Porażka z lokalnym rywalem zazwyczaj boli podwójnie, ale dla kibiców Los Angeles Clippers piątkowy wieczór przyniósł znacznie głośniejsze echo niż tylko wynik 122:125 na tablicy świetlnej. W hali, która do niedawna była świadkiem budowy „superteamu”, wybrzmiały słowa, które mogą zdefiniować przyszłość organizacji na najbliższe lata. Gdy lider zespołu, Kawhi Leonard, opuszczał parkiet z grymasem bólu, nikt nie przypuszczał, że jego późniejszy komentarz okaże się bardziej bolesny dla fanów niż kolejna kontuzja kostki.
Starcie z Los Angeles Lakers miało być dla jego drużyny szansą na przedłużenie serii zwycięstw i umocnienie pozycji w walce o fazę play-off. Dość powiedzieć, że przez 31 minut Kawhi Leonard przypominał tę wersję siebie, która dwukrotnie sięgała po statuetkę MVP Finałów. Grając z niezwykłą efektywnością, zdobył 31 punktów, trafiając 11 z 19 rzutów z gry i pozostając bezbłędnym na linii rzutów wolnych. Jednak na nieco ponad pięć minut przed końcową syreną, gwiazdor musiał udać się do szatni.
Trener Tyronn Lue wyjaśnił później, że powodem była „sztywność w lewym stawie skokowym”, z którą jego podopieczny zmagał się już przed meczem. Chociaż wstępne diagnozy sugerują, że nie jest to uraz długoterminowy, kolejna absencja Leonarda w kluczowym momencie sezonu budzi uzasadniony niepokój. Legitymujący się obecnie bilansem 27–29 Los Angeles Clippers balansują na krawędzi awansu do turnieju play-in, a każda minuta bez ich najlepszego zawodnika drastycznie zmniejsza ich szanse na sukces.
Prawdziwa burza wybuchła jednak nie na parkiecie, a podczas spotkania z mediami. Kawhi, pytany o to, czy przebudowany po niedawnych wymianach zespół wciąż może realnie myśleć o walce o pierścień mistrzowski, udzielił zaskakująco dosadnej odpowiedzi.
–Myślę, że na ten moment to już koniec – stwierdził gwiazdor, odnosząc się do okna transferowego w wykonaniu swojej drużyny.
Te słowa odbiły się szerokim echem w lidze, sugerując głęboką frustrację zawodnika, który notuje statystycznie jeden ze swoich najlepszych sezonów w karierze, zdobywając średnio 27,8 punktu na mecz. Po odejściu takich filarów jak James Harden czy Ivica Zubac, Leonard zdaje się dostrzegać, że obecny skład – mimo napływu młodych talentów w postaci Dariusa Garlanda i Bennedicta Mathurina – nie jest jeszcze gotowy na rywalizację z elitą Konferencji Zachodniej.
Na pesymizm swojej największej gwiazdy niemal natychmiast zareagował trener Lue. Znany ze swojej niezłomności szkoleniowiec postanowił publicznie odrzucić narrację o „zakończonym sezonie”, tym samym starając się utrzymać morale w szatni, która przeszła drastyczną metamorfozę. Cytowany przez ESPN, postawił sprawę jasno, mówiąc: – Gramy po to, żeby wygrywać. Nie ma dla mnie znaczenia, kto jest na boisku — młodzi, starsi, nieważne. Każdy, kto wychodzi na parkiet, ma jeden cel: zwycięstwo. Po to się gra.
Z drugiej strony Lue bronił interpretacji słów Leonarda, sugerując, że zawodnikowi chodziło raczej o zmianę charakteru zespołu z weteranów na grupę młodszą, która musi uczyć się wygrywania w inny sposób. Trener podkreślił, że mimo fatalnego startu sezonu (6–21), zespół potrafił wygrać 21 z ostatnich 29 spotkań, pokonując po drodze takich potentatów jak Denver Nuggets czy Minnesota Timberwolves.
– Jeśli awansujemy do play-offów, wierzę w nasze szanse. Najpierw musimy się tam dostać, a potem zobaczymy, co się wydarzy – stwierdził szkoleniowiec Clippers.
Nie jest jednak tajemnicą, że sytuacja prowadzonej przez niego drużyny jest skomplikowana nie tylko na polu sportowym. Ekipa z Miasta Aniołów wciąż znajduje się pod lupą NBA w związku z dochodzeniem dotyczącym kontraktu reklamowego Leonarda, który mógł służyć do omijania przepisów o limicie wynagrodzeń. W połączeniu z głośnym i bolesnym „rozstaniem” z Chrisem Paulem oraz odejściem Hardena, klub znajduje się w punkcie zwrotnym.
Czy szczerość Kawhiego to realizm, czy raczej już kapitulacja? A może to trener, wierzący w system i kulturę zwycięstwa, ma rację, twierdząc, że w fazie play-off wszystko jest możliwe? Odpowiedź nadejdzie szybko. Clippers mają zaledwie kilka dni na odpoczynek przed meczem z Orlando Magic, a oczy całej ligi będą zwrócone nie tylko na kostkę 34-letniego skrzydłowego, ale przede wszystkim na to, czy jego serce wciąż bije dla projektu w Los Angeles. Jak zauważył Lue: – Nasz cel to wciąż awans do play-offów. Nie wiem, dlaczego ktokolwiek miałby z tego drwić.










