Podczas gdy większość czołowych zawodników NBA zebrała się w Intuit Dome, gdzie miał miejsce tegoroczny Weekend Gwiazd, Paolo Banchero, lider Orlando Magic, spędzał czas na plażach Bahamów. Dla zawodnika, który rok wcześniej brał udział w tym prestiżowym wydarzeniu, brak nominacji mógł być powodem do frustracji skierowanej w stronę trenerów, a może nawet komisarza ligi. 23-latek wybrał jednak inną drogę – postawił na bezlitosną samokrytykę, która stała się fundamentem jego obecnej, imponującej formy.
Zamiast szukać winnych na zewnątrz, skrzydłowy Orlando Magic wykorzystał przerwę w rozgrywkach NBA na głęboką analizę własnej gry. Jak sam później przyznał, kluczowym momentem była szczera rozmowa z samym sobą i analiza nagrań z pierwszej połowy sezonu, która nie spełniła jego wysokich standardów. W opublikowanej przez Marca J. Spearsa z Andscape wypowiedzi Paolo Banchero zdobył się na rzadką w dzisiejszym sporcie szczerość.
– Najpierw spojrzałem w lustro. W trakcie przerwy na Weekend Gwiazd obejrzałem sporo nagrań z początku sezonu. Nie byłem zadowolony z tego, co pokazywałem na boisku. Częściowo wynikało to z faktu, że wracałem do gry po kontuzji. Mogłem mieć lepsze podejście mentalne. Ale wiem, że w tej lidze jestem zawodnikiem formatu All-Star i moja pewność siebie się nie zmieniła. Najważniejsze to być ze sobą szczerym i przyznać, że wtedy nie zasłużyłeś na miejsce w Meczu Gwiazd. Trzeba to przyjąć na klatę i pokazać się z lepszej strony w drugiej części sezonu – stwierdził skrzydłowy ekipy z Florydy.
I rzeczywiście – ten brak nominacji nie podłamał jego pewności siebie, lecz zadziałał jak katalizator. Od momentu wznowienia rozgrywek Banchero prezentował już poziom, który stawia go w jednym rzędzie z absolutnie najlepszymi zawodnikami NBA. Średnie na poziomie 26,2 punktu, 9,2 zbiórki i 5,7 asysty przy skuteczności przekraczającej 50% z gry to statystyki, którymi w tym samym okresie mogą pochwalić się jedynie takie tuzy jak Jaylen Brown, Luka Doncić czy Nikola Jokić.
Nie jest też tajemnicą, że renesans formy Paolo przyszedł w najtrudniejszym możliwym momencie. Drużyna zmaga się z plagą kontuzji – Franz Wagner opuścił znaczną część ostatnich spotkań z powodu urazu kostki, poza grą jest Anthony Black, a problemy zdrowotne nie omijały także Jalena Suggsa. W obliczu tych braków 23-latek nie tylko przejął ciężar zdobywania punktów, ale również stał się solidnym filarem defensywy.
Jak podkreślił także trener Jamahl Mosley, jego podopieczny gra w ataku z ogromną agresją (co przynajmniej w teorii kończy spekulacje o potencjalnym konflikcie szkoleniowca z zawodnikiem). Jeszcze większe wrażenie robi jednak jego podejście do obrony — nie unika najtrudniejszych pojedynków i regularnie bierze na siebie krycie liderów rywali, takich jak wspomniany już Doncić, LeBron James czy Kawhi Leonard. Jak zresztą skwitował tę sytuację sam zainteresowany: – To ja podejmuję to wyzwanie.
Efekty widać także w wynikach — Magic wygrali 10 z ostatnich 14 meczów i coraz śmielej patrzą w stronę czołowej szóstki Wschodu. Ostatnie gwarantujące udział w fazie play-off miejsce zajmują – póki co – Miami Heat, ale różnica jest minimalna. Na korzyść Banchero i spółki przemawia także terminarz — mają przed sobą jedną z potencjalnie łatwiejszych końcówek sezonu i kilka starć z zespołami z dolnej części tabeli, co może pomóc im odrobić stratę wynoszącą zaledwie pół meczu.
Czy jednak nawet tak znakomita postawa wystarczy, by były gwiazdor uczelni Duke znalazł się w jednej z trzech piątek All-NBA? Sytuacja jest dość skomplikowana. Chociaż jego liczby z ostatnich 30 spotkań należą do ligowej elity, krytycy zaznaczają, że przy takich wyróżnieniach nie liczy się wyłącznie „efekt świeżości”. Banchero jest obecnie 18. w NBA pod względem punktów na mecz i 11. w zbiórkach, ale w zaawansowanych statystykach — jak win shares (miara wkładu w zwycięstwa drużyny) czy VORP (określający wartość zawodnika ponad poziom ligowego rezerwowego) — plasuje się nieco dalej.
Niemniej jednak, nowe przepisy dotyczące minimum 65 rozegranych meczów niezbędnych, by w ogóle kwalifikować się do wyróżnień indywidualnych, mogą otworzyć przed nim drzwi, których wcześniej nikt nie brał pod uwagę. Wiele gwiazd, w tym Joel Embiid czy Stephen Curry, może nie spełnić tego wymogu, co znacząco zawęża listę kandydatów. Jeśli 23-latek utrzyma obecne tempo i poprowadzi Magic do bezpośredniego awansu do play-offów, jego kandydatura stanie się niezwykle silna.
Warto zauważyć, że wciąż młody koszykarz wydaje się być całkowicie skupiony na teraźniejszości i przyszłości drużyny, a nie na rozpamiętywaniu przeszłości, chociaż niejednokrotnie zarzucano mu już to, że jako „jedynka” draftu z 2022 roku zwyczajnie zawiódł. Jego motywacja wynika z chęci uniknięcia kolejnego rozczarowania w pierwszej rundzie play-offów, co było udziałem Orlando w dwóch poprzednich sezonach.
– Mamy za sobą dwa lata doświadczeń związanych z porażkami w pierwszej rundzie. Nie chcemy ponownie czuć tego smaku – zadeklarował lider Magic, który najwyraźniej powrócił z bahamskich plaż gotowy na największe wyzwania.










