Mimo że dyskusje na ten temat trwały od kilku lat, to jednak dopiero miesiąc temu NBA i FIBA oficjalnie ogłosiły, że rozpoczęto rozmowy z europejskimi klubami, które miałyby występować w lidze, która nazywać się będzie „NBA Europe”. Wtedy komunikat był krótki i wyważony, jednak podczas meczu NBA w Berlinie komisarz Adam Silver przez pół godziny odpowiadał na pytania dziennikarzy i niemal wszystkie dotyczyły projektu NBA Europe. Postaram się więc przybliżyć Wam ten projekt i odpowiedzieć na pytania czym będzie liga NBA Europe, a czym nie będzie, bo tutaj też jest bardzo dużo przekłamań lub przypuszczeń.


Ten artykuł najpierw powstał w formie podcastu. Dlatego, jeśli interesuje Cię ten temat, to zachęcam do posłuchania podcastu PROBASKET, ponieważ w nagraniu jest też sporo różnych dygresji i moich przemyśleń, a artykuł jest bardziej „oficjalną” wersją.


NBA Europe to nie jest hasło marketingowe. Nie jest zapowiedź jednego turnieju, ani kolejnego meczu pokazowego. NBA Europe to będzie normalna liga, w której rywalizować będą ze sobą drużyny ze Starego Kontynentu. Od razu podkreślę, to nie będzie europejska dywizja NBA. Nie będzie to też zaplecze NBA, czyli G League. To będzie po prostu odrębna liga z ogromnym kapitałem, w który wejdą duzi inwestorzy z Europy i ze Stanów Zjednoczonych, być może też z innych bogatych krajów. NBA będzie ten projekt firmować swoją marką, wiedzą i doświadczeniem, ale będzie to projekt, który powstanie z FIBA, a więc międzynarodową federacją koszykówki.

Aby zrozumieć wagę tej inicjatywy, trzeba jednak najpierw zrozumieć, jak dziś zorganizowana jest koszykówka w Europie. To wydaje mi się bardzo ważne, szczególnie dla kibica NBA w Polsce, który nie śledzi rozgrywek europejskich.

Jak działa koszykówka w Europie? Ligi krajowe, puchary i konflikt

W przeciwieństwie do NBA, która jest jedną, zamkniętą ligą obejmującą cały rynek w USA oraz jedną drużynę z Kanady, europejska koszykówka funkcjonuje w systemie wielopoziomowym. Kluby jednocześnie rywalizują w ligach krajowych oraz w międzynarodowych pucharach, a dostęp do tych rozgrywek (przynajmniej w teorii) zależy od wyników sportowych.

Najważniejsze elementy tej struktury to:

Ligi krajowe – każdy kraj ma własne rozgrywki ligowe (np. ACB w Hiszpanii, Serie A we Włoszech, BBL w Niemczech, LNB we Francji, PLK w Polsce). To one są podstawą całego systemu: kluby zdobywają w nich mistrzostwa, spadają lub awansują, a najlepsze zespoły uzyskują prawo gry w europejskich pucharach.

Euroliga – to obecnie najsilniejsze i najbardziej prestiżowe klubowe rozgrywki w Europie. Formalnie nie są organizowane przez FIBA, lecz przez prywatną spółkę Euroleague Basketball. Większość zespołów grających w Eurolidze posiada wieloletnie licencje, co oznacza, że ich udział nie zależy bezpośrednio od wyników w ligach krajowych. To de facto liga półzamknięta, zbliżona filozoficznie do modelu NBA, ale funkcjonująca w europejskim ekosystemie sportowym.

Konsekwencje modelu Euroligi – kluby euroligowe grają swoje mecze w terminach, które kolidują z tak zwanymi „okienkami reprezentacyjnymi” FIBA, czyli okresami przeznaczonymi na mecze drużyn narodowych w eliminacjach mistrzostw Europy i świata. W praktyce oznacza to, że najlepsi zawodnicy Europy bardzo często nie mogą grać w reprezentacjach, co od lat jest źródłem napięć między Euroligą a FIBA (zawodnicy NBA też nie grają w tych okienkach, jeśli są one w trakcie sezonu NBA).

FIBA Basketball Champions League (BCL) – rozgrywki stworzone przez FIBA jako alternatywa dla Euroligi. Ich kluczową cechą jest „otwarty model sportowy”, czyli kluby kwalifikują się do nich na podstawie wyników w ligach krajowych. BCL ma być pomostem między koszykówką krajową a międzynarodową (w zamyśle FIBA) podstawą zdrowej hierarchii sportowej.

EuroCup i inne puchary – dodatkowe rozgrywki międzynarodowe, o niższym prestiżu, często pełniące rolę zaplecza dla Euroligi lub dla BCL.

Ten podział sprawił, że europejska koszykówka od kilkunastu lat funkcjonuje w stanie strukturalnego konfliktu między modelem zamkniętym a otwartym, między interesem elitarnych klubów a interesem federacji narodowych i reprezentacji.

Projekt NBA i FIBA w kontrze do Euroligi?

Dlaczego projekt NBA i FIBA budzi takie zainteresowanie i czy jest tam drugie dno? Oficjalnie nie jest to projekt wymierzony w Euroligę, ale strukturalnie stanie się jej alternatywą. Będzie oferować ścieżkę awansu opartą na wynikach sportowych, której w przypadku Euroligi brakuje. Dla FIBA to szansa na odzyskanie kontroli nad systemem, w którym dotychczas dominowały prywatne interesy elitarnych klubów, a federacje narodowe i reprezentacje często były zmuszone ustępować. Dla NBA to z kolei wejście w rynek europejski na poziomie ligowym, który może połączyć prestiż najlepszej koszykówki z globalną rozpoznawalnością marki, a jednocześnie wpłynąć na rozwój talentów i standaryzację szkolenia młodych zawodników w Europie.

Projekt wygląda na przemyślaną strategię stworzenia ligi elitarnych klubów, ale otwartej dla ambitnych zespołów, zintegrowanej z kalendarzem lig krajowych i reprezentacji narodowych.

To podejście może stopniowo zmienić układ sił w europejskiej koszykówce, bo zaoferuje klubom realną alternatywę, ale też da kibicom możliwość oglądania najlepszych zawodników zarówno w drużynach klubowych, jak i w reprezentacjach. Z punktu widzenia NBA i FIBA korzyść jest obustronna. Liga NBA Europe może się stać nowym centrum europejskiego basketu, podnosząc poziom sportowy i atrakcyjność finansową, a jednocześnie przywracając hierarchię opartą na rywalizacji sportowej, a nie tylko na przywilejach licencyjnych.

Trudno dziś przewidzieć, jak szybko projekt NBA Europe wpłynie na Euroligę. Zmiany mogą być stopniowe. Nowa liga będzie pewnie najpierw funkcjonować obok obecnych rozgrywek, ale może się okazać, że kiedy jeden czy dwa kluby z Euroligi przejdą do NBA Europe (a już mamy taką zapowiedź, że zrobi to np. Real Madryt), to uruchomi to tak zwany efekt domina i pozostałe kluby nie będą miały wyjścia. Pójdą ich śladami, bo okaże się, że korzyści z gry w NBA Europe będą dla nich większe, niż pozostanie w Eurolidze.

Trzeba też pamiętać, że NBA dysponuje ogromnymi pieniędzmi i wygląda na to, że chce je zainwestować w Europie. Tu może chodzić nie tylko o marketing wokół rozgrywek i premie dla klubów za wygrane, ale może być to realna szansa na rozwój klubów europejskich poprzez inwestycję NBA w infrastrukturę i szkolenie, a to jest coś czego nikt wcześniej nie był w stanie zagwarantować.

NBA zakochana w ligach piłkarskich

Nie jest tajemnicą, że ludzie związani z NBA, pracownicy ligi, klubów, dziennikarze, sami zawodnicy czy właściciele lub udziałowcy klubów, są pod ogromnym wrażeniem zainteresowania i rozwoju klubów piłkarskich w Europie.

To właśnie podkreślał komisarz NBA w Berlinie, że chce, aby w NBA Europe grały kluby współpracujące czy będące filią znanych klubów piłkarskich. Stąd informacja o Realu Madryt, czy o Albie Berlin i dlatego właśnie za rok mecz NBA odbędzie w Manchesterze – w mieście w którym mieszka pół miliona osób, ale w którym grają legendarne chyba można powiedzieć kluby piłkarskie – Manchester United oraz Manchester City.

Jaka będzie liga NBA Europe?

Najistotniejszą informacją zawartą jeszcze w grudniowym komunikacie NBA i FIBA nie jest liczba drużyn ani nazwa nowych rozgrywek, lecz model dostępu. Zapowiadana liga, obok zespołów posiadających miejsca stałe, ma oferować coroczną, opartą wyłącznie na wynikach sportowych ścieżkę awansu dla wszystkich klubów zrzeszonych w FIBA.

Drogą do niej mają być rozgrywki Basketball Champions League lub osobny turniej kwalifikacyjny rozgrywany po zakończeniu sezonu.

W europejskim kontekście to deklaracja o ogromnym znaczeniu. Od dwóch dekad trwa bowiem spór o to, czy elitarne rozgrywki powinny być przywilejem zamkniętej grupy klubów, czy też nagrodą za wyniki sportowe. NBA i FIBA stawiają sprawę jasno, że bez realnej drogi awansu projekt nie ma racji bytu.

Sekretarz generalny FIBA Andreas Zagklis mówił wtedy wprost o „poszanowaniu europejskich zasad sportu” i „uczciwej drodze na szczyt dla każdego ambitnego klubu”. To język rzadko spotykany w oficjalnych wypowiedziach NBA, która przez lata preferowała model stricte franczyzowy.

Równie istotna jest zapowiedź pełnej synchronizacji kalendarza nowej ligi z ligami krajowymi oraz rozgrywkami reprezentacyjnymi. To jeden z najbardziej zapalnych punktów europejskiej koszykówki ostatnich lat.

Jeśli nowa liga rzeczywiście zostanie wpasowana w rytm sezonu FIBA, może to oznaczać jakościową zmianę: rozgrywki klubowe, które nie stoją w konflikcie z reprezentacjami narodowymi. Dla federacji to sygnał, że nie są marginalizowane, a dla kibiców szansa na oglądanie najlepszych zawodników zarówno w klubach, jak i w kadrze.

NBA i FIBA deklarują, że nowa liga ma wspierać nie tylko zespoły z najwyższego poziomu. W planach są inwestycje w ligi krajowe, akademie młodzieżowe oraz programy szkoleniowe dla trenerów i sędziów. To odpowiedź na jeden z najczęstszych zarzutów wobec elitarnych rozgrywek, że wysysają talenty i pieniądze z reszty systemu. W teorii nowa liga ma działać jak wzmacniacz całego ekosystemu. W praktyce pozostaje oczywiście pytanie, czy ten model okaże się realny, czy jedynie deklaratywny.

NBA od lat rozważała silniejszą obecność w Europie. Były akademie, projekty marketingowe, mecze pokazowe, a nawet plany stworzenia NBA Europe. Żaden z nich nie przerodził się w trwałą strukturę, bo Amerykanie nie byli w stanie wdrożyć swojej wizji w Europie. Różnica dziś polega na partnerstwie z FIBA, a więc pójściu na kompromisy i otwarciu na współpracę. Oznacza to dostęp do federacji narodowych, lig krajowych i infrastruktury sportowej. Adam Silver mówi o ogromnej szansie i wspólnej wizji, używając języka bardziej dyplomatycznego niż rewolucyjnego.

Nic na siłę

Jeśli ktoś obawia się, że projekt będzie ultra komercyjny, to te słowa Silvera powinny go uspokoić. Zapytany o to czy nie obawia się niechęci kibiców, bo często są oni bardzo przywiązani do barw klubowych, komisarz stwierdził, że rozmawiał o tym z zawodnikami z Europy i ma pełną świadomość jak ważne jest zachowanie tożsamości klubu i nawiązaniu do tradycji. Wydaje się więc, że będzie to brane pod uwagę.

Swoją drogą taka dygresja – europejczycy narzekający na komercję i marketing NBA, których kluby co sezon zmieniają nazwę, bo trzeba tam wsadzić sponsora, to wydaje mi się trochę nawet zabawne. W końcu to właśnie kluby NBA trzymają się swoich niekomercyjnych nazw i dopiero kilka lat temu pozwolono, aby malutkie logotypy sponsorów pojawiały się na strojach, gdzie często w Europie koszulka wygląda jak choinka. Ale to zostawmy, wiemy o co chodzi, dla mnie też tradycja jest ważna. Tylko warto po prostu patrzeć na ten aspekt z pewnym dystansem, żeby po prostu nie być hipokrytą.

Silver powiedział, że Franz Wagner ujął to najlepiej „spróbujmy znaleźć najlepsze połączenie starego i nowego, tradycji i innowacji„.

Silver powiedział też, że to właśnie NBA wnosi do stołu. I dlatego ważne jest nie tylko to, że FIBA jest ich partnerem, ale też że współpracują z istniejącymi i działającymi już klubami, które rozumieją kulturę europejskiej koszykówki, jej tradycje, historię i to, co czyni ją wyjątkową na wiele sposobów.

NBA ma czas

Podczas konferencji w Berlinie Adam Silver przypomniał ciekawą historię odnoszącą się do WNBA, czyli ligi kobiecej w USA. – Wszyscy uczestnicy projektu NBA Europe rozumieją, że nie jest on dla tych, którzy myślą krótkoterminowo. Nie są to sytuacje porównywalne, ale myślę o WNBA, która w tym roku rozegra swój 30. sezon. Pamiętam, że przez pierwszą dekadę, gdy David Stern nadzorował ją jako komisarz NBA, często padało pytanie: jak długo będziecie się tego trzymać? bo nie wyglądało na to, że to się uda. Przeskoczmy 30 lat do przodu. Dziś niesamowite jest to, co dzieje się w kobiecej koszykówce. Nie sugeruję, że to wprost porównywalne, ale dodam, że chcielibyśmy również stworzyć kobiecą ligę w Europie, jeśli uda się znaleźć właściwy model – powiedział Silver.

Można więc jasno stwierdzić, że NBA ma czas. Nie będzie się spieszyć, bo nie musi. Silver dodał też jest świadomy, że uruchomienie ligi, zwłaszcza jeśli to ma być mieszanka istniejących już drużyn z takimi, które dopiero powstaną i że w niektórych miastach trzeba będzie zbudować halę. To wszystko wymaga więc długofalowej perspektywy. I tak to jest komunikowane zainteresowanym klubom oraz inwestorom.

Kto zapłaci za NBA Europe?

Tutaj też Adam Silver wyraził się jasno podczas konferencji w Berlinie, że finansowanie przynajmniej na początku pochodziłoby od klubów członkowskich. – Myślę, że podobnie jak w każdym startupie uczestnicy byliby inwestorami i z czasem liczyli na zwrot – stwierdził Silver.

Silver przeciął więc spekulacje, że to NBA wjeżdża do Europy, wykłada dolary i przejmuje rynek. – W NBA, mimo bardzo dużych przychodów, potrafimy wydać większość tych pieniędzy na połączenie wynagrodzeń dla zawodników oraz inwestycji w infrastrukturę i marketing. Jeśli mielibyśmy skutecznie uruchomić nową ligę, to sądzę, że minie trochę czasu, zanim stanie się ona rentownym przedsięwzięciem komercyjnym – dodał Silver.

Tutaj jednak niech was to stwierdzenie nie zwiedzie. Nawet jeśli oficjalnie NBA nie będzie znaczącym inwestorem, to inwestorami będą ludzie w jakiś sposób związani z NBA. Mogą to być byli zawodnicy, mogą to być właściciele klubów, mogą to być też celebryci czy europejscy lub amerykańscy milionerzy, którzy nie mają szans na kupno klubu NBA, ale zadowolą się inwestycją w klub w Europie.

Poza tym historia aktora Ryana Reynoldsa, który kupił klub piłkarski z 5. ligi w Walii, a teraz gra w zapleczu angielskiej Premier League pobudził niesamowicie wyobraźnię zarówno kibiców, jak i bogaczy, którzy też chcieliby taki sukces powtórzyć. Oczywiście serial dokumentalny na Disney+Welcome to Wrexham” zrobił swoje, ale trzeba przyznać, że w klub zainwestowano, zaczęto nim profesjonalnie zarządzać i to przyniosło efekty.

Czym zatem będzie Liga NBA Europe?

  • Będzie nową ligą koszykarską w Europie konkurującą z Euroligą, ale grającą według zasad FIBA (tutaj zakładam, że będzie 4×10 minut i przepisy będą „fibowskie”).
  • Będzie to liga, której celem będzie przyciągnięcie inwestorów, którzy będą chcieli włożyć w ten projekt setki milionów dolarów.
  • Na pewno możemy się spodziewać dużych inwestycji w Marketing, bo ogólnie rozumiana promocja, to bardzo mocna strona NBA i na pewno będzie to „produkt opakowany” (co mnie osobiście bardzo cieszy i tylko utwierdza w przekonaniu, że walka o inwestycje w promocję, kiedy pracowałem w PLK i PZKosz, to nie były tylko moje zachcianki i pomysły, ale że ujmę to wprost: tak się powinno robić sport).

Czym nie będzie liga NBA Europe?

  • Na pewno nie będzie to dywizja europejska ligi NBA. Ze względów logistycznych, podróże, kwestie prawne, wkomponowanie drużyn lub drużyny do kalendarza i całego ekosystemu NBA jest na ten moment niemożliwe i wydaje mi się, że nie będzie możliwe przez jeszcze wiele lat.
  • NBA Europe nie będzie też zapleczem NBA w takiej formie w jakiej jest G League, dlatego, że zawodnicy z G League muszą być dostępni dla drużyn NBA czasem nawet w ciągu kilku godzin – do treningów czy do grania w meczach na zastępstwo. G League jest więc bardziej ligą rezerwowych. Nie są w nią inwestowane ogromne pieniądze.

NBA Europe vs NBA?

To czego jeszcze nikt nie powiedział, ale co jest możliwe, to wyobrażam sobie, że np. jedna lub dwie drużyny z Europy dołączą do turnieju NBA Cup. Na wzór Pucharu Króla w Hiszpanii i na wzór Pucharu Polski w PLK (na marginesie, pracując w PLK przez 6 lat, to był jeden z naszych małych sukcesów, że udało nam się przekonać ówczesny zarząd do pomysłu turnieju na 8 drużyn w trakcie sezonu). Dlatego wyobrażam sobie, że w NBA Cup w Las Vegas spotykają się nie cztery, a osiem zespołów i np. dwa z nich są właśnie z ligi NBA Europe.

Tak samo wyobrażam sobie, że kilka drużyn NBA przylatuje do Europy przed sezonem i grają w turnieju towarzyskim z zespołami z NBA Europe. Takie rozwiązania sobie wyobrażam, ale nie wyobrażam sobie, aby NBA Europe mogła być tą mityczną dywizją europejską. To po prostu jest logistycznie za trudne.

Dlaczego? Zwróćcie uwagę na to, że kluby nie chcą się zgodzić na zmianę układu play-offów. Nie chcą, żeby po sezonie zasadniczym tworzona była jedna tabela i żeby np. w pierwszej rundzie Boston Celtics grali z Los Angeles Clippers. W play-offach gra się często co drugi dzień. Takie podróże po siedem godzin, to można w finale NBA, kiedy jest dłuższa przerwa, ale nie w każdej rundzie play-offów. To po prostu wpłynęłoby na jakość gry, zwiększyłoby zmęczenie, a co za tym idzie także liczbę kontuzji. Kwestia kosztów też ma na pewno znaczenie, ale logistykę stawiałbym na pierwszym miejscu jako element, który mówi takiemu pomysłowi NIE.

Jeśli zatem kluby NBA nie chcą tyle latać, to jak miałaby przylecieć do Europy? Przecież gdybyśmy mieli jedną drużynę w Europie, to musiałaby to zrobić każda drużyna! A drużyna z Europy musiałaby potem polecieć do USA na tournee na ile? Na miesiąc? Na dwa miesiące? Który zawodnik chciałby tak żyć?

I tu oczywiście mówimy o jednej drużynie z Europy, która miałaby dołączyć do amerykańskiej NBA. A gdyby to miała być cała dywizja, to jeszcze jeden element jest tu kluczowy – jakość gry, poziom zawodników. Już teraz mówi się czasem, że 30 drużyn to za dużo i że poziom się obniży, jeśli liczba drużyn zwiększy się z 30 do 32. Dodanie więc całej dywizji obniży poziom jeszcze bardziej, dlatego uważam, że ten pomysł odpada, że nie ma na niego szans. Dodanie jednej drużyny? Tylko w teorii, bo wymienione przeze mnie argumenty sprawiają, że jestem niemal pewien, że to się nie zadzieje przez co najmniej 5-10 lat. Może jednak być tak, nie mogę tego wykluczyć, że właśnie za ileś tam lat świat się tak zmieni, że będzie na to tak zwana przestrzeń i będzie jakiś pomysł, żeby jedna drużyna NBA była w Europie, a druga np. w Meksyku, a trzecia w Japonii. Na dziś jest to jednak science fiction.

Euroliga straszy prawnikami

Euroliga wysłała pismo do NBA, którego treść nie została upubliczniona, ale z mediów dowiedzieliśmy się, że jest to pewnego rodzaju ostrzeżenie przed krokami prawnymi. Nie chodzi tu o powstanie NBA Europe, ale o fakt, że mimo posiadania 10-letnich licencji na grę w Eurolidze, niektóre kluby mogą z niej zrezygnować i chcieć przejść do NBA Europe.

To także skomentował Adam Silver. – Widzę tu szansę na rozwój europejskiej koszykówki, a szczerze mówiąc, dużo bardziej koncentruję się na konkurencyjnym krajobrazie. Nie tylko wobec innych sportów w Europie, ale też wobec innych form rozrywki. Tak patrzymy na NBA. Nawet w Stanach Zjednoczonych nie postrzegamy siebie jako kogoś, kto koniecznie rywalizuje z innymi organizacjami koszykarskimi czy sportowymi. My rywalizujemy o uwagę ludzi. Jesteśmy w wielu aspektach produktem sportowo-rozrywkowym. Gdybym uważał, że „sufitem” jest obecna Euroliga i jej poziom zainteresowania kibiców, to nie poświęcalibyśmy temu projektowi tyle czasu i uwagi. Jestem wielkim fanem europejskiej piłki nożnej. Zdumiewa mnie ten poziom identyfikacji i poczucia przynależności, wręcz miłości dla klubów. Właśnie w tę stronę celujemy. Jest sporo miejsca na konkurencję. Jest sporo miejsca na to, by ktoś był fanem zarówno ulubionego klubu piłkarskiego, jak i ulubionego klubu koszykarskiego. Na tym się teraz skupiam – podsumował komisarz NBA.

Ten fragment wydaje mi się bardzo ważny, bo pokazuje o jakiej skali myśli Silver. Dla niego Euroliga to jest tylko liga koszykówki, a on chce stworzyć na wzór amerykańskiej NBA ligę, która będzie konkurowała nie tylko z innymi dyscyplinami sportowymi, ale w ogóle z innymi wydarzeniami kulturalnymi czy muzycznymi, bo będzie tak opakowana, że będzie możliwością spędzania czasu dla całych rodzin, a nie tylko dla najwierniejszych fanów.

Sport zamiast serialu

Ogromny potencjał, który widzi Silver w stworzeniu ligi koszykarskiej w Europie opiera też na fakcie, że platformy streamingowe, które w ostatnich latach skupione były na filmach i serialach, teraz coraz chętniej inwestują w sport na żywo. Komisarz NBA uważa też, że nowa liga nie będzie konkurować z piłką nożną, bo może rosnąć wraz z nią i obok niej.

– To po prostu powiększa rynek, a kibice mają ogromną zdolność, by być fanami wielu drużyn. W wielu przypadkach byłby to kibic pod tym samym szyldem co jego ulubiony klub piłkarski. Zamiast myśleć, że odbieramy im udział, patrzę na komercyjną stronę koszykówki w Europie. Prawdopodobnie to około jeden procent całego komercyjnego rynku sportu. Jednocześnie będąc sportem nr 2 w Europie i być może rosnąc szybciej niż piłka, a rosnąc szybciej tylko dlatego, że piłka jest znacznie większa, to pokazuje, że istnieje ogromna szansa, by zbudować wokół koszykówki rentowny biznes – stwierdził Silver.

Wszystko w jednej aplikacji

Kluczem do sukcesu tego projektu może być też coś, o czym rzadko mówi się w kontekście sportowym, a co jest kluczowe w biznesie, czyli technologia. NBA chce, aby NBA Europe było częścią ich globalnego ekosystemu cyfrowego. Co to oznacza dla kibiców? Prawdopodobnie to, że w ramach jednej subskrypcji w aplikacji NBA (NBA App), będziemy mogli obejrzeć zarówno mecz LakersMavericks o 3 nad ranem, jak i spotkanie Realu Madryt w NBA Europe o 20:00.

Dla NBA będzie to pewnego rodzaju domknięcie, czyli skupią naszą uwagę jeszcze bardziej. W ten sposób prezentując najlepsze akcje czy informując o możliwości obejrzenia meczu, kibice NBA szybko dowiedzą się o NBA Europe, a aplikacje NBA na pewno będzie regularnie nam niej przypominać.

Jeśli uda im się połączyć streaming najlepszej ligi świata z elitarną ligą europejską w jednym miejscu, to komercyjnie odskoczą Eurolidze o lata świetlne. Euroliga już teraz ma problem, bo niektóre kluby nie mają tak stabilnej sytuacji finansowej jak inne, a w NBA Europe stabilność finansowa ma być podstawą funkcjonowania w długofalowej perspektywie. Dlatego właśnie Euroliga straszy pozwami. Bo się boi. Bo wie, że na powstaniu NBA Europe straci, że zostanie zdetronizowana, a kto wie czy w ciągu kilku lat nie zostanie wręcz zmarginalizowana?

Pytania na które nie znamy jeszcze odpowiedzi na temat projektu NBA Europe:

  • Ile klubów otrzyma miejsca stałe, a ile będzie walczyć o awans co roku?
  • Jak zareagują największe europejskie kluby i czy wszystkie będą chciały wziąć udział w projekcie?
  • Ile klubów grających obecnie w Eurolidze wybierze NBA Europe od razu, a ile w kolejnych latach?
  • W których miastach europejskich powstaną nowe kluby, aby grać w NBA Europe? Wszystko wskazuje na to, że w Londynie, Paryżu, Manchesterze i do tego dołączy Madryt, Berlin, Stambuł…
  • Czy federacje narodowe zaakceptują nowy podział wpływów?
  • Najważniejsze! Czy europejski kibic uzna ligę współtworzoną przez NBA za swoją?

Na papierze i w teorii projekt wydaje się być bardzo ciekawy i spójny, dający szansę na rozwój oparty na współpracy, a nie na konflikcie. Fakt, że zabierają się za niego ludzie z NBA pozwala oczekiwać, że będą kierować się przede wszystkim argumentami merytorycznymi, opracowaną wcześniej strategią, mając konkretne cele do osiągnięcia.


I to by było na tyle. Tak zawsze kończę każdy podcast PROBASKET, więc jeśli jeszcze nie słuchałeś to zachęcam.

Zapraszam też do obejrzenia w najbliższą niedzielę meczu Boston Celtics – Milwaukee Bucks. Będę ten mecz komentował razem z Radkiem Spiakiem w TVP Sport.

Pamiętaj, że TVP Sport to kanał ogólnodostępny, a więc jest w telewizji naziemnej oraz powinien być w każdym najtańszym pakiecie w kablówce. Programy, mecze i różne zawody transmitowane w TVP Sport można też oglądać bezpłatnie (na żywo lub z odtworzenia) aplikacji w telefonie lub na tablecie, albo na stronie WWW lub na telewizorze, który jest podłączony do internetu i ma możliwość zainstalowania aplikacji TVP Sport.

PS W ostatni weekend, w nocy z soboty na niedzielę wspólnie z Radkiem Spiakiem komentowaliśmy mecz Dallas MavericksLos Angeles Lakers. Można go obejrzeć tutaj.

A tu jeszcze raz możliwość posłuchania najnowszego odcinka podcastu PROBASKET:

Wspieraj PROBASKET

  • Sprawdź najlepsze promocje NIKE i AIR JORDAN w Lounge by Zalando
  • W oficjalnym sklepie NIKE znajdziesz najnowsze produkty NIKE i JORDAN oraz dobre promocje.
  • Oficjalny sklep marki adidas też ma dużo do zaoferowania.
  • Oglądasz NBA? Skorzystaj z aktualnej oferty - kup dostęp do NBA League Pass.
  • Lubisz buty marki New Balance? W ich oficjalnym sklepie znajdziesz coś dla siebie.


  • Subscribe
    Powiadom o
    guest
    1 Komentarz
    najstarszy
    najnowszy oceniany
    Inline Feedbacks
    View all comments