Za nami kolejna noc pełna wrażeń na parkietach NBA. Sporo emocji dostarczył nam mecz w Madison Square Garden, gdzie Sixers ograli Knicks po świetnym występie Tyrese’a Maxeya. Dobrze zaprezentował się też Kevin Durant, ale jego Rockets musieli uznać wyższość dużo niżej notowanych Mavericks. Wpadkę zaliczyli też Spurs, którzy nie mogli liczyć na wsparcie kontuzjowanego Victora Wembanyamy. Ostrogi przegrały z Blazers po triple-double Deniego Avdiji. Gwiazdą tej nocy był natomiast Jaylen Brown, który w zwycięskim starciu z LA Clippers zdobył aż 50 punktów.
Miami Heat – Minnesota Timberwolves 115:125
- Pierwsze minuty wskazywały, że to Minnestota Timberwolves powinni być lepiej dysponowanym zespołem tej nocy. Miami Heat rozpoczęli od kiepskiej skuteczności 3/12 z gry (1/7 za trzy), czym ułatwili rywalowi budowę przewagi, która stopniała jednak po serii punktowej gospodarzy (25:27).
- Przez kilka pierwszych minut drugiej odsłony wynik oscylował w granicach remisu, po czym seria 11:2, do której cegiełkę dołożył każdy zawodnik wyjściowej piątki, wyprowadziła przyjezdnych na dwucyfrowe prowadzenie (38:48). Heat odpowiedzieli jednak z przytupem i choć zbliżyli się do rywala na dwa oczka po serii trafień Normana Powella, to na przerwę schodzili z sześciopunktowym deficytem.
- W trzeciej odsłonie podopieczni Erika Spoelstry objęli nawet skromne prowadzenie (74:71), ale kilka minut później to znów oni musieli gonić wynik. Leśne Wilki jeszcze na długo przed ostatnią syreną zdominowały rywala i odskoczyły różnicą 19 punktów, co przesądziło o losach rywalizacji (90:109).
- Do zwycięstwa potrzebny był dobry występ tercetu Anthony Edwards (33 punkty, 5 asyst; 10/19 z gry) – Naz Reid (29 punktów, 4 zbiórki, 2 bloki; 4/7 zza łuku) – Julius Randle (23 punkty, 10 zbiórek, 4 asysty). Dla grających w kratkę Timberwolves to dopiero drugie zwycięstwo w pięciu ostatnich występach.
- Po stronie Heat wyróżnili się przede wszystkim Norman Powell (21 oczek), Nikola Jovic i Davion Mitchell (po 14 punktów). Porażka oznacza koniec trwającej cztery spotkania serii zwycięstw ekipy z Florydy, która traci tym samym miejsce w czołowej szóstce i spada na 8. lokatę.
New York Knicks – Philadelphia 76ers 119:130
- Jedno z najciekawiej zapowiadających się potyczek tej nocy. Początek spotkania był wyrównany, ale końcówka pierwszej kwarty i seria punktowa Philadelphia 76ers pozwoliły przyjezdnym wyjść na minimalne prowadzenie (30:31).
- Sixers przejęli kontrolę w drugiej odsłonie, notując w pewnym momencie serię 9:0 i budując kilkunastopunktową. New York Knicks odpowiedzieli jednak jeszcze przed przerwą, zmniejszając straty do ośmiu punktów, głównie za sprawą Jalena Brunsona i OG Anunoby’ego (58:66).
- W trzeciej kwarcie podopieczni Nicka Nurse’a odskoczyli nawet na 19 punktów po rzutach wolnych Embiida, ale gospodarze ponownie złapali kontakt. Nowojorczycy próbowali odrobić straty w całości na początku czwartej kwarty, kiedy to Karl-Anthony Towns był liderem tej pogoni. Sixers za każdym razem znajdowali jednak odpowiedź, odbudowując bezpieczną przewagę w kluczowych momentach meczu.
- W końcówce Maxey, Grimes i Edgecombe przypieczętowali zwycięstwo gości, nie pozwalając Knicks na kolejną serię punktową. Tyrese Maxey był nie do zatrzymania w Madison Square Garden, zdobywając 36 punktów, osiem zbiórek i cztery asysty. Joel Embiid (10 zbiórek, 5 asyst) i VJ Edgecombe dołożyli po 26 oczek.
- — Nie zaprezentowaliśmy naszej najlepszej koszykówki, ale Philadelphia zasługują na uznanie. Zagrali świetnie, a Maxey od początku był dla nas problemem […] Po raz pierwszy w tym sezonie przegraliśmy trzy mecze z rzędu. Znaleźliśmy się w miejscu, które jest nam obce — mówił po meczu trener Mike Brown.
- Po stronie Nowego Jorku najlepiej punktował Jalen Brunson (31), z kolei Karl-Anthony Towns zanotował double-double w postaci 23 oczek i 14 zbiórek. Knicks przegrali trzeci mecz z rzędu, a już wkrótce czeka ich spotkanie z liderem Wschodu Detroit Pistons.
Toronto Raptors – Atlanta Hawks 134:117
- RJ Barrett zdobył 29 punktów, co jest jego najlepszym wynikiem w tym sezonie. Brandon Ingram dorzucił również 29 punktów.
- Dla Toronto ważnym wsparciem byli też Scottie Barnes (20 pkt) oraz Immanuel Quickley (15 pkt).
- Mecz był wyrównany przez trzy kwarty. Raptors prowadzili tylko jednym punktem po 36 minutach. W ostatniej odsłonie zaliczyli jednak serię 16:0, która dała im 123:106 na 7:18 przed końcem. Hawks zaczęli ostatnią kwartę fatalnie – spudłowali sześć kolejnych rzutów z gry, zanim trójkę trafił Nickeil Alexander-Walker (przy 6:49 do końca).
- Raptors podtrzymali dobrą serię przeciwko Hawks. to ich piąte kolejne zwycięstwo w bezpośrednich starciach.
- Analitycy zauważają, że zawodnicy Toronto potrafią dokańczać mecze, czyli, że dobrze grają w czwartych kwartach, bo mają w tym sezonie bilans 17-1, kiedy zaczynają czwartą kwartę prowadząc.
- Po stronie Atlanty błyszczał Nickeil Alexander-Walker (31 pkt), a Jalen Johnson dołożył 30.
- Dyson Daniels miał 20 punktów i 12 asyst, a z ławki punkty dorzucili m.in. Vit Krejci (13) i Keaton Wallace (11).
- W Toronto wyróżnił się też Sandro Mamukelashvili: 13 punktów, 12 zbiórek i rekord kariery 8 asyst.
- Brandon Ingram, który zdobył 29 punktów zagrał bardzo efektywnie: 11/15 z gry, 1/2 za trzy, 6/6 z wolnych i 9 zbiórek.
- Dzień wcześniej Hawks jako pierwsi w sezonie zatrzymali Knicks poniżej 100 punktów, ale nie powtórzyli tego przeciwko Toronto.
- Trae Young nie zagrał czwarty mecz z rzędu (ma stłuczony mięsień czworogłowy). W Raptors nie wystąpił Jakob Poeltl, który.z powodu problemu z plecami opuścił szósty kolejny mecz.
Chicago Bulls – Charlotte Hornets 99:112
- Miles Bridges był kluczową postacią Charlotte Hornets, notując 26 punktów i 14 zbiórek, a Szerszenie przerwały serię porażek, wygrywając w Wietrznym Mieście 99:112. To jednak Chicago Bulls prowadzili do przerwy 58:50 i wyglądali na zespół kontrolujący wydarzenia na parkiecie.
- Trzecia kwarta całkowicie odmieniła obraz meczu. Hornets wygrali ją aż 32:17, w czym z pewnością pomogła kiepska skuteczność zza łuku podopiecznych Billy’ego Donovana (zaledwie 5 z 23).
- Brandon Miller trafił trzy trójki w trzeciej odsłonie i był napędem ofensywy Charlotte w kluczowym momencie spotkania. Mimo poprawy gry Charlotte, Bulls utrzymali kontakt przed czwartą kwartą po akcji Ayo Dosunmu, zmniejszając stratę do siedmiu punktów.
- W ostatniej części meczu przyjezdni szybko przejęli pełną kontrolę, zaliczając serię 10:0, która praktycznie zamknęła spotkanie. Decydujący cios zadał Miller, trafiając rzut z odskoku na cztery minuty przed końcową syreną, czym podwyższył prowadzenie do stanu 87:105.
- Solidne wsparcie wspomnianemu Bridgesowi zapewnili Brandon Miller (22 punkty) oraz Kon Knueppel (18). LaMelo Ball dołożył 17 punktów i 7 asyst.
- Hornets wyraźnie wygrali walkę na tablicach 52-43, mimo że do meczu przystąpili z mocno osłabioną rotacją podkoszową. Mimo to odnieźli cenne zwycięstwo po trzech porażkach z rzędu.
- Po stronie Bulls najwięcej punktów zdobył Nikola Vučević, autor 28 oczek, ośmiu asyst i siedmiu zbiórek, z kolei Matas Buzelis dorzucił 17. Chicago grało tej nocy bez Josha Giddeya i Coby’ego White’a, natomiast Jalen Smith opuścił parkiet w trzeciej kwarcie po zderzeniu z LaMelo.
San Antonio Spurs – Portland Trail Blazers 110:115
- Portland Trail Blazers względnie kontrolowali spotkanie w Teksasie niemal od samego początku. W pierwszej połowie podopieczni Tiago Splittera nie przegrywali w pierwszej kwarcie ani razu m.in. dzięki kiepskiej skuteczności San Antonio Spurs zza łuku (25%), ale ich przewaga stopniała nieco przed przerwą (51:55).
- Ostrogi objęły swoje jedyne prowadzenie dopiero w trzeciej kwarcie, ale utrzymało je zaledwie przez 18 sekund. Odpowiedź Blazers była bowiem natychmiastowa, a trójka Sidy’ego Cissoko doprowadziła do remisu, po czym Toumani Camara i Deni Avdija szybko przywrócili prowadzenie gości (77:79).
- Kluczowy moment nastąpił na przełomie trzeciej i czwartej kwarty, gdy Portland zanotowało serię 12:0 i odskoczyło na 80:93. Spurs nie składali broni i w końcówce ponownie złapali kontakt, zmniejszając straty do jednego punktu po akcji Fox–Castle (110:111). Końcówka należała jednak do Blazers, którzy odbudowali swoją przewagę po trójce Avdiji i choć różnica cały czas była niewielka, to nie pozwolili oni gospodarzom na odwrócenie losów meczu.
- Deni Avdija był zdecydowanym liderem Trail Blazers, notując triple-double na poziomie 29 punktów, 11 zbiórek i 10 asyst. Donovan Clingan dołożył najlepszy w karierze występ punktowy w postaci 24 oczek, a także 12 zbiórek. Toumani Camara również miał duży wkład w zwycięstwo, kończąc mecz z 20 punktami i 8 zbiórkami.
- Po stronie Spurs po 20 punktów zdobyli Luke Kornet i Julian Champagnie, a De’Aaron Fox zakończył spotkanie z 19 punktami. Drugi raz z rzędu nie zagrał Victor Wembanyama, który od spotkania z Knicks leczy drobny uraz. Na parkiecie — choć decyzją trenera — nie pojawił się Jeremy Sochan.
Dallas Mavericks – Houston Rockets 110:104
- Nie takiego rezultatu spodziewali się sympatycy Houston Rockets. Po fantastycznym początku w wykonaniu Kevina Duranta (14 punktów w 1Q) przyjezdni prowadzili różnicą dwóch posiadań (25:31), ale w drugiej odsłonie cały zespół Rakiet trafiał fatalne 25% z gry i zza łuku.
- To w połączeniu z solidną skutecznością Dallas Mavericks sprawiło, że to podopieczni Jasona Kidda schodzili na przerwę z zaliczką (57:50). W trzeciej kwarcie po serii punktowej autorstwa Maxa Christie’ego, Brandona Williamsa oraz Caleba Martina gospodarze odskoczyli na 13 oczek i przez znaczna część ostatniej odsłony również utrzymywali podobną przewagę.
- Mavs próbowali za wszelką cenę uniknąć nerwowej końcówki, ale trafienie Tariego Easona przy 1:07 na zegarze zmniejszyło stratę Houston do zaledwie pięciu oczek (106:101). Momentalnie odpowiedział jednak Christie, a chwilę później KD popełnił stratę, choć po zaledwie kilku sekundach to samo przytrafiło się Anthony’emu Davisowi.
- W kolejnym ataku Durant nie wykorzystał już jednak swojej okazji, przez co Rockets musieli intencjonalnie faulować rywala. Przy ponad 30 sekundach na zegarze Davis wykorzystał obie próby, czym podwyższył prowadzenie gospodarzy do dziewięciu oczek i w dużej mierze przesądził o losach rywalizacji.
- Dla Mavs jest to dopiero pierwsze zwycięstwo po serii czterech porażek, a zarazem siedmiu porażek w dziewięciu kolejnych spotkaniach. Kluczowy okazał się Anthony Davis (26 punktów, 12 zbiórek, 5 bloków), którego wspierał głównie Max Christie (24 oczka, 7 zbiórek).
- Po stronie Houston dwoił się i troił Kevin Durant, zdobywca 34 punktów, siedmiu asyst, pięciu zbiórek i trzech bloków. Trzeba wspomnieć, że już w pierwszej minucie meczu Rockets stracili Alperena Senguna, który opuścił parkiet z uwagi na uraz kostki. Jego stan nie jest obecnie klarowny.
Golden State Warriors – Utah Jazz 123:114
- Stephen Curry wrócił do gry po krótkiej, trwającej zaledwie jeden mecz nieobecności i od razu o sobie przypomniał. Rozgrywający Golden State Warriors zdobył 31 punktów oraz pięć asyst i miał kluczowy wpływ na szóste zwycięstwo swojego zespołu w ośmiu ostatnich spotkaniach.
- W pierwszej i drugiej kwarcie to Utah Jazz utrzymywali się na prowadzeniu. Kluczowa okazała się trzecia odsłona, którą Wojownicy wygrali aż 42:31 i objęli tym samym prowadzenie różnicą dwóch posiadań (100:96). W ostatniej części gry gospodarze ograniczyli rywala do zaledwie 18 punktów, co było kluczowe dla końcowego rezultatu.
- Oprócz Curry’ego tylko czterech zawodników zamknęło mecz z dwucyfrowym dorobkiem puntkowym. Najlepiej pod tym względem wypadli Jimmy Butler III (15 oczek, 7 asyst, 3 przechwyty) oraz Quinten Post (15 punktów, 5 zbiórek, 6/9 z gry). Brandin Podziemski, który mierzy się ostatnio z falą krytyki, dorzucił sześć oczek, osiem asyst i sześć zbiórek (2/7 z gry).
- Po drugiej stronie dominował przede wszystkim Lauri Markkanen (35 punktów, 6 zbiórek; 15/27), który mógł potencjalnie próbować wysłać sygnał do GSW, czyli zespołu swojego czasu zainteresowanego jego usługami. Keyonte George dodał od siebie 22 oczka i dziewięć asyst, ale też siedem strat.
Los Angeles Clippers – Boston Celtics 146:115
- Całkowita dominacja Boston Celtics, która zaczęła się już w pierwszej kwarcie. Od początku rywalizacji karty rozdawali przede wszystkim Jaylen Brown i Derrick White, którzy przed przerwą mieli na swoim koncie odpowiednio 20 i 23 oczka. Los Angeles Clippers byli jeszcze w stanie odpowiedzieć w drugiej odsłonie, zmniejszając swoją stratę do ośmiu punktów (63:71).
- Po powrocie na parkiet podopieczni Joe Mazzulli znów wrzucili wyższy bieg i raz jeszcze zaaplikowali rywalowi 42 oczka, ale dopiero w czwartej kwarcie całkowicie podcięli rywalowi skrzydła. W dalszym ciągu kapitalnie prezentował się Brown, na którego gospodarze nie byli po prostu w stanie znaleźć odpowiedzi.
- W końcowym rozrachunku Jaylen Brown zdobył aż 50 punktów, czym wyrównał swój rekord kariery, który wcześniej ustanowił 2 stycznia 2022 roku przeciwko Orlando Magic. Dziś do swojego dorobku dorzucił pięć asyst i trzy zbiórki (18/26 z gry, 6/10 za trzy).
- Wspierał go przede wszystkim Derrick White, który po przerwie był już mniej aktywny, ale i tak skompletował ostatecznie 29 pnktów, siedem asyst, cztery zbiórki i dwa bloki. Anfernee Simons dorzucił 15 punktów, z kolei double-double zapisał na swoim koncie Jordan Walsh (13 punktów, 13 zbiórek).
- Grę Clippers próbowali napędzać Kawhi Leonard i John Collins, którzy zdobyli po 22 punkty. O ile drugi z nich błysnął skutecznością (9/10), o tyle pierwszy pod tym względem rozczarował (6/17). Podwójną zdobyczą może natomiast pochwalić się James Harden (18 punktów, 12 asyst).










