Pojedynki pomiędzy Los Angeles Lakers a Phoenix Suns, szczególnie w ostatnim czasie, mają dość specyficzną otoczkę. Po pierwsze nowy środkowy tych ostatnich, Mark Williams, wciąż ma pretensje do ekipy z Miasta Aniołów po tym, jak niemal rok temu jego już niemal ustalony transfer ostatecznie został odwołany na krok przed metą. Po drugie – może nawet ważniejsze – ciekawym elementem są pojedynki zbliżającego się do końca kariery LeBrona Jamesa z jednym z jego najbardziej zaciekłych wrogów, Dillonem Brooksem. A co gdyby obaj panowie zaczęli dzielić jedną szatnię?



Wydaje się, że Los Angeles Lakers mają wystarczającą siłę rażenia, by zapewnić sobie miejsce w fazie play-off. Z drugiej strony – ich problemy w defensywie sprawiają, że sytuacja robi się coraz bardziej chaotyczna, co wielokrotnie w rozmowie z mediami podkreślał trener zespołu, JJ Redick. Biorąc pod uwagę starzejącego się LeBrona Jamesa, niezbyt zaangażowaną grę w obronie Luki Doncicia oraz obecnie kontuzjowanego Austina Reavesa nie da się ukryć, że przydadzą się jakieś zmiany.

W związku z powyższym w ostatnich dniach zawodnikiem najczęściej łączonym z przeprowadzką do słonecznej Kalifornii jest Herb Jones z New Orleans Pelicans, któremu umiejętności gry w obronie nie da się odmówić. Mówiło się także na przykład o podkoszowym Robercie Williamsie z Portland Trail Blazers. Tymczasem Dan Favale wysunął jeszcze jedną, zdecydowanie nieoczywistą kandydaturę.

Herb Jones lub Dillon Brooks mogliby pełnić w tej drużynie rolę defensywnego „pitbulla”, który pomógłby jej zajść dalej w play-offach. Obaj mają jednak problemy z rozciąganiem gry rzutem za trzy, a ich sprowadzenie wiązałoby się z oddaniem cennych wyborów w pierwszej rundzie draftu. Choć żaden z nich nie powinien znacząco zaszkodzić ofensywie, Lakers nie należą do zespołów oddających dużo trójek ani wyróżniających się skutecznością z dystansu, co jest czynnikiem, który muszą poważnie rozważyć. – zasugerował dziennikarz Bleacher Report.

Problem w tym, że tajemnicą poliszynela jest wzajemna niechęć, jaka panuje między obecnym koszykarzem Phoenix Suns a LeBronem. Historia konfliktów obu panów jest co najmniej obfita. Najnowszy z incydentów, po którym Kanadyjczyk oskarżył swojego adwersarza o bycie „uzależnionym od mediów społecznościowych” – i to delikatnie mówiąc – opisywaliśmy już w grudniu w tym miejscu.

Gdyby jednak były szanse na ściągnięcie znakomitego defensora, jakim Brooks bez wątpienia jest, nie powinno to powstrzymać władz klubu przed jego pozyskaniem. A że właśnie taki zawodnik jest w Los Angeles potrzebny, by wyeliminować największy problem, Rob Pelinka powinien zrobić co w jego mocy, by do takiej transakcji doszło. W potencjalnej wymianie z Phoenix Lakers mogliby zaoferować Ruiego Hachimurę, Jarreda Vanderbilta lub Gabe’a Vincenta oraz wybór w pierwszej rundzie draftu, jednak biorąc pod uwagę znakomitą formę Kanadyjczyka w tym sezonie, cena wywoławcza może być jeszcze wyższa wyższa.

Gołym okiem widać, że po przeprowadzce do Phoenix 29-latek gra najlepszą koszykówkę w karierze, notując średnio 21,5 punktu, 3,1 zbiórki i 1,7 asysty przy skuteczności rzutów z gry na poziomie 45,7%. Rzecz jasna, w Mieście Aniołów nie oczekiwano by od niego dokonywania cudów w ofensywie – za to są odpowiedzialni James, Luka czy Reaves. Priorytetem byłaby zdecydowanie jego obrona na obwodzie.

Suns nie są zespołem z absolutnej czołówki ligi, a jednak Brooks pomógł im osiągnąć 11. najlepszy wskaźnik defensywny przed wejściem w rok 2026. Wprawdzie potrafi wyróżniać się w ataku, to nadal pozostaje jednym z najbardziej nieustępliwych i uprzykrzających życie rywalom obrońców w lidze. Natychmiast dałby gwiazdorskiemu trio Lakers nieco oddechu w obronie, a jednocześnie byłby solidną opcją ofensywną dla drugiej piątki.

Pytanie tylko – co na to LeBron? Czy już 41-letni gwiazdor pozytywnie przyjąłby w szatni swojego nemezis? To kwestia sporna, natomiast bez cienia wątpliwości można stwierdzić, że pozycja weterana w składzie zdaje się chwiać wprost proporcjonalnie do jego formy.

Nie ma co owijać w bawełnę – po raz pierwszy w swojej trwającej już 23. sezon karierze LBJ zaczyna wykazywać oznaki przegrywanej walki z czasem. Dość powiedzieć, że liczbowo wygląda najgorzej od swojego debiutanckiego sezonu – notuje średnio 20,3 punktu, 4,9 zbiórki i 6,5 asysty, a i pod względem statystyk defensywnych plasuje się w ogonie ligi. Nie wszystko da się zrzucić na karb problemów zdrowotnych z jakimi się mierzył. Niektórzy eksperci wręcz nie mogą znieść widoku ewidentnie męczącego się na parkiecie legendarnego koszykarza.

– On musi zakończyć karierę w tym roku. Nie mogę już patrzeć, jak ‘Bron notuje statystyki na poziomie debiutanta. To mi psuje przyjemność z oglądania koszykówki. On jest zbyt wielkim i zbyt legendarnym graczem. Nigdy nie chciałem, żeby końcówka jego kariery wyglądała jak u Michaela Jordana. To jest Michael z czasów Wizards – stwierdził w podcaście „Club 520” były zawodnik NBA, Jeff Teague.

O coraz bardziej zbliżającej się emeryturze Jamesa mówi się od dłuższego czasu, natomiast on sam – jak się zdaje – jeszcze nie podjął oficjalnej decyzji. Być może ewentualne sprowadzenie Brooksa do Lakers sprawi, że LeBron zdecyduje się zawiesić buty na kołku, zamiast rozmieniać się na drobne.


Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.


  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    1 Komentarz
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments