Russell Westbrook kocha koszykówkę i tego — tak jak zaangażowania i poświęcenia na parkiecie — nie można mu odmówić. NBA to jednak biznes i wiele miłości jest tutaj jednostronnych. Dni mijają, a 36-letni rozgrywający cały czas pozostaje bez klubu. Co więcej, na ten moment nic nie wskazuje na to, by ktoś aktywnie próbował zabiegać o jego względy.
Russell Westbrook ma za sobą całkiem solidny — jak na swoje nowe standardy — sezon w barwach Denver Nuggets. Rozgrywający wystąpił w aż 75 spotkaniach (36 w wyjściowej piątce) i notował średnio 13,3 punktu, 6,1 asysty, 4,9 zbiórki oraz 1,1 przechwytu na mecz, trafiając 44,9% wszystkich rzutów z gry, w tym 32,3% zza łuku.
MVP z 2017 roku mógł spędzić nadchodzący sezon w Kolorado, ale zdecydował się odrzucić wartą 3,5 miliona dolarów opcję zawodnika. Od tamtej pory kierownictwo Nuggets aktywnie działało na rynku transferowym, czego efektem są m.in. Cam Johnson, Bruce Brown czy Tim Hardaway Jr. Wygląda więc na to, że te drzwi są już dla Westbrooka zamknięte.
W ostatnim czasie sporo mówiło się o zainteresowaniu Sacramento Kings. Od początku istniał jednak jeden problem. Ekipa z Kalifornii nie miała już miejsca w swojej rotacji dla nowego zawodnika, więc musiałaby zwolnić jednego z graczy na niegwarantowanym kontrakcie lub oddać kogoś poprzez wymianę.
Ofiarą zainteresowania Westbrooka miał więc stać się Devin Carter. Młody obrońca ma za sobą sezon oznaczony urazem, przez który wystąpił w jedynie 36 spotkaniach. Sporo mówiło się też o Maliku Monku, ale na ten moment nic nie wskazuje na to, by którykolwiek z nich miał opuścić SacTown.
Dochodzi do tego również fakt, że do klubu dołączył przecież niedawno Dennis Schroder. Kings pozyskali również wybranego z 24. numerem Draftu rzucającego obrońcę Nique Clifforda, który również będzie potrzebował minut na obwodzie. Kluczowe role będą odgrywali z kolei Keon Ellis i Zach LaVine, wię czy dla Westbrooka jest tam w ogóle miejsce?
Dlaczego jednak zainteresowanie 36-letnim Russem jest tak nikłe? Chodzi przede wszystkim o zwrot, jaki zespół otrzyma najprawdopodobniej, inwestując w rozgrywającego. Nie jest już najmłodszy i choć jego zaangażowanie jest godne podziwu, to często ma „gorącą głowę”, a tego typu nawyki mogą negatywnie wpłynąć na wciąż kształtujących się koszykarzy.
Ważna jest również efektywność, bo choć Westbrook zaliczył kilka fantastycznych spotkań w tegorocznych play-offów i popisał się kluczowymi akcjami, to popełniał również kardynalne błędy, za które Nuggets musieli zapłacić ogromną cenę. W drugiej rundzie przeciwko Oklahoma City Thunder jego wskaźnik +/- wyniósł zawrotne -92.
Westbrook nie jest oczywiście pierwszym w historii zawodnikiem, który pomimo bogatego i niezwykle imponującego dorobku kończy powoli swoją karierę w niesławie. Całkiem niedawno podobny scenariusz spotkał Carmelo Anthony’ego, który po latach świetności w Denver Nuggets i New York Knicks odbijał się od Oklahoma City Thunder, Hosuton Rockets, Portland Trail Blazers i Los Angeles Lakers.
Trudno było mu zaakceptować rolę zmiennika, ale była to jedyna możliwość na przedłużenie swojej kariery. Westbrook ma już ten etap za sobą, ale jeżeli rzeczywiście zainteresowanie będzie znikome, a kilka miesięcy po rozpoczęciu sezonu nie zgłosi się po niego żaden zespół, to dla Russa może oznaczać to ostateczny koniec przygody w NBA.
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!