W sobotni wieczór w Los Angeles wszyscy najbardziej czekali na konkurs rzutów wsadów, bo mieli nadzieję, że młodzi gracze pod nieobecność Maca McClunga zaskoczą świeżymi pomysłami. Czy tak się stało? Musicie ocenić sami!
Wszyscy najbardziej czekali na Slam Dunk Contest. W konkursie uczestniczyli Carter Bryant (Spurs), Keshad Johnson (Heat), Jaxson Hayes (Lakers) i Jase Richardson (Magic).
Tytuł mistrza wsadów powędrował do Keshada Johnsona, który w finałowej rundzie pokonał Cartera Bryanta. Duże emocje towarzyszyły występowi Richardsona, ponieważ jego ojciec, Jason Richardson, dwukrotnie wygrywał ten konkurs.
W drugiej rundzie Jase zaliczył groźnie wyglądający upadek, gdy podczas próby wsadu po obrocie 360 stopni stracił równowagę i upadł płasko na plecy. Na szczęście szybko się podniósł i przy kolejnej próbie skutecznie zaprezentował wsad. Wcześnie z rywalizacją pożegnał się również Hayes.
Finał należał do Johnsona i Bryanta. Bryant zdobył jedyne w całym konkursie 50 punktów, gdy podrzucił piłkę wysoko w górę i zaliczył efektownego dunka już przy pierwszej próbie, ale nie zdołał powtórzyć tego wyczynu w dalszej części finału. Johnson odpowiedział dwoma solidnymi, czysto wykonanymi wsadami, które wystarczyły, by zdobyć tytuł nowego mistrza dunków.
Johnson zadbał też o show. Przy prezentacji towarzyszył mu legendarny raper E-40, nad którym skrzydłowy Heat efektownie przeskoczył podczas wsadu.
Nieprzypadkowo zresztą Johnson nosi pseudonim „Showtime”. W Miami znany jest z tego, że nawet przedmeczowe rozgrzewki zamienia w małe pokazy wsadów. Triumf w konkursie może okazać się dla niego punktem zwrotnym. Niedawno wrócił do NBA z G-League. W tym sezonie rozegrał 21 spotkań.
Wszystko już było?
Tegoroczny konkurs miał inny ciężar niż poprzednie edycje z wyraźnym faworytem, kiedy to dominował Mac McClung. Przy braku największej gwiazdy ostatnich lat to właśnie młodsi zawodnicy dostali scenę, by pokazać własną tożsamość. McClung nie wystąpił z powodu kontuzji, ale krążą plotki, że zawodnicy NBA odmawiali występu, jeśli w rywalizacji weźmie udział McClung.
McClung zaprezentował cztery dunki, które by wykonał, gdyby brał udział w konkursie:
W tegorocznym konkursie jedni postawili na siłę i dynamikę, inni na płynność i czyste wykonanie już w pierwszym podejściu. Taki układ sprawił, że bardziej niż jedno nazwisko liczył się ogólny poziom finałowej rywalizacji.
Z perspektywy kibica najciekawsze było zderzenie dwóch filozofii wsadu: „momentu wow” kontra powtarzalna jakość. Bryant dał konkursowi najbardziej widowiskowy błysk, ale ostatecznie to Johnson lepiej „domknął” finał i nie zostawił oceniającym wielu wątpliwości. W takich konkursach często decyduje nie tylko trudność, lecz także kontrola nad próbą i pewność wykonania pod presją.
Jeśli ta edycja miała być zapowiedzią kierunku na kolejne lata, to NBA może być spokojna o przyszłość Slam Dunk Contest. Były emocje, było ryzyko, był element show, a przede wszystkim było poczucie, że młode pokolenie naprawdę chce ten konkurs nieść dalej. I właśnie to, obok samego tytułu Johnsona jest po tej nocy najważniejszym sygnałem. Wszyscy przecież mamy poczucie, że „wszystko już było”. Ale nawet jeśli było, to warto oglądać kolejne konkursy z uwagi na show i rywalizację oraz jakość realizacji, bo powtórki w telewizji robią ogromną różnicę.
Tak wyglądała punktacja Konkursu Wsadów NBA 2026:
| Zawodnik | Pierwsza runda | Finał |
| Keshad Johnson | 92.8 (47.4 + 45.4) | 97.4 (49.6 + 47.8) |
| Carter Bryant | 94.8 (45.6 + 49.2) | 93.0 (50.0 + 43.0) |
| Jaxson Hayes | 91.8 (44.6 + 47.2) | |
| Jase Richardson | 88.8 (45.4 + 43.4) |
Nagranie całego konkursu zobaczycie tutaj:
oraz tutaj:
Wsady tylko Keshada Johnsona zobaczycie tutaj:










