Kolejna noc i kolejna dawka emocji związana z najlepszą ligą świata. Działo się w Atlancie, gdzie Hawks po kapitalnym występie Nickeila Alexandra-Walkera oraz triple-double Jalena Johnsona ograli Magic i zaliczyli 10. z rzędu zwycięstwo. Ciekawie było też w Bostonie, gdzie pojedynek strzelecki urządzili sobie Jaylen Brown i Devin Booker, a ostatecznie Celtics okazali się lepsi od Suns. W meczu na szczycie w Teksasie Rockets musieli uznać wyższość LA Lakers w meczu kluczowym dla układu sił w tabeli Konferencji Zachodniej. Na zakończenie nocy Spurs wykorzystali nieobecność Kawhia Leonarda i ograli Clippers.
Atlanta Hawks – Orlando Magic 124:112
- Atlanta Hawks są w znakomitej formie i ani myślą zwalniać tempa. Minionej nocy ekipa z Georgii ograła Orlando Magic i odniosła tym samym 10. zwycięstwo z rzędu. Pozwoliło im to wrócić na 8. miejsce w tabeli Konferencji Wschodniej kosztem trapionych kontuzjami Philadelphia 76ers.
- Już w pierwszej połowie gospodarze tej rywalizacji przejęli inicjatywę i i zbudowali sobie wyraźną przewagę (67:50). Tylko wówczas prezentujący kapitalną formę Nickeil Alexander-Walker miał na swoim koncie aż 24 oczka.
- Jastrzębie przyspieszyły jeszcze bardziej po powrocie na parkiet. Seria punktowa pozwoliła im powiększyć swoją przewagę nawet do pułapu 29 punktów i wówczas było już w dużej mierze po meczu. Przyjezdni z Florydy próbowali jeszcze wrócić do walki i udało im się nawet znacząco zmniejszyć stratę, ale to wszystko, na co było ich stać tej nocy.
- — Zabrakło nam po prostu energii. Trzeba oddać to Hawks, wyszli na parkiet szybcy i agresywni. Chodziło tu o małe rzeczy. Z pewnością byliśmy tej nocy o krok wolniejsi — mówił po meczu trener Jamahl Mosley.
- Wspomniany Alexander-Walker zaliczył kapitalny występ, notując ostatecznie 41 punktów (9/14 za trzy). Triple-double, drugie z rzędu a zarazem 13. w tym sezonie, odnotował Jalen Johnson (24 punkty, 15 zbiórek, 13 asyst). Dyson Daniels dorzucił od siebie 15 oczek i 12 zebranych piłek.
- Po stronie Magic najlepiej radzili sobie Paolo Banchero (18 punktów, 10 zbiórek), Desmond Bane (18 punktów, 4 asysty) oraz Wendell Carter Jr. (17 oczek, 3 zbiórki). Goście z Orlando przegrali walkę w ofensywnych zbiórkach (8-15) i wysłali swoich rywali na linię rzutów wolnych 29 razy.
Washington Wizards – Golden State Warriors 117:125
- Do składu Golden State Warriors wrócili Draymond Green, De’Anthony Melton oraz Kristaps Porzingis i choć ekipa z San Francisco cały czas musi radzić sobie bez trzonu w postaci Stephena Curry’ego, to zdołali tej nocy mimo wszystko przerwać niefortunną serię pięciu porażek z rzędu i pokonać niżej notowanych Washington Wizards.
- W pierwszej połowie przyjezdni nie przypominali zespołu słynącego z rzutów za trzy (29,4% zza łuku), ale mimo to schodzili do szatni ze skromną przewagą (57:64). Po powrocie na parkiet solidną koszykówkę zaprezentował De’Anthony Melton, co w połączeniu z 60,9% z gry pozwoliło im nieco odskoczyć.
- W ostatniej odsłonie Warriors całkowicie stracili swoją efektywność (38,9% z gry i 16,7% zza łuku), co zostało z kolei przejęte przez Wizards (52,9% z gry i 50% za trzy). To jednak nie wystarczyło, by wyszarpać prowadzenie z rąk rywala.
- Kristaps Porzingis skompletował tej nocy aż 30 punktów, do czego dołożył pięć zbiórek, cztery asysty, trzy bloki i dwa przechwyty. Kapitalnie spisał się też wspomniany Melton, autor 27 oczek. Po drugiej stronie błyszczeli Trae Young, Bilal Coulibaly i Will Riley (wszyscy po 21 punktów).
- Co ciekawe, dla Steve’a Kerra było to już 600. zwycięstwo w roli szkoleniowca. Dokonał tego w swoim 943. spotkaniu. Szybciej wynik ten osiągnęli jedynie Phil Jackson (805), Pat Riley (832) oraz Gregg Popovich (887).
- — To nie była świetna koszykówka, ale potrzebowaliśmy zwycięstwa i byliśmy wystarczająco dobrzy, żeby to zrobić — mówił po meczu. — To nieprawdopodobne, by usłyszeć swoje nazwisko w takim gronie. To, co nas łączy, to jednak talent. Nie możesz wygrywać w tej lidze bez świetnych zawodników, a ja od początku przejąłem tę pracę z niesamowitym talentem — dodał, komentując swój wyczyn.
Boston Celtics – Phoenix Suns 120:112
- Jayson Tatum kontynuuje grę w trykocie Boston Celtics, choć minionej nocy również miewał momenty z gorszą skutecznością. Ostatecznie skompletował 21 punktów, siedem zbiórek i cztery asysty, trafiając 8/18 z gry i 2/8 zza łuku.
- Mecz ten nie należał do najłatwiejszych, bo Devin Booker robił co mógł, żeby poprowadzić swoją ekipę do zwycięstwa. W końcowym rozrachunku skompletował aż 40 oczek i rozdał sześć asyst, przy czym popełnił jednak siedem strat (15/24 z gry, 2/7 za trzy).
- Celtowie mieli jednak po swojej stronie Jaylena Browna, który odpowiedział aż 41 punktami, z czego 18 z nich zdobył w czwartej kwarcie (do tego 7 zbiórek, 6 asyst; 10/20 z gry, 19/21 z linii). Dodatkowo gospodarze mogli liczyć na Derricka White’a (21 punktów, 5 asyst; 5/11 zza łuku) oraz wchodzącego z ławki Paytona Pritcharda (19 oczek, 6 asyst), co przechyliło szalę na ich stronę.
- — Czułem się dobrze. To był wyrównany mecz przed własną publicznością. Cieszę się, że mogłem brać udział w kluczowych dla zwycięstwa akcjach po obu stronach parkietu. Już od dawna nie byłem częścią [spotkania z tak wyrównaną końcówką] — komentował po meczu Tatum.
- Phoenix Suns walczą o miejsce w czołowej szóstce Konferencji Zachodniej, ale po wcześniejszej serii sześciu zwycięstw w siedmiu meczach teraz mają na swoim koncie dwie z rzędu porażki. Okazją na rewanż będzie ich dzisiejsze starcie z Minnesota Timberwolves.
Brooklyn Nets – Portland Trail Blazers 95:114
- Deni Avdija i Toumani Camara byli najskuteczniejsi w ekipie Portland i obaj zdobyli po 18 punktów w pierwszym starciu Portland Trail Blazers z Brooklyn Nets w bieżącym sezonie. Scoot Henderson dorzucił 16 punktów z ławki, a Donovan Clingan zanotował double-double (14 punktów, 11 zbiórek).
- Przyjezdni od początku narzucili swoje tempo, rozpoczynając mecz z wysokiego „C” serią 10:0. Już po pierwszej kwarcie prowadzili wyraźnie 35:20. Był to jednak dopiero początek ich dominacji tego wieczoru.
- Podopieczni Tiago Splittera ani przez moment nie oddali bowiem prowadzenia. Kluczowa była druga kwarta, po której Blazers prowadzili już 65:41, skutecznie ograniczając ofensywę rywali. Ostatecznie ich przewaga sięgała nawet pułapu 31 punktów.
- Nic Claxton był jednym z nielicznych jasnych punktów Nets i zakończył mecz z 12 punktami i 10 zbiórkami. Trzeba jednak pamiętać, że Nowojorczycy zmagają się z problemami kadrowymi. W ich składzie zabrakło m.in. Michaela Portera Jr’a (uraz kostki) czy Noaha Clowneya (odpoczynek).
- Nets są w wyraźnym dołku formy. Przegrali czwarte spotkanie z rzędu i aż 14 z ostatnich 16 meczów. Tej nocy mieli też ogromne kłopoty ze skutecznością, trafiając jedynie 30% swoich prób z gry, przy tym zaledwie 14,3% zza łuku.
- Portland prezentowali się pod tym względem dużo lepiej i popisali się solidną efektywność w ataku (51% z gry i 42% zza łuku). Dzięki tej wygranej Blazers pozostają w grze o jak najlepsze rozstawienie w play-inach na Zachodzie, ponownie zmniejszając stratę do Golden State Warriors.
Chicago Bulls – Memphis Grizzlies 132:107
- To nie było wyrównane widowisko. Chicago Bulls byli tej nocy wyraźnie lepiej dysponowani, a kluczowa okazała się druga połowa, którą Byki zdominowały 71:50, ostatecznie rozbijając rywali różnicą 25 punktów.
- Memphis Grizzlies nie mieli zbyt wiele do powiedzenia, na co wpłynęła z pewnością ich sytuacja kadrowa. W ich rotacji cały czas brakuje m.in. Ja Moranta, Zacha Edeya, Santiego Aldamy, Scotty’ego Pippeja Jr’a czy Brandona Clarke’a.
- Cedric Coward zdobył 17 punktów, z kolei Jaylen Wells i Taylor Hendricks dorzucili po 16 oczek, ale nie uchroniło to przyjezdnych przed ósmą z rzędu porażką. W 18 ostatnich spotkaniach bilans ekipy prowadzonej przez Tuomasa Iisalo to 3-15.
- Josh Giddey był niekwestionowanym liderem Chicago, notując czwarte triple-double w pięciu ostatnich spotkaniach (16 punktów, 15 zbiórek, 13 asyst). W całym sezonie to już jego 12. potrójna zdobycz, co daje mu pod tym względem trzecie miejsce w NBA za Nikolą Jokiciem i Jalenem Johnsonem.
- Oprócz niego solidnie wypadł też Matas Buzelis, który zapisał na swoim koncie aż 29 punktów (5/13 za trzy), czym kontynuuje swoje popisy z ostatnich tygodni. Solidne 17 oczek z ławki dorzucił Tre Jones. Warto zaznaczyć, że dla ekipy z Wietrznego Miasta to dopiero piąta wygrana w 23 ostatnich występach.
New Orleans Pelicans – Dallas Mavericks 129:111
Houston Rockets – Los Angeles Lakers 92:100
- Jedno z najciekawiej zapowiadających się spotkań tej nocy nie rozczarowało. Zaczęło się od wyrównanej wymiany ciosów, w której świetnie odnajdywał się Luka Doncić, autor 16 oczek w pierwszej kwarcie. Los Angeles Lakers odskoczyli w pewnym momencie na sześć punktów, ale Houston Rockets szybko zniwelowali straty (28:29).
- W drugiej odsłonie skuteczność Jeziorowców spadła z ponad 60% na 31,6% (12,5% zza łuku), co w mgnieniu oka wykorzystali Kevin Durant i Dorian Finney-Smith, wyprowadzając swoją ekipę na prowadzenie do przerwy (57:51). Po powrocie na parkiet znów górą byli jednak Lakers, którzy napędzani przez Doncicia i LeBrona Jamesa odzyskali przewagę (80:83).
- Kluczowa była więc ostatnia odsłona, w której zarówno gospodarze (25% z gry, 12,5% za trzy), jak i przyjezdni z Miasta Aniołów (29,2% z gry, 10% zza łuku) nie mogli odnaleźć swojego rytmu strzeleckiego. W kluczowym momencie meczu podopieczni JJ Redicka zaliczyli serię 9:0, która przesądziła o ich zwycięstwie.
- Lakers (43-25) są bezpośrednim rywalem Rockets (41-26) w walce o jak najlepsze rozstawienie w tabeli Konferencji Zachodniej, a to zwycięstwo pozwoliło im odskoczyć nieco zarówno od Houston, jak i Denver Nuggets (41-27) oraz Minnesota Timberwolves (41-27).
- Świetny mecz rozegrał Luka Doncić, autor 36 punktów, sześciu zbiórek i czterech asyst (14/27 z gry). LeBron James dorzucił 18 oczek, pięć zbiórek i pięć asyst. Nie do końca radził sobie Austin Reaves (5/18 z gry; 15 punktów).
- Po drugiej stronie Jabari Smith Jr zapisał na swoim koncie 22 punkty i osiem zbiórek. Double-double w postaci 19 oczek i 12 zebranych piłek padło łupem Amena Thompsona. Kevin Durant dorzucił z kolei 18 punktów. Nie zagrał m.in. Alperen Sengun.
Los Angeles Clippers – San Antonio Spurs 115:119
- Los Angeles Clippers podeszli do tego spotkania bez Kawhia Leonarda, z którym zaliczyli niedawno serię siedmiu zwycięstw w ośmiu spotkaniach. Pomimo jego nieobecność ekipa z Miasta Aniołów walczyła o zwycięstwo do ostatnich sekund.
- W pierwszej kwarcie to gospodarze byli lepszą ekipą (37:29), ale w drugiej pozwolili się całkowicie zdominować. Świetnie wyglądał wówczas Victor Wembanyama, kluczowe trafienia dorzucił Stephon Castle, a San Antonio Spurs wygrali tę część 37:15.
- Po powrocie na parkiet przewaga przyjezdnych sięgnęła nawet 24 punktów, ale Clippers nie zamierzali jeszcze składać broni. Pomimo przeciętnej skuteczności zdołali oni zbliżyć się do rywala na 10 oczek, a po solidnej czwartej kwarcie tracili do Spurs już tylko cztery punkty przy 15 sekundach na zegarze (113:117).
- Celowy faul wysłał na linię De’Aarona Foxa, który zachował jednak zimną krew i nie pomylił się. Trafieniem odpowiedział Darius Garland, po czym gospodarze ponownie faulowali, a dwa osobiste spudłował Wemby. Czasu było już jednak za mało, by w pełni wykorzystać tę okazję.
- Stephon Castle odnotował 23 punkty, osiem asyst i siedem zbiórek, z kolei Victor Webmanyama popisał się double-double w postaci 21 oczek i 13 zbiórek. Devin Vassell dorzucił jeszcze 20 punktów. Po drugiej stronie wyróżnili się przede wszystkim Darius Garland (25 punktów, 10 asyst, ale też 8 strat) oraz rezerwowy Jordan Miller (22 punkty, 9 zbiórek).



















