Trae Young nie ma wątpliwości, że Washington Wizards przestaną być w końcu obiektem drwin i żartów. Jednocześnie złożył bardzo obiecującą deklarację, która niewątpliwie podkreśla jego poczucie własnej wartości na parkiecie jako koszykarza NBA. Jesteście ciekawi co gracz miał do powiedzenia?
Wizards w ogniu krytyki. Trae Young nie zamierzał pozostać dłużnym na „zaczepki”
„Mogą się z nas teraz śmiać, mają do tego prawo po takim meczu. Ale niech się śmieją teraz, bo kiedy wrócę na parkiet i poskładamy to wszystko w całość, nikt w tej lidze nie będzie chciał z nami zadzierać” – powiedział Trae Young jednym z wywiadów. Mówiąc o ” takim meczu”, chodziło oczywiście o upokarzającą porażkę z Miami Heat, kiedy obrona Washington Wizards pozwoliła samemu Bamowi Adebayo zdobyć ponad 80 punktów.
Klub ze stolicy Stanów Zjednoczonych znajduje się aktualnie w ogniu krytyki, zarówno ze strony fanów, jak i mediów czy nawet zawodników i trenerów NBA. Można się było tego spodziewać, po tym jak 43 (!) razy center Heat stawał na lini rzutów osobistych po kolejnych faulach obrońców Wizards.
Trae opuścił to spotkanie z powodu „zarządzania urazem”, ale szczerze: jego obecność w defensywie mogłaby tylko pogorszyć rezultat. Jego koledzy z zespołu tak czy siak zostali upokorzeni. Przyszłość drużyny nie musi być jednak tak blada, jak niektórzy próbują ją teraz malować.
Youngowi w wypowiedzi chodziło o to, że w następnym sezonie zarówno on, jak i Anthony Davis będą już zdrowi, a w dodatku przy rozgrywającym takie osoby jak Alex Sarr czy Bilal Coulibaly będą mogły łatwiej znajdować drogę do kosza. Co więcej, Wizards mimo sprowadzenia weteranów, wciąż mają młody core, który się rozwija i jest obiecujący. Dzisiaj są pośmiewiskiem, ale w następnym roku nikt nie musi o tym pamiętać.
Z jednej strony krytykuje się po meczu z Heat słabe Wizards, z drugiej niektórzy uważają, że za wcześnie zrobili ruchy transferowe, żeby… zacząć w końcu wygrywać. Brzmi absurdalnie? Mam nadzieję, że dzisiejsze słowa Younga nie zestarzeją się źle i odmieni on losy organizacji. Czemu niby mielibyśmy mu życzyć źle. Można rozumieć natomiast wątpliwości co do jego osoby w roli lidera, są ku temu poważne podstawy.
Źródła: The Athletic, NY Times, yahoo!sports.










