NBA stoi u progu historycznej zmiany. Podczas gdy komisarz Adam Silver przygotowuje grunt pod rozszerzenie ligi o dwa nowe zespoły, świat koszykówki z zapartym tchem śledzi nie tylko logistyczne aspekty tej operacji, ale przede wszystkim bezprecedensową „bitwę o opiekę” nad historią. Na szali leżą rekordy, legendarne nazwiska i jedyny tytuł mistrzowski z 1979 roku, który od blisko dwóch dekad pozostaje w zawieszeniu między deszczowym Seattle a wietrznym Oklahoma City.
Według najnowszych doniesień, rada właścicieli spotka się w przyszłym tygodniu, aby omówić dołączenie do ligi zespołów z Seattle i Las Vegas, co miałoby nastąpić w sezonie 2028-29. Cena wejścia do elitarnego grona jest astronomiczna – szacuje się, że opłaty wpisowe mogą wynieść od 7 do nawet 10 miliardów dolarów za każdą z franczyz. Chociaż najsłynniejsze miasto stanu Nevada jawi się jako logiczny wybór ze względu na rosnącą obecność profesjonalnego sportu i sukcesy tamtejszej drużyny WNBA, to jednak zdecydowanie większe emocje budzi prawdopodobny powrót na mapę NBA drugiej z wymienionych lokalizacji.
Dla mieszkańców stanu Waszyngton możliwość ponownego ujrzenia w akcji Seattle SuperSonics to szansa na naprawienie krzywdy z 2008 roku, kiedy to ich ukochany zespół został przeniesiony do Oklahomy po pamiętnym sporze dotyczącym modernizacji hali. Dziś sytuacja jest zgoła inna – zmodernizowana Climate Pledge Arena czeka na koszykarzy, a liga wydaje się zgodna co do jednego – nowa drużyna musi pozostać przy nazwie sprzed lat oraz zachować tradycyjne barwy.
Najważniejsze pytanie dotyczy jednak dziedzictwa historycznego. W oficjalnych księgach NBA Oklahoma City Thunder i Seattle SuperSonics wciąż figurują jako jedna organizacja. W praktyce może się to jednak zmienić. Jak donosi ESPN: – Thunder zrzekliby się historii Seattle na rzecz SuperSonics – dokładnie tak, jak Charlotte Hornets odzyskali historię z ery Charlotte od New Orleans Pelicans, gdy w 2014 roku powrócili do nazwy Hornets.
Tło tej sytuacji sięga zresztą 2008 roku, gdy ówcześni właściciele Sonics przenieśli drużynę do Oklahoma City. Ta decyzja doprowadziła do sporu sądowego z miastem Seattle, który ostatecznie zakończył się ugodą. Na jej mocy nazwa „SuperSonics”, barwy klubowe oraz historyczne trofea pozostały w stanie Waszyngton, a w przypadku powrotu miasta na mapę NBA mogłyby zostać ponownie wykorzystane. Wprawdzie w oficjalnych statystykach ligi Thunder formalnie pozostają kontynuatorem franczyzy z Seattle, to jednak od lat nie eksponują tej części swojej historii, pozostawiając otwartą drogę do jej ewentualnego powrotu „na stare śmieci”.
Obecnie w Oklahomie nawet nie wywieszają banerów upamiętniających sukcesy popularnych Ponaddźwiękowców ani nie uwzględniają statystyk z tamtego okresu w swoich przewodnikach medialnych. Przekazanie historii oznaczałoby, że również puchar za mistrzostwo z 1979 roku oficjalnie wróciłby do swojego pierwotnego domu.
Oddzielenie historii Seattle może wywołać chaos w tabelach rekordów i zmienić sposób patrzenia na kariery wielu gwiazd. Jeśli przeszłość Seattle zostanie oddzielona od OKC, Kevin Durant, który został wybrany w drafcie przez Sonics i tam rozegrał swój debiutancki sezon, straci część swoich dokonań na rzecz nowej franczyzy. W nowym układzie sił to Russell Westbrook stałby się niekwestionowanym liderem Thunder w niemal każdej kategorii statystycznej, od punktów po minuty spędzone na boisku.
Sytuacja ta prowokuje do postawienia trudnych pytań o to, kto tak naprawdę ma prawo do sukcesów z przeszłości. Ten paradoks dobrze oddaje postawiona przez Olivera Foxa z FanSided teza, która mówi, że „Durant nie został skradziony Thunder przez Warriors, a raczej Sonics przez Thunder”. Gdzie leży prawda – każdy może sam ocenić.
Ekspansja wymusi również trzęsienie ziemi w strukturze dywizji. Dołączenie Seattle i Las Vegas do Konferencji Zachodniej sprawi, że jedna z obecnych tam drużyn będzie musiała zostać przeniesiona na Wschód. Najpoważniejszymi kandydatami do tej przeprowadzki są Memphis Grizzlies lub Minnesota Timberwolves.
Wprawdzie z logicznego punktu widzenia zachowanie ciągłości historycznej przez Thunder wydaje się spójne z prawem własności, to emocjonalny ciężar tej decyzji jest nie do przecenienia. Jeśli liga zatwierdzi plany w przyszłym tygodniu, Seattle odzyska nie tylko drużynę, ale i swoją tożsamość, udowadniając, że w wielkim biznesie, jakim jest NBA, wciąż jest miejsce na sprawiedliwość dziejową.










