nets 119:99

Washington Wizards odnieśli przekonujące zwycięstwo 119:99 nad Brooklyn Nets w meczu zespołów z dna ligowego kotła. Justin Champagnie błysnął, zdobywając najlepsze w sezonie 20 punktów, co znacząco przyczyniło się do zwycięstwa gospodarzy. Do Champagniego dołączyli Alex Sarr z 19 punktami oraz CJ McCollum z 17. Wizards wygrali aż cztery z pięciu ostatnich meczów – to niemal połowa z ich zaledwie dwiewięciu wygranych w tym sezonie.

Wizards szybko narzucili tempo. Przed przerwą mieli miażdżącą przewagę 19:2 w punktach po stratach rywali. Kluczowy był run 18:4 na przełomie pierwszej i drugiej kwarty, który zbudował 18-punktowe prowadzenie. Nets zbliżali się na dziewięć punktów w drugiej i trzeciej kwarcie, ale Wizards nie dali się dogonić. Po trzech kwartach prowadzili 23 punktami, a na początku czwartej różnica wzrosła do 28. Ostatecznie spokojnie dowieźli wysokie zwycięstwo.

Waszyngton wygrał ten mecz w dużej mierze na deskach – zebrali 51 piłek przy zaledwie 33 Nets. Co ciekawe, aż siedmiu graczy Wizards miało w granicach 5-8 zbiórek, nikt więcej. Dodatkowo, Wizards ograniczyli rywali do tylko 6 trafionych trójek na 29 prób (20,7% skuteczności).

Po stronie Nets (bilans 10-22) czterech graczy zdobyło po 14 punktów: Day’Ron Sharpe, Terance Mann, Ziaire Williams oraz Drake Powell. Zawodnicy z Brooklynu ponieśli trzecią porażkę z rzędu.


Cleveland Cavaliers – Denver Nuggets 113:108

Cleveland Cavaliers wygrali z Denver Nuggets 113:108, mimo że jeszcze na niespełna pięć minut przed końcem przegrywali 101:105. Kluczowa okazała się seria 10 punktów z rzędu, która odwróciła losy na końcu meczu.

Nuggets zagrali po raz kolejny bez Nikoli Jokicia (kolano), ale tym razem także bez jego zmiennika, Jonasa Valanciunasa (łydka), co mocno uszczupliło ich rotację na pozycji centra. Pomimo osłabień długo prowadzili w tym meczu, głównie dzięki Jamalowi Murrayowi, który zdobył aż 28 ze swoich 34 punktów już w pierwszej połowie. Czwarta kwarta należała już jednak do Cavaliers – wygrali ją aż 25:11. Nuggets w tej części trafili zaledwie 4/20 z gry, w tym fatalne 1/12 za trzy.

Donovan Mitchell był liderem Cavaliers z 33 punktami. Darius Garland dołożył 18 punktów i osiem asyst, w tym decydującą trójkę na 2:13 przed końcem, która dała Cleveland prowadzenie. De’Andre Hunter zdobył 16 punktów, a Jarrett Allen miał osiem punktów i 12 zbiórek.

Murray oprócz 34 punktów ostatecznie miał także sześć zbiórek i siedem asyst, ale trafił tylko 12 z 28 rzutów z gry. Mocno odpowiedzialny za grę pod koszem Peyton Watson dołożył 21 punktów, a Tim Hardaway Jr. 15.

Dla Nuggets był to dopiero drugi mecz z rzędu bez Nikoli Jokicia. Trzykrotny MVP doznał nadwichnięcia lewego kolana 29 grudnia w Miami i według najnowszych informacji będzie nieobecny co najmniej miesiąc. Dodatkowo nie zagrali trzej inni starterzy: Aaron Gordon (ścięgno podkolanowe), Cam Johnson (kolano) i Christian Braun (kostka).


New York Knicks – Atlanta Hawks 99:111

Atlanta Hawks odnieśli pewne zwycięstwo 111:99 nad New York Knicks, w dużej mierze dzięki fenomenalnej grze Jalena Johnsona. Skrzydłowy zanotował siódme triple-double w sezonie: 18 punktów, 11 asyst i 10 zbiórek. Świetne wsparcie zapewnili Nickeil Alexander-Walker z 23 punktami oraz Onyeka Okongwu z 22. Zaccharie Risacher i Luke Kennard dołożyli po 12 punktów.

Mecz rozpoczął się od dominacji gości. Knicks już w pierwszych minutach objęli prowadzenie 11:2. Hawks jednak otrząsnęli się już po pierwszej kwarcie. W drugiej zwiększyli swoje prowadzenie z czterech do 13 punktów, a w trzeciej kwarcie już z 13 do 26 punktów przewagi, robiąc z meczu blowout. Knicks próbowali wrócić na początku czwartej kwarty, zdobywając pierwsze 11 punktów i zmniejszając stratę do 81:94. Seria została przerwana przez dwie kolejne trójki Luke’a Kennarda, które ponownie ustabilizowały sytuację.

Po stronie Knicks najskuteczniejszy był Jalen Brunson z 24 punktami. OG Anunoby miał 19 punktów i 10 zbiórek, a Mikal Bridges dodał 18. Ariel Hukporti, który zastąpił w pierwszej piątce chorego Karl-Anthony’ego Townsa, rozegrał bardzo dobre zawody na osiem punktów, najlepsze w karierze 16 zbiórek (aż sześć w atakau), cztery asysty i cztery bloki.

Nowojorczycy zawiedli głównie na polu skuteczności. Trafili tylko 37% z gry, w tym zaledwie 21% za trzy. Niechlubny prym w tej nieskuteczności wiódł grający w pierwszej piątce Miles McBride, który trafił tylko 4/14 z gry, w tym 3/10 za trzy.

Młody Zaccharie Risacher wyraźnie nie był zachwycony faktem, że trener Quin Snyder nie daje mu pograć w kluczowym momencie meczu. Chyba nawet wdał się tu w jakąś dyskusję z trenerem:


Chicago Bulls – Orlando Magic 121:114

Chicago Bulls odnieśli drugie z rzędu zwycięstwo, pokonując Orlando Magic 121:114. Kluczowy okazał się comeback w czwartej kwarcie, gdzie Bulls wygrali 30:19.

Matas Buzelis był największą gwiazdą meczu – zdobył 21 punktów, z czego aż 17 w drugiej połowie. Młody skrzydłowy trafił dwa rzuty wolne na 22,8 sekundy przed końcem, ustalając wynik na 119:114, a następnie zebrał swoją dziewiątą piłkę i posłał długie podanie do Isaaca Okoro, który wsadem przypieczętował zwycięstwo na 4 sekundy przed syreną.

Matas Buzelis zanotował więc 21 punktów, dziewięc zbiórek i najlepsze w sezonie siedem asyst, prowadząc Bulls do zwycięstwa. 21-latek popisał się też dość brutalnym wsadem nad Jalenem Suggsem:

Do świetnego występu młodego Buzelisa Kevin Huerter dołożył 20 punktów, Nikola Vucević miał double-double (17 punktów, 10 zbiórek), a Ayo Dosunmu również dorzucił 17 punktów. Aż sześciu graczy Bulls osiągnęło dwucyfrową zdobycz. Chicago zagrało drugi mecz z rzędu bez swoich dwóch najlepszych strzelców – Josha Giddeya i Coby’ego White’a, którzy doznali kontuzji w poniedziałkowej porażce z Minnesota Timberwolves.

Po stronie Magic Paolo Banchero tradycyjnie błyszczał z 31 punktami, a Anthony Black dodał 18. Desmond Bane zdobył 14, a Wendell Carter Jr. miał 13 punktów i 10 zbiórek.

Poważny cios dla Orlando to kolejna kontuzja Jalena Suggsa. Rozgrywający, który wrócił po siedmiu meczach absencji z powodu urazu biodra, w tym spotkaniu zdobył 11 punktów, ale pod koniec trzeciej kwarty niefortunnie wylądował i naciągnął prawe kolano, co zmusiło go do opuszczenia parkietu.


Milwaukee Bucks – Charlotte Hornets 122:121

Milwaukee Bucks pokonali Charlotte Hornets 122:121 po pełnej dramaturgii końcówce. Na przestrzeni ostatnich 40 sekund meczu prowadzenie zmieniało się aż pięciokrotnie. Dopiero wsad Giannisa Antetokounmpo po alley-oopie od Kevina Portera Jr. na 4,7 sekundy przed końcem przesądził o triumfie gospodarzy.

Ostatnimi 40 sekundami tego meczu możnaby obdzielić w emocje przynajmniej kilka spotkań. Na trójkę Ryana Rollinsa wyprowadzającą Bucks na prowadzenie po raz pierwszy w czwartej kwarcie, szybko odpowiedział layupem Miles Bridges. Chwilę później Kyle Kuzma trafił trójkę na 120:118 dla Bucks na 10,3 sekundy przed końcem. Hornets wzięli timeout, a po wznowieniu Sion James podał do Milesa Bridgesa, który wjechał pod kosz, zdobył lay-up i wymusił szóste przewinienie Kuzmy. Bridges wykorzystał dodatkowy rzut wolny, dając Charlotte prowadzenie 121:120 na 8,8 sekundy przed syreną.

Milwaukee natychmiast wzięło przerwę na żądanie. Po niej Kevin Porter Jr. wznowił z linii bocznej, podając do Giannisa. Antetokounmpo oddał piłkę Porterowi, ruszył pod kosz i otrzymał krótki lob, kończąc akcję potężnym wsadem na zwycięstwo:

Giannis zanotował 30 punktów, 10 zbiórek i pięć asyst. Wsparcie ofensywne dostał głównie od Ryana Rollinsa. Rozgrywający Bucks był niezwykle skuteczny – swoje 29 punktów zdobył trafiając aż 11/13 z gry, w tym 6/7 z dystansu. Kolejno 20 i 18 punktów z ławki dorzucili Bobby Portis i Kyle Kuzma.

Najlepszym strzelcem Hornets okazał się debiutant Kon Knueppel z dorobkiem 26 punktów. Kolejne 25 dorzucił Miles Bridges. LaMelo Ball trafił skromne 4/12 z gry na 12 punktów.


New Orleans Pelicans – Portland Trail Blazers 109:122

Portland Trail Blazers odnieśli przekonujące zwycięstwo 122:109 nad mocno osłabionymi kontuzjami New Orleans Pelicans. Było to trzecie zwycięstwo Blazers w czterech ostatnich meczach.

Portland na dobre przejęło prowadzenie pod koniec drugiej kwarty i nie oddało go do końca. Druga połowa była już blowoutem. Kluczowe okazały się wygrane zbiórki w ataku i dobitki. Blazers zdobyli aż 24 punkty po ofensywnych zbiórkach oraz 23 punkty po 15 stratach rywali. Przyczynił się do tego w ogromnej mierze Donovan Clingan – center Blazers zanotował 15 zbiórek, z czego aż dziewięć w ataku.

Najlepszy na placu był Deni Avdija, który zanotował 34 punkty i 11 asyst. Shaedon Sharpe dołożył 23 punkty, a Caleb Love błyszczał zza łuku, trafiając sześć trójek na drodze do 22 punktów. Donovan Clingan zaliczył double-double z 11 punktami i 15 zbiórkami.

Pelicans zanotowali szóstą z rzędu porażkę. Robił co mógł Zion Williamson, który zdobył 35 punktów. Wsparcie było jednak ograniczone – debiutant Jeremiah Fears dodał 18 punktów, Jordan Poole i Karlo Matkovic po 16, a Kevon Looney zebrał 12 piłek. Pelicans wystąpili w okrojonym składzie, bez Saddiqa Beya (biodro), Treya Murphy’ego III (plecy) oraz Derika Queena (mięsień czworogłowy).


Phoenix Suns – Sacramento Kings 129:102

Phoenix Suns łatwo pokonali 129:102 pogrążonych w kryzysie Sacramento Kings. Gospodarze odbudowali się po środowej porażce w Cleveland i wygrali piąty z sześciu ostatnich meczów, dominując zwłaszcza w drugiej połowie.

Devin Booker był nie do zatrzymania – zdobył 33 punkty w zaledwie 28 minut, trafiając 13/21 rzutów z gry, ale tylko 1/6 za trzy. Aż 20 z jego punktów padło już w pierwszej kwarcie, gdzie Booker sam zdobył prawie dwie trzecie dorobku Suns (32 punkty). Dzięki komfortowej przewadze Booker, wraz z Dillonem Brooksem i Markiem Williamsem, przesiedział całą czwartą kwartę na ławce. Brooks dołożył 18 punktów, a Williams 15 punktów i dziewięć zbiórek. Rezerwowi również błyszczeli – Collin Gillespie i Oso Ighodaro po 15 punktów, a Jamaree Bouyea 12.

Phoenix w pewnym momencie prowadziło nawet 28 punktami. Suns wygrali pierwszą połowę skromnie, tylko 62:56, ale trzecia kwarta należała zdecydowanie do nich. Gospodarze zbudowali przewagę do 18 punktów, a po trzech kwartach było już 97:83, co praktycznie przesądziło o losach meczu.

Sacramento poniosło czwartą porażkę z rzędu i szóstą na wyjeździe, pogarszając bilans do 8-27. Najlepszy w szeregach Kings był Keegan Murray z double-double na 23 punkty i 10 zbiórek. Russell Westbrook zdobył 17 punktów i rozdał sześć asyst, a Keon Ellis dodał 14 punktów. Zespół z Kalifornii nadal nie może znaleźć rytmu i tonie na dnie Konferencji Zachodniej.


Golden State Warriors – Oklahoma City Thunder 94:131

Oklahoma City Thunder odnieśli miażdżące zwycięstwo 131:94 nad mocno osłabionymi Golden State Warriors. Było to czwarte z rzędu zwycięstwo zespołu z OKC po pierwszej w sezonie serii dwóch porażek. Poprawili tym samym bilans do imponującego 30-5.

Warriors wystąpili w bardzo prowizorycznym składzie – zabrakło Stephena Curry’ego (kostka), Jimmy’ego Butlera (choroba), Draymonda Greena (odpoczynek) oraz Jonathana Kumingi (plecy). Trener Steve Kerr wystawił pierwszą piątkę złożoną z Brandina Podziemskiego, Mosesa Moody’ego, Willa Richarda, Gui Santosa i Quintena Posta. Najlepszy w szeregach gospodarzy był szerzej nieznany Will Richard z 13 punktami i pięcioma zbiórkami. Al Horford i Moody również zdobyli po 13 punktów, a Pat Spencer rozdał 11 asyst. Warriors nie byli jednak w stanie nawiązać równorzędnej walki z obrońcami tytułu.

Shai Gilgeous-Alexander ponownie był nie do zatrzymania – zdobył 30 punktów (10/20 z gry, 3/6 za trzy) i dołożył siedem asyst, wykorzystując wszystkie siedem rzutów wolnych. To już jego siódmy mecz w ostatnich dziewięciu z dorobkiem 30+ punktów, a trzeci z rzędu. W poprzednim starciu z Warriors (2 grudnia) Kanadyjczyk miał 38 punktów przy 13/21 z gry i pięciu trójkach. Chet Holmgren zanotował double-double: 15 punktów i 15 zbiórek (tylko dwie mniej od rekordu kariery).


Los Angeles Lakers – Memphis Grizzlies 128:121

Los Angeles Lakers rozpoczęli dwumecz z Memphis Grizzlies od zwycięstwa 128:121. Luka Doncic i LeBron James ponownie pokazali klasę, prowadząc zespół do comebacku i zwycięstwa przed niedzielnym rewanżem.

Doncic zanotował 34 punkty, w tym dokładnie połowę z linii rzutów wolnych (17/17), dodając osiem asyst i sześć zbiórek. LeBron James dołożył 31 punktów, dziewięć zbiórek i sześć asyst. Gwiazdy Lakers zdominowały czwartą kwartę, w której Jeziorowcy wyciagnęli decydującą serię 12:2. Doncic zdobył cztery punkty i asystował przy dwóch trójkach, a James zamknął run trafieniem:

Lakers prowadzili nawet 15 punktami w drugiej kwarcie, ale Grizzlies odpowiedzieli serią 18:0 i wyszli na pierwsze prowadzenie w meczu (trzy punkty przewagi). Caldwell-Pope trafił dwie z czterech trójek w tym fragmencie, a Jock Landale dołożył siedem punktów. Dwie kolejne trójki KCP na koniec trzeciej kwarty doprowadziły do remisu 96:96 przed decydującą częścią.

Grizzlies wystąpili w mocno okrojonym składzie – brakowało sześciu graczy, w tym Zacha Edeya. Mimo to sześciu zawodników osiągnęło dwucyfrową zdobycz. Najlepszy był Jaren Jackson Jr. z 25 punktami. Były gracz Lakers Kentavious Caldwell-Pope dodał 20 punktów, a Ja Morant, po 40-punktowym występie przeciwko 76ers, tym razem miał 16 punktów i 11 asyst. Dla Grizzlies to czwarta porażka w sześciu ostatnich meczach.


Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.


  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    9 komentarzy
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments