We wrześniu Adrian Wojnarowski zrzucił na cały świat koszykówki bombę ostateczną. Słynny dziennikarz ESPN zaskoczył chyba wszystkich, informując, że zamierza przejść na emeryturę. Jak powiedział, tak zrobił, a za powód swojej decyzji niedługo potem podał wypalenie zawodowe i chęć spędzania czasu z rodziną, na co wcześniej z wiadomych względów rzadko mógł sobie pozwolić. Tymczasem według najnowszych doniesień wygląda na to, że to nie była jedyna przyczyna.
Nowe informacje, które wyszły na jaw w czwartek, trudno nazwać inaczej niż przykrymi. W opublikowanym na łamach Sports Illustrated artykule możemy przeczytać, że niedługo przed podjęciem tej zaskakującej decyzji Adrian Wojnarowski dostał wiadomość, która mogłaby zwalić z nóg nawet najsilniejszych z nas. Otóż w marcu bieżącego roku u 55-letniego byłego już dziennikarza zdiagnozowano raka prostaty. Musiał wtedy spojrzeć na życie z innej perspektywy, co na pewno zaważyło na jego postanowieniu, a przynajmniej je przyspieszyło.
Obecny generalny menedżer drużyny koszykarskiej na swojej alma mater, St. Bonaventure’s, dał jednak do zrozumienia, że rokowania są pozytywne, a wykryty w jego przypadku nowotwór „zazwyczaj ogranicza się tylko do prostaty i zwykle rozwija się powoli”. Jedną z opcji, o ile się na nią zdecyduje, pozostaje operacja, ale na chwilę obecną zalecono mu jedynie poprawę jakości snu, diety oraz regularne ćwiczenia i wizyty kontrolne co kwartał. Pozostając na poprzednim stanowisku, mógłby mieć z tym problem. Jak zresztą przyznał popularny Woj, diagnoza nie była jedynym powodem jego odejścia z ESPN, ale na pewno miała wpływ na podjętą przez niego decyzję.
– Nie chciałem spędzić ani jednego dnia więcej w życiu, czekając na wynik czyjegoś badania metodą rezonansu magnetycznego lub pisząc o pierwszej w nocy do któregoś agenta w sprawie skręconej kostki jego klienta – stwierdził 55-latek w rozmowie z Chrisem Mannixem ze Sports Illustrated.
Wojnarowski dowiedział się o raku po – wydawałoby się – rutynowym badaniu krwi, które wykazało podwyższony poziom antygenu swoistego dla prostaty (PSA). Nowotwór został wykryty na tyle wcześnie, że na razie nie ma powodu do niepokoju, ale były już dziennikarz doszedł do wniosku, że lepiej zapobiegać niż leczyć. Do refleksji skłoniła go podróż do Arkansas, jaką odbył w maju na pogrzeb długoletniego kolegi z redakcji ESPN, Chrisa Mortensena, który zmarł na raka gardła.
– Przypomniało mi to, że praca nie jest wszystkim. Na samym końcu i tak zostają z tobą tylko rodzina i najbliżsi przyjaciele. Poza tym zazwyczaj niewielu ludzi to w ogóle obchodzi. Nikt nie pamięta [breaking newsów]. Wszystko jest ulotne niczym para – filozoficznie skwitował Woj.
O diagnozie jako jeden z pierwszych dowiedział się prezes ESPN, Jimmy Pitaro, który próbował przekonać swojego ówczesnego podwładnego do pozostania w firmie na innym stanowisku, ale spotkał się z odmową. Wojnarowski czuł wypalenie, więc zdecydował się na inną ścieżkę kariery, nawet jeśli w St. Bonaventure’s zarabia o wiele mniej niż na poprzednim stanowisku (75 tys dolarów do 7,3 mln dolarów rocznie). Nie zamierza wracać do pracy w mediach czy w NBA, w czym wspiera go również rodzina na czele z żoną Amy, która jeszcze jakiś czas temu nazywała telefon męża „piątym członkiem rodziny”.
– To, co robiłem, po prostu przestało mnie satysfakcjonować. Po prostu skończyłem z tym. Teraz czerpię ekscytację z innego źródła. Mogę się nauczyć czegoś nowego, być częścią czegoś takiego. To zupełnie nowe wyzwanie – zakończył Adrian Wojnarowski, przy okazji informując, że „wszystko z nim w porządku”, a na opowiedzenie o swojej diagnozie zdecydował się, chcąc „zachęcić innych do regularnych badań i testów”. W końcu nigdy nic nie wiadomo.
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!