Orlando Magic pokonali Cleveland Cavaliers 128:122. Do wygranej poprowadził ich Desmond Bane, który zdobył 35 punktów. To bardzo ważne zwycięstwo dla Magic, bo umacnia ich na 5. miejscu na Wschodzie. Ważna też porażka Cavs, którzy mieli mieć bardzo łatwy terminarz do końca sezonu, ale nie potrafią tego wykorzystać. Kawhi Leonard zdobył 45 punktów, a Clippers pokonali Wolves aż 153:128. Hornets wciąż są trudni do powstrzymania (wygrali z Kings), a New York Knicks ograli Utah Jazz. Jeremy Sochan spędził na boisku trzy minuty i zdobył cztery punkty. Niespodziewanej wysokiej porażki doznali koszykarze Houston Rockets w Denver. Nuggets wygrali 129:93.
Utah Jazz – New York Knicks 117:134
- New York Knicks przerwali serię dwóch porażek z rzędu (z Lakers i Clippers) wygrywając z Utah Jazz 134:117, choć jeszcze na początku drugiej kwarty przegrywali 31:49!
- Najlepszym graczem Knicks był Jalen Brunson, który zdobył 28 punktów, dołożył osiem asyst oraz trzy przechwyty. Bardzo ważną rolę odegrał też Jordan Clarkson, który wrócił do rotacji i zdobył 27 punktów. OG Anunoby dodał 22 punkty, a Karl-Anthony Towns zakończył mecz z dorobkiem 21 punktów, 7 zbiórek i 7 asyst.
- Po stronie Utah najwięcej punktów zdobył Brice Sensabaugh, który zakończył spotkanie z 29 punktami. Ace Bailey dołożył 21, a Keyonte George miał 14 punktów i pięć asyst, zanim w połowie trzeciej kwarty opuścił parkiet z powodu urazu prawego mięśnia dwugłowego uda.
- Jazz znakomicie weszli w mecz i od początku trafiali z dystansu. W pewnym momencie mieli 11 celnych trójek na pierwszych 13 prób! Sensabaugh, Bailey i Kevin Love trafili razem siedem trójek w ciągu pierwszych 14 minut spotkania. Utah zakończyło mecz z bilansem 18/36 za trzy.
- Knicks jeszcze przed przerwą zeszli ze stratą do jednocyfrowego poziomu, a potem całkowicie odwrócili losy meczu. Kluczowy okazał się fragment 20:4 rozciągnięty między trzecią a czwartą kwartą.
- Brunson dał Knicks prowadzenie akcją 2+1 na 1,6 sekundy przed końcem trzeciej kwarty. Chwilę później Clarkson podkreślił świetny fragment nowojorczyków dwoma kolejnymi trafieniami, które dały im prowadzenie 101:94 już na początku czwartej odsłony.
- Clarkson był jedną z najważniejszych postaci w decydującym momencie meczu. W trakcie przełomowej serii albo zdobywał punkty, albo bezpośrednio kreował kosze kolegom, a do tego dorzucił jeszcze dwa rzuty wolne.
- Knicks trafili 17 rzutów za trzy i rzucali z gry ze skutecznością 52%. Po słabym początku szybko złapali rytm w ataku i z czasem zaczęli wyraźnie przejmować kontrolę nad spotkaniem.
- Knicks mieli siedem strat w pierwszej połowie, a w drugiej zaledwie trzy. Jazz zakończyli mecz z 15 stratami.
- Po objęciu prowadzenia nowojorczycy nie oddał już inicjatywy gospodarzom i ostatecznie powiększył przewagę nawet do 22 punktów. Mecz zaczął się dla Knicks bardzo źle, ale skończył się pewnym zwycięstwem.
- Jeremy Sochan pojawił się w końcówce spotkania, kiedy zegar pokazywał 2:51 do zakończenia meczu. W pierwszej akcji w ataku Polak dobrze ściął pod kosz i podanie od Townsa zamienił na punkty. W kolejnej akcji faulował taktycznie rywala, aby Clarkson mógł opuścić boisko przed zakończeniem. W ataku znów świetnie odnalazł się pod koszem, podał do niego Tyler Kolek, a Sochan zamienił to podanie na punkty. W kolejnej akcji pod koszem rywali Polak zebrał piłkę w ataku i oddał na obwód, aby w następnej sytuacji na własnej połowie zaliczyć przechwyt.
- To miało być jedno z tych spotkań, które Knicks mieli wygrać bez większych problemów, a zmiennicy mieli dostać więcej minut. Tymczasem 31:49 w drugiej kwarcie mówi wszystko. Nowojorczycy musieli gonić wynik, co im się udało, ale ucierpieli na tym rezerwowi, którzy liczyli na dłuższą grę w tym spotkaniu.
- Knicks są w trakcie serii meczów wyjazdowych. Wygrali w Denver, przegrali z Lakers i Clippers w Los Angeles, a teraz wygrali w Salt Lake City. Kolejny mecz grają w nocy z piątku na sobotę w Indianapolis z Pacers, a potem czekają ich już dwa mecze we własnej hali (z Warriors i Pacers).
Orlando Magic – Cleveland Cavaliers 128:122
- Orlando Magic wygrali z Cleveland Cavaliers 128:122 i odnieśli piąte zwycięstwo z rzędu. To ich najdłuższa seria wygranych w tym sezonie.
- Najlepszym graczem Magic był Desmond Bane, który zdobył 35 punktów i przesądził o wyniku w końcówce. Kiedy zegar pokazywał 17 sekund trafił trójkę, a następnie dołożył dwa rzuty wolne.
- Paolo Banchero dodał dla Orlando 25 punktów, osiem zbiórek i siedem asyst. Bardzo ważny wkład miał też Tristan da Silva, który zakończył mecz z 23 punktami, z czego dziewięć zdobył w czwartej kwarcie.
- Po stronie Cleveland najwięcej punktów zdobył James Harden, który miał 30 punktów i osiem asyst. Donovan Mitchell dołożył 25 punktów, a Evan Mobley zanotował 18 punktów i 13 zbiórek.
- Cavaliers długo trzymali się w grze. Mitchell trafił trójkę, po której Cleveland przegrywało już tylko dwoma punktami, choć wcześniej Orlando prowadziło 13 punktami w drugiej połowie czwartej kwarty.
- Na odpowiedź Magic nie trzeba było długo czekać. Bane trafił bardzo trudną trójkę na 17,4 sekundy przed końcem. Chwilę później zachował spokój na linii rzutów wolnych i przypieczętował zwycięstwo.
- W końcówce ważny sygnał do pogoni dał też Keon Ellis. Trafił trzy trójki w kluczowym fragmencie meczu i zakończył spotkanie z dorobkiem 20 punktów.
- W pierwszej połowie ton grze Cleveland nadawali Mitchell i Harden, którzy zdobyli po 16 punktów. Cavaliers mieli jednak problem ze skutecznością z dystansu w drugiej kwarcie, bo spudłowali 11 z 12 rzutów za trzy, a do przerwy na tablicy był remis 62:62.
- Po zmianie stron Harden rozpoczął drugą połowę od celnej trójki, ale Cleveland szybko miało też problem z faulami Evana Mobleya. Środkowy Cavaliers złapał czwarte przewinienie już po 35 sekundach trzeciej kwarty.
- Cleveland przegrało po raz piąty w ostatnich dziewięciu meczach, po tym jak wcześniej miało serię siedmiu kolejnych zwycięstw. Orlando jest natomiast w bardzo dobrym momencie sezonu i wyraźnie złapało rytm.
- W Cavs nie grał Jarrett Allen. To jego trzeci mecz z rzędu opuszczony przez problemy z kolanem.
Denver Nuggets – Houston Rockets 129:93
- Denver Nuggets rozbili Houston Rockets 129:93 w ważnym meczu na Zachodzie. Dzięki temu wygrali serię sezonową 3–1 i w przypadku takiego samego bilansu na koniec sezonu zajmą wyższe miejsce od Rockets. Zbliżyli się też do Houston na pół meczu w tabeli Zachodu.
- Nikola Jokić zanotował swoje 25. triple-double w tym sezonie. Serb zakończył spotkanie z dorobkiem 16 punktów, 13 asyst i 12 zbiórek. Było to jego 187. triple-double w karierze. Dziesiątą zbiórkę, która dała mu triple-double, zanotował na 4:14 przed końcem trzeciej kwarty. Już po raz 15. w tym sezonie Jokić skompletował triple-double jeszcze przed rozpoczęciem czwartej odsłony.
- Najwięcej punktów dla Denver zdobył Jamal Murray, który zakończył mecz z dorobkiem 30 punktów. Nuggets zagrali bardzo solidne spotkanie i szczególnie mocno przyspieszyli po przerwie.
- Do przerwy prowadzili tylko sześcioma punktami, ale trzecia kwarta całkowicie ustawiła mecz. Denver wygrało ją 40:22 i pod koniec tej części spotkania miało już prowadzenie 82:63.
- Dla Nuggets był to też ważny moment z innego powodu. Po raz pierwszy od połowy listopada wygrali mecz grając razem w wyjściowym składzie z pierwszego meczu sezonu. Po przerwie na All-Star Weekend Denver przegrało sześć z dziesięciu spotkań, a trener David Adelman ostrożnie zarządzał minutami zawodników wracających do gry.
- Houston kompletnie zawiodło na obwodzie. Rockets trafili tylko 4 z 33 rzutów za trzy, co bardzo ułatwiło Denver budowanie przewagi.
- Kevin Durant zakończył mecz z zaledwie 11 punktami i trafił 5 z 8 rzutów z gry (najmniej w całym sezonie).
- Nuggets nie dali Rockets większych szans w drugiej połowie i zamknęli mecz bardzo pewnym zwycięstwem. W tak wyrównanej tabeli Zachodu taki wynik może mieć duże znaczenie.
New Orleans Pelicans – Toronto Raptors 122:111
- Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że Toronto Raptors mogą być rewelacją rozgrywek i zaskoczyć jeden z czołowych zespołów w Konferencji Wschodniej. W ostatnim czasie ich forma pozostawia jednak sporo do życzenia. Wczorajsza wpadka z New Orleans Pelicans była już szóstą porażką Kanadyjczyków w ośmiu ostatnich spotkaniach.
- Tej nocy problemem okazała się przede wszystkim skuteczność. Podczas gdy podopieczni Darko Rajakoviciawykorzystywali zaledwie 41% swoich rzutów z gry i 32% zza łuku, Pels błyszczeli efektywnością (51% oraz 48%).
- Kluczowa dla losów rywalizacji okazała się trzecia odsłona. Do przerwy wynik oscylował jeszcze w granicach remisu, ale po powrocie na parkiet gospodarze przejęli inicjatywę i odskoczyli nawet na 16 punktów.
- — Próbujemy budować zwycięskie nawyki. Każdego dnia, na i poza parkietem, trzymamy się razem i rywalizujemy na najwyższym poziomie. Nigdy nie chodzi tylko o ciebie. Kiedy wiesz, co wnosisz do zespołu i gdy wszyscy dokładamy coś od siebie, tworzy się coś szczególnego — mówił po meczu Dejounte Murray, autor 27 punktów i sześciu asyst.
- Świetnie wypadł również Trey Murphy III, który zapisał na swoim koncie 28 oczek, siedem asyst i trzy bloki. Zion Williamson dorzucił z kolei 19 punktów, sześć zbiórek i cztery asysty. Dla ekipy z Nowego Orleanu jest to już siódme zwycięstwo w dziesięciu ostatnich występach.
- Po stronie Raptors wyróżniali się głównie Immanuel Quickley (25 punktów, sześć zbiórek; 3/7 za trzy) oraz Brandon Ingram (22 punkty, 6 zbiórek, 5 asyst, 4 przechwyty). Skuteczności zabrakło Scottie’emu Barnesowi (9 oczek; 4/14 z gry).
autor relacji: Krzysztof Dziadek
Sacramento Kings – Charlotte Hornets 109:117
- Charlotte Hornets zaliczyli w ostatnim czasie kilka wpadek, ale cały czas są niezwykle utalentowanym i niebezpiecznym zespołem. Minionej nocy ich ofiarą padli Sacramento Kings, co dla Szerszeni oznaczało ósme zwycięstwo w dziesięciu ostatnich spotkaniach.
- W pierwszej połowie gospodarze radzili sobie jeszcze całkiem dobrze. Wyróżniał się przede wszystkim DeMar DeRozan, który po dwóch kwartach miał na swoim koncie 22 punkty, a jego zespół nieznacznie prowadził (62:59).
- Obraz gry zmienił się jednak po powrocie na parkiet. Inicjatywę przejęli Hornets z Milesem Bridgesem i Brandonem Millerem na czele. Przyjęzdni wrzucili wyższy bieg, narzucili swoje tempo i wręczyli tym samym Kings ich 51. porażkę w bieżących rozgrywkach.
- LaMelo Ball znów błysnął, tym razem zapisując do swojego dorobku 30 punktów, sześć zbiórek i pięć asyst. Wspierali go przede wszystkim fenomenalny Kon Knueppel (24 punkty, 7 zbiórek; 5/8 zza łuku) oraz Miles Bridges (26 punktów, 5 asyst).
- Po stronie Kings dwoił się i troił DeMar DeRozan (39 punktów, 6 asyst), który pod nieobecność pozostałych liderów, w tym Russella Westbrooka, musiał niemal w pojedynkę ciągnąć zespół. Debiutant Nique Clifford dorzucił 18 oczek i rozdał osiem asyst.
autor relacji: Krzysztof Dziadek
Los Angeles Clippers – Minnesota Timberwolves 153:128
- Czy w Minneapolis zaczną wkrótce bić na alarm? Minionej nocy Minnesota Timberwolves przegrali swój trzeci mecz z rzędu, tym razem pozwalając całkowicie rozbić się ofensywie Los Angeles Clippers.
- Już w pierwszej kwarcie widoczna była różnica klas, kiedy to gospodarze odskoczyli na dwucyfrowy pułap. Wilki zdołały zmniejszyć nieznacznie straty przed przerwą, ale po powrocie na parkiet podopieczni Tyronna Lue znów odskoczyli na zdecydowanie bezpieczniejszy dystans (95:76).
- Ostatnia odsłona tej rywalizacji była podsumowaniem tego, co działo się przez niemal całą noc. Clippers ponownie zdominowali swojego rywala (44:30), a tuż po końcowej syrenie zawodnicy oby ekip wdali się w przepychankę.
- Furorę w mediach społecznościowych zrobił Kawhi Leonard, autor 45 punktów, pięciu zbiórek i pięciu asyst, który powiedział wówczas „hej, bójka”, a na jego twarzy pojawił się ogromnym uśmiech.
- Oprócz Kawhia kluczową rolę w trzecim z rzędu, a zarazem szóstym zwycięstwie LAC w siedmiu ostatnich spotkaniach, odegrali Darius Garland (21 punktów, 6 asyst) oraz rezerwowy Bennedict Mathurin (22 oczka; 10/12 z linii).
- Po drugiej stronie prym wiódł Anthony Edwards (36 punktów, 5 asyst, 5 strat), ale brakowało mu wsparcia ze strony pozostałych graczy pierwszej piątki. Naz Reid dorzucił 18 oczek, a Julius Randle, Jaden McDaniels oraz Jaylen Clark po 11.
autor: Krzysztof Dziadek










