Nieco w cieniu EuroBasketu pozostaje rozgrywany równolegle turniej o koszykarskie mistrzostwo obu Ameryk, czyli popularny AmeriCup. Na parkietach Nikaragui mieliśmy kilka niespodzianek, jak choćby porażka faworyzowanych – nawet jeśli w składzie nie ma zawodników obecnie grających w NBA – Stanów Zjednoczonych z Urugwajem. Rozgrywki weszły już w fazę półfinałów, jednak jeszcze w ćwierćfinale doszło do przykrej sytuacji, po której kibice New Orleans Pelicans mogli mieć swoiste deja vu.
Nie jest tajemnicą, że – zwłaszcza w ostatnim sezonie – ekipa z Luizjany miała poważny problem z kontuzjami. To główny z powodów, dla których New Orleans Pelicans zakończyli minioną kampanię na koszmarnym, przedostatnim miejscu w Konferencji Zachodniej, wyprzedzając jedynie Utah Jazz. Wszyscy związani z drużyną z pewnością liczą, że kolejne rozgrywki przyniosą poprawę sytuacji, jednak wiele wskazuje na to, że pechowa passa utrzymuje się również w trakcie okresu posezonowego.
Żarty na bok, ale sytuację, która miała miejsce w czwartkowym, ćwierćfinałowym meczu turnieju AmeriCup pomiędzy Portoryko a Argentyną trudno określić inaczej niż tylko nieszczęśliwą. W wyrównanym spotkaniu doszło do dogrywki, w której groźnie wyglądający upadek zaliczył rozgrywający znakomite zawody Jose Alvarado, zawodnik reprezentujący barwy właśnie Pelicans.
27-letni rozgrywający walczył o ofensywną zbiórkę, gdy nagle został wytrącony z równowagi przez jednego z przeciwników i mocno upadł na okolice kości ogonowej. Nie wrócił już do gry, a parkiet musiał wręcz opuścić na noszach. Wprawdzie nie ma jeszcze informacji na temat powagi sytuacji, ale wyglądało na to, że popularny Grand Theft Alvarado (przydomek zawdzięcza temu, że jest specjalistą od przechwytów) mógł doznać urazu pleców i prawdopodobnie szyi.
Podłamani utratą swojego lidera Los Gallos nie zdołali już nawiązać walki, tym samym przegrywając z obrońcami tytułu 77:82. Podopieczni Pablo Prigioniego awansowali do półfinału, gdzie zmierzą się z Kanadą, co wcale nie musi być dla nich łatwą przeprawą. Wprawdzie w ekipie z Kraju Klonowego Liścia również próżno szukać największych gwiazd, to jednak Kyshawn George (Washington Wizards) czy Leonard Miller (Minnesota Timberwolves) również to i owo potrafią, a w odwodzie jest jeszcze Mfiondu Kabengele, siostrzeniec słynnego Dikembe Mutombo.
Wracając jednak do meritum, utrata Alvarado to z pewnością poważny cios. Rozgrywający Pelicans w ostatnich latach stał się twarzą portorykańskiej koszykówki, w 2024 roku prowadząc swoją reprezentację do pierwszego od ponad 20 lat występu olimpijskiego. W decydującym meczu był najlepszym strzelcem (25 punktów, w tym 7/15 z dystansu). Zresztą na parkietach Nikaragui również pokazywał, co potrafi, notując średnio 17,8 punktu, 3 zbiórki, 4,5 asysty i aż 2,3 przechwytu na mecz.
Jeśli jeden z ulubieńców nowoorleańskiej publiki, którego to statusu dorobił się dzięki „natrętnemu” stylowi gry i rozmaitym boiskowym sztuczkom, będzie musiał pauzować przez dłuższy czas, może mieć to ogromny – negatywny, rzecz jasna – wpływ na drużynę w nadchodzącym sezonie. Nie da się ukryć, że Jose od dawna jest iskrą napędzającą zespół po obu stronach parkietu, a przesadą nie będzie stwierdzenie, że stanowi serce i duszę zespołu.
Problem w tym, że jest również wyjątkowo podatny na kontuzje. Może to jeszcze nie jest tych rozmiarów ambaras, co w przypadku Anthony’ego Davisa czy nawet klubowego kolegi, Ziona Williamsona, to jednak w każdym z dotychczasowych sezonów w NBA Alvarado z tych czy innych powodów musiał opuścić co najmniej 20 spotkań.
Dobre wieści dla Pelicans są jednak takie, że dla ich zawodnika (i jego reprezentacji) letni turniej już się zakończył. Z pewnością teraz wszyscy koszykarscy fani ekipy z Luizjany będą wstrzymywać oddech, mając nadzieję, że kontuzja ich faworyta nie jest tak poważna, jak to się mogło wydawać. Do obozu treningowego pozostał mniej więcej miesiąc i wszyscy liczą, że Jose nie będzie musiał go sobie odpuścić.
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!