Na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy coraz częściej mówi się o Houston Rockets z perspektywy ambitnych planów transferowych. Wymieniano m.in. nazwiska Kevina Duranta czy Giannisa Antetokounmpo, ale wiele wskazuje na to, że ekipa z Teksasu wstrzyma się z wielkimi zmianami. Wpływ na taką decyzję może mieć również wiara w Jalena Greena.
Houston Rockets świetnie rozpoczęli bieżące rozgrywki i są obecnie jedną z czołowych ekip Zachodu. Wielu ekspertów zza oceanu nie jest jednak przekonanych, czy Rakiety są już gotowe na walkę o najwyższe laury. Brakuje im doświadczenia w play-offach, które kilka miesięcy temu zdobyli m.in. Oklahoma City Thunder, choć i Grzmoty nie są przez niektórych — w tym Draymonda Greena — brane na poważnie.
Kilka miesięcy temu sporo mówiło się, że kierownictwo klubu szykuje podwaliny pod transfer Kevina Duranta. Doniesienia te zostały obalone przez źródła z klubu, ale niedawno temat ten znów pojawił się w amerykańskich mediach, tym razem obok nazwiska Giannisa Antetokounmpo. Teraz Tim MacMahon z ESPN znów informuje, że klub z Teksasu jest daleki od realizacji wielkiej wymiany.
— Spędziłem trochę czasu w otoczeniu Rockets i jedna osoba powiedziała mi, bardzo stanowczo, że nie mają zamiaru zmieniać trzonu zespołu w tym sezonie. Być może dokonają transferu po zawodnika drugoplanowego. Zamierzają jednak dokończyć sezon ze swoim obecnym trzonem — zaczął dziennikarz.
Przed rozpoczęciem rozgrywek Rakiety przedłużyły już umowy z Jalenem Greenem i Alperenem Sengunem, którzy stanowią obecnie o sile zespołu. Utrudniło to znacząco handel ich kontraktami w tym sezonie, jednak sporo mówiło się o tym, że płace Greena skonstruowane są tak, by jego wymiana nie stanowiła większego problemu. Za rozgrywki 2025/26 obrońca ma zainkasować 33,4 miliona dolarów.
— Czyny ponad słowa. Podpisanie z nimi tej umowy było znakiem, że nie jest to sezon, w którym planują dokonać ogromnej wymiany — sugeruje MacMahon.
Houston dokonywali fantastycznych decyzji w drafcie, dzięki czemu ich proces przebudowy przebiegł wyjątkowo sprawnie. Do wspięcia się na ostatni szczebel brakuje im jednak ostatniego elementu. Tim MacMahon uważa, że gdyby kilka miesięcy temu udało im się pozyskać Donovana Mitchella, to obecnie byliby jednym z faworytów do mistrzowskiego tytułu, kończąc tym samym przebudowę i wchodząc w etap ’win-now’.
— Mówiliśmy o ich przejściu do trzeciego etapu [przebudowy] minionego lata. Gdyby udało im się pozyskać Donovana Mitchella, to z pewnością by go rozpoczęli. On nie był jednak dostępny — przypomina dziennikarz.
Jednymi z najważniejszych elementów układanki trenera Ime Udoki są Tari Eason oraz Amen Thompson. Choć duet ten nie jest częścią wyjściowej piątki Rakiet, to klub zdążył już w dosadny sposób przekazać generalnym menadżerom, że są oni nietykalni. Obaj zaliczyli w ostatnim czasie spore postępy. Eason zdobywa średnio 11,3 punktu, 6,5 zbiórki oraz 2,1 przechwytu na mecz, z kolei Thompson notuje 11,4 punktu, 6,9 zbiórki i 2,0 asysty.
— Kiedy, albo raczej jeżeli, zdecydują się na realizację jakiegokolwiek transferu, to byłbym bardzo zaskoczony, gdyby uwzględnili w nim Thompsona. Bardzo trudno będzie również wyciągnąć od nich Easona — podkreśla dziennikarz.
Wydaje się jasne, że Rockets potrzebują filaru ofensywy, który uzupełni świetną już obronę ekipy z Teksasu. Z uwagi na wiek nie będzie to najprawdopodobniej Kevin Durant, z kolei Milwaukee Bucks mogą oczekiwać za Giannisa Antetokounmpo więcej niż tylko wybory w drafcie, co znacząco skomplikowałoby realizację takiego transferu.
— Innymi słowy, musi to być gwiazda w odpowiednim wieku. Zdają sobie sprawę, że aby stać się prawdziwymi pretendentami do mistrzostwa, muszą mieć gościa, który zamieni się w gwiazdę, albo pozyskać realnego lidera ofensywy. Muszą stać się drużyną z dobrą ofensywą. Nie świetną, ponieważ są już świetni w defensywie. Nie wykluczają, że to Jalen Green stanie się takim graczem. Myślę, że już od poprzedniego sezonu w to wierzą. Nie wykluczają też dalszego rozwoju Senguna — podsumował MacMahon.
Minnesota Timberwolves pokazali niedawno, że rozbicie trzonu może mieć poważne konsekwencje. Rockets nie chcą ryzykować zaprzepaszczenia szansy na walkę o najwyższe laury, więc będą najprawdopodobniej ostrożni w swoich działaniach. Nie ma na nich też wielkiej presji, bo na ten moment zajmują przecież 2. miejsce w tabeli Konferencji Zachodniej z bilansem 15-7, ustępując jedynie Oklahoma City Thunder (16-5), których ograli niedawno w bezpośrednim starciu.
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!