Shai Gilgeous-Alexander zdobył 40 punktów, a Thunder pokonali Bucks 122:102. Giannis robił co mógł, ale rzucił tylko 19 punktów i miał 14 zbiórek oraz siedem asyst, a to było za mało, aby nawiązać walkę z aktualnymi mistrzami NBA. Jalen Johnson przejął rolę lidera Hawks i poprowadził Atlantę do wygranej nad Grizzlies 124:122. Jaylen Brown zdobył 30 punktów i poprowadził Celtics do wygranej nad Pacers. W derbach Nowego Jorku Brooklyn Nets skompromitowali się rzucając zaledwie 66 punktów. Pod nieobecność Cade’a Jalen Duren rzucił 20 punktów i zaliczył 15 zbiórek prowadząc Pistons do zwycięstwa nad Pelicans, a zespołowo grający Raptors okazali się lepsi od Kings.
Charlotte Hornets – Cleveland Cavaliers 87:94
- Cleveland Cavaliers wypracowali sobie solidną zaliczkę po pierwszej kwarcie w meczu z Charlotte Hornets (21 punktów przewagi), a w konsekwencji podopieczni Kenny’ego Atkinsona wygrali na obcym terenie. Żadna z drużyn nie przekroczyła bariery magicznych 100 punktów.
- To był popis defensywy i skutecznych ataków Cavs. „Szerszenie” nie umiały znaleźć ani rytmu, ani „patentu” na grę w ofensywie. Dziennikarze i komentatorzy z ESPN określi obronę „Kawalerzystów” w meczu jako „duszącą Hornets„. Evan Mobley, który był liderem ich defensywy, zanotował double-double w postaci 14 punktów i 14 zbiórek, mimo że w ataku rzut zza łuku kompletnie mu nie wychodził (0/4 w tej statystyce). Drugi wysoki Cavs, Jarrett Allen, z kolei otarł się o osiągnięcie double-double (13 punktów, dziewięć zbiórek).
Liderem pod względem zdobytych punktów był nie kto inny, jak Donovan Mitchell, który oddał aż 20 rzutów w tym spotkaniu. Obrońca zdobył ostatecznie 24 punkty, rozdając przy okazji sześć asyst. Problem tylko jest taki, że miał aż osiem strat! - Po drugiej stronie parkietu LaMelo Ball rozpoczął spotkanie jako rezerwowy (był już w tej roli w tym sezonie) i… pewnie będzie chciał szybko o tym zapomnieć. Oddał 15 rzutów, ale trafił tylko jeden, z czego spudłował 10 „trójek”. Z pozytywów: rozdał siedem asyst w stosunku do tylko dwóch strat (bardzo dobre ratio).
- Na wyróżnienie zasługuje debiutant Kon Knueppel (21 punktów, 11 zebranych piłek) i trzecioroczniak Brandon Miller (24 punkty). To nie były perfekcyjne występ, ba! Daleko od nich, ale mieli przebłyski. W dłuższej perspektywie to mają być właśnie filary Hornets na lata, więc trzeba od nich wymagać. Byli aktywni i wzięli sprawy w swoje ręce, mimo że rzuty nie wpadały tak często, jakby sobie tego życzyli.
Charlotte zniwelowało deficyt do zaledwie czterech punktów na 13 sekund przed końcem po „trójce” Millera i wjeździe pod kosz Knueppela, ale ostatecznie zabrakło im czasu, by odmienić losy spotkania. Zbyt późno się obudzili.
autor: Marcel Łuczak
Boston Celtics – Indiana Pacers 119:104
- Jaylen Brown miał 30 punktów, 10 zbiórek i pięć asyst, po 17 punktów dorzucili Sam Hauser (sześć zbiórek i trzy asysty) oraz Neemias Queta (dziewięć zbiórek). Derrick White zdobył 13 punktów, pięć zbiórek i pięć asyst. Celtics już do przerwy prowadzili 20 punktami i pewnie zmierzali do trzeciego zwycięstwa w czterech ostatnich spotkaniach. W tym czasie przegrali tylko z Detroit Pistons i to różnicą punktu.
- Dla Pacers 32 punkty, 10 zbiórek i cztery asysty miał Pascal Siakam, wchodzący z ławki Jarace Walker dołożył 19 punktów, trzy zbiórki i dwie asysty. 10 punktów, osiem zbiórek i dwie asysty miał Johnny Furphy. Dla najgorszej drużyny Konferencji Wschodniej była to czwarta porażka w ostatnich pięciu spotkaniach (i trzecia z rzędu).
- Po nieudanej pierwszej połowie Pacers nie złożyli broni, w trzeciej kwarcie udało im się zmniejszyć straty nawet do dziewięciu punktów. Anfernee Simons odpowiedział szybką trójką. Na nic więcej nie było stać przyjezdnych. Celtics już do końca spotkania kontrolowali jego przebieg. Było to czwarte spotkanie obu drużyn w tym sezonie. Celtics wygrali po raz trzeci.
New York Knicks – Brooklyn Nets 120:66
- Deklasacja w pierwszych derbach Nowego Jorku w tym roku! New York Knicks przełamali złą passę i zrobili tzw. blowout ekipie Brooklyn Nets. Przed tym spotkaniem Knicks mieli serię czterech porażek z rzędu, a w ostatnich 11 meczach mieli niechlubny bilans 2-9. Knicks mieli w tym meczu przewagę parkietu, grając przed publicznością w Madison Square Garden.
- Jalen Brunson, który był tej nocy najlepszym strzelcem swojego zespołu (20 punktów w 30 minut gry na 47% skuteczności z pola) powołał w ostatnich dniach zamknięte spotkanie tylko dla zawodników Knicks, by omówić problemy z jakimi się zmagają na przestrzenii ostatniego miesiąca. Zdaniem mediów Brunson miał przekazać swoim kolegom z drużyny, że powinni przestać spoglądać na trenerów szukając rozwiązań, tylko powinni w końcu spojrzeć w lustro i wziąć na siebie odpowiedzialność. Jak widać dzisiaj zadziałało, chociaż umówmy się, że też mieli do tego wygodnego rywala.
- Nets Jordiego Fernandeza byli na prowadzeniu w tym meczu tylko raz, w pierwszych minutach spotkania (było 6:4 dla nich po trójce Egora Demina). Następnie Knicks wyszli na prowadzenie, już go nie oddając, tylko stopniowo pogłębiając przewagę. W zasadzie już pod koniec pierwszej kwarty „odjechali” rywalom na aż 18 „oczek” różnicy. Druga kwarta była bardziej wyrównana. Za to w drugiej odsłonie meczu (trzecia i czwarta kwarta) Knicks ponownie wygrali wysoko, bo aż 60 do 28.
- To było najwyższe zwycięstwo (najwyższa różnica punktowa w stosunku do konkurenta) w historii organizacji New York Knicks. Nets dominowali w derbach z Knicks w latach 2020-2023, wówczas mieli serię w postaci dziewięciu zwycięstw z rzędu nad nimi, ale to było jeszcze w erze Kevina Duranta w Barclays Center. Od jego wytransferowania Nets nie wygrali z lokalnymi rywalami ani razu. Ostatnie zwycięstwo miało miejsce pod koniec stycznia blisko dwa lata temu, kiedy wówczas na parkiecie liderem był jeszcze… Kyrie Irving.
- Nicolas Claxton powiedział wówczas na konferencji prasowej, że czuje się w porządku z sąsiadem-rywalem, bo chyba jeszcze z nimi nie przegrał w swojej karierze. Te słowa boleśnie się zestarzały, bo od tego momentu przegrał z nimi aż 13-krotnie. Seria Knicks w derbach Nowego Jorku trwa w najlepsze. Podkoszowy Nets dzisiaj też wybiegł na parkiet, ale zdobył tylko cztery punkty, trafiając zaledwie jeden ze swoich pięciu rzutów.
- Nets zanotowali statystycznie koszmarny wynik jako zespół, trafiając tylko 29% oddanych rzutów, w tym 28% zza łuku, gdzie po drugiej stronie rywalom szło i to bardzo: 57% z gry, 50% za trzy punkty.
- Mikal Bridges przeciwko swojej byłej drużynie zaliczył indywidualnie skromny występ (11 punktów), ale za to efektywny. Landry Shamet miał tzw. dzień konia; zdobył 18 punktów (wchodząc z ławki) w kwadrans gry, trafiając wszystkie oddane trójki (6/6). Karl-Anthony Towns również zagrał bardzo przyzwoicie. Zapewne miał dobrą motywację, bo w ostatnich dniach pojawiły się plotki dotyczące wymiany z jego udziałem. Gracz Knicks zdobył 14 punktów na wysokiej skuteczności, dokładając do tego osiem zbiórek i trzy asysty.
To była największa lekcja pokory, jaką dostali debiutanci Brooklyn Nets w tym sezonie.
autor: Marcel Łuczak
Memphis Grizzlies – Atlanta Hawks 122:124
- Kluczową postacią Hawks był Jalen Johnson, który po odejściu Trae’a Younga walczy o miano lidera drużyny. JJ zdobył 32 punkty i miał 15 zbiórek, a do tego trafił niezwykle ważny rzut w końcówce, gdy gospodarze naciskali i szukali jeszcze jednego przełamania.
- Mecz był bardzo zacięty aż 21 razy zmieniało się prowadzenie, a 14 mieliśmy na tablicy wyników remis. Po trzech kwartach Memphis prowadziło 95:94, przy czym w samej pierwszej części rywalizacji (do końca trzeciej kwarty) było już 16 zmian prowadzenia i 10 remisów.
- Grizzlies prowadzili 110:108 na 5:39 przed końcem, ale to wtedy właśnie Hawks przeprowadzili decydujący fragment, zdobywając osiem punktów z rzędu.
- Grizzlies nie zdołali już odzyskać prowadzenia, choć byli bardzo blisko, bo po trójce Cedrica Cowarda na 1:09 przed syreną zrobiło się 122:121 dla Atlanty. Jednak odpowiedź lidera Hawks była natychmiastowa i precyzyjna. Johnson trafił z pomalowanego na 40 sekund przed końcem, utrzymując rywali na dystans i dając Atlancie oddech w najbardziej nerwowym momencie spotkania.
- Memphis miało jeszcze ostatnią szansę, ale Ja Morant, który był najlepszym graczem gospodarzy (23 punkty i 12 asyst), spudłował rzut za trzy równo z syreną. Poza nim ofensywę Grizzlies wspierali też Jaylen Wells (18 punktów) oraz duet Jaren Jackson Jr. i Cedric Coward, którzy zdobyli po 17 punktów.
- Atlanta przerwała serię czterech porażek z rzędu, dostając istotne wsparcie od Luke’a Kennarda i Oneyki Okongwu, którzy zapisali po 18 punktów, a sam Kennard (były gracz Grizzlies) wszedł w mecz znakomicie, trafiając pierwsze sześć rzutów, w tym cztery trójki i dając gościom ofensywny impuls, dzięki któremu do przerwy Hawks prowadzili 66:59.
- W pierwszej połowie Kennard uzbierał 16 punktów, tyle samo co Johnson. Hawks ponownie potwierdzili skuteczność zza łuku, notując dwucyfrową liczbę trafionych trójek po raz 37. z rzędu.
- W trakcie meczu doszło też do kilku spięć, jak to z udziałem Moranta:
New Orleans Pelicans – Detroit Pistons 104:112
- Jalen Duren zanotował 20 punktów, 15 zbiórek i trzy asysty. Daniss Jenkins dołożył 17 punktów i cztery asysty, a Duncan Robinson miał 15 punktów, cztery zbiórki i trzy asysty. Ausar Thompson zanotował 12 punktów, dziewięć zbiórek i trzy asysty. Pistons grali dzisiaj bez Cade’a Cunninghama, ale nie miało to dla nich większego znaczenia w drodze po siódme zwycięstwo w ostatnich ośmiu spotkaniach.
- Dla Pelicans 20 punktów, trzy zbiórki i dwie asysty miał Saddiq Bey, Trey Murphy III dołożył 17 punktów, cztery zbiórki i dwie asysty. Micah Peavy miał 17 punktów, siedem zbiórek i dwie asysty. Zion Williamson spędził na parkiecie niecałe 15 minut, w trakcie których zdobył cztery punkty i cztery asysty. Jeszcze przed spotkaniem jego występ stał pod znakiem zapytania ze względu na chorobę.
- Pistons rozpoczęli mecz od prowadzenia 13:0 i później ani razu nie przegrywali. Pelicans byli jednak w stanie wrócić do rywalizacji. Na pięć minut i 41 sekund przed końcem Peavy trafił za trzy i zmniejszył straty Pelicans do pięciu punktów. Pistons odpowiedzieli jednak serią 6:0 i na trzy minut przed ostatnią syreną zwiększyli dystans do 11 punktów. Później byli już w stanie dociągnąć bezpieczne prowadzenie do końca.
Milwaukee Bucks – Oklahoma City Thunder 102:122
- Shai Gilgeous-Alexander poprowadził mistrzów NBA do efektownego zwycięstwa 122:102 nad Milwaukee Bucks, notując 40 punktów, 11 asyst oraz 7 zbiórek przy niemal bezbłędnej skuteczności 16 celnych rzutów na 19 prób z gry.
- Mimo dotkliwych osłabień kadrowych i braku w rotacji takich zawodników jak Jalen Williams, Isaiah Hartenstein, Alex Caruso czy Aaron Wiggins, zespół Oklahoma City Thunder zdołał wygrać siódme z ostatnich ośmiu spotkań.
- Losy rywalizacji rozstrzygnęły się właściwie już w pierwszej kwarcie, którą goście rozpoczęli od serii 7:0, wykorzystując osiem strat Milwaukee do zbudowania błyskawicznej przewagi 38:18.
- W ekipie zwycięzców obok lidera wyróżnili się Kenrich Williams oraz Ajay Mitchell. Obaj zdobyli po 18 punktów, przy czym Mitchell cały swój dorobek zgromadził w pierwszej połowie, po czym opuścił parkiet z powodu stłuczenia biodra.
- Lider gospodarzy, Giannis Antetokounmpo, zapisał na swoim koncie 19 punktów, 14 zbiórek i 7 asyst, jednak nie wystarczyło to do zatrzymania świetnie dysponowanych rywali grających na blisko 55% skuteczności z gry.
- Zespół z Milwaukee musiał radzić sobie bez Mylesa Turnera oraz Kevina Portera Jr., o którym trener Doc Rivers poinformował przed meczem, że jego przerwa w grze potrwa znacznie dłużej.
- Jaśniejszym punktem w szeregach Bucks była postawa rezerwowych, którzy łącznie dostarczyli 46 punktów, w tym Cole Anthony (17 oczek) oraz Bobby Portis, który do 15 punktów dołożył rekordowe w swojej karierze 9 asyst.
- Przewaga drużyny z Oklahomy ani razu od drugiej kwarty nie spadła poniżej czternastu punktów, a w szczytowym momencie wynosiła aż 25 oczek, co pozwoliło gościom na pełną kontrolę meczu do ostatniej syreny.
- Zwycięstwo w Milwaukee było dla Thunder udanym zwieńczeniem serii czterech meczów wyjazdowych, z których podopieczni Marka Daigneaulta wracają z bilansem trzech wygranych i jednej porażki.
- W trakcie meczu doszło do takiej sytuacji:
Sacramento Kings – Toronto Raptors 109:122
- Scottie Barnes poprowadził Toronto Raptors do wyjazdowego zwycięstwa 122:109 nad Sacramento Kings, zdobywając 23 punkty, z czego aż 14 rzucił w kluczowej dla losów meczu trzeciej kwarcie. Lider ekipy z Toronto do dorobku punktowego dodał 8 zbiórek, 7 asyst oraz 4 przechwyty, co pozwoliło mu przedłużyć serię meczów z dorobkiem co najmniej 22 punktów do pięciu spotkań.
- Zespół z Kanady przejął pełną kontrolę nad spotkaniem w trzeciej odsłonie, którą wygrał aż 43:21, dzięki czemu triumfował w hali Kings po raz pierwszy od stycznia 2023 roku.
- Obok Barnesa najskuteczniejszym graczem Raptors był Brandon Ingram (też 23 punkty), a solidne wsparcie zapewnili również Sandro Mamukelashvili (22 punkty i 9 zbiórek) oraz Immanuel Quickley (18 punktów).
- Drużyna gości przystąpiła do rywalizacji niesiona wcześniejszym sukcesem nad Golden State Warriors, kiedy to trafili aż 21 rzutów z dystansu przy blisko 60% skuteczności z gry.
- Mimo że Raptors roztrwonili dziewięciopunktowe prowadzenie z pierwszej kwarty i schodzili na przerwę przy dziewięciu oczkach straty (52:61), znakomita dyspozycja rzutowa Barnesa po powrocie z szatni pozwoliła im błyskawicznie odrobić wynik.
- W szeregach Sacramento Kings najlepiej punktował Russell Westbrook, zdobywca 23 oczek, podczas gdy Zach LaVine dołożył 19 punktów i 5 asyst, a Malik Monk zakończył zawody z 17 punktami na koncie.
- Gospodarze musieli radzić sobie bez Domantasa Sabonisa, który odpoczywał po rozegraniu trzech spotkań z rzędu po tym wcześniej opuścił aż 27 meczów z powodu urazu kolana.
- Porażka z Raptors była dla zespołu z Sacramento trzecią przegraną z rzędu. Wcześniej Kings zaliczyli serię czterech kolejnych wygranych.
- W pierwszej połowie ważną rolę w budowaniu przewagi Kings odegrał Dennis Schroder, który w samej drugiej kwarcie zdobył 7 punktów, oraz Malik Monk, którego trafienie z dystansu równo z syreną kończącą pierwszą część meczu dało gospodarzom chwilowe prowadzenie.










