Jeszcze do niedawna wydawało się, że dni Anthony’ego Davisa w Dallas Mavericks są policzone, a zawodnik zostanie wkrótce wymieniony do innego zespołu. Plany te pokrzyżowała jednak kontuzja 32-latka, która znacząco zmniejszyła zainteresowanie jego usługami i skomplikowała jego sytuację.
Ostatni rok był dla Anthony’ego Davisa sporym wyzwaniem. Rozłąka z Los Angeles Lakers doprowadziła go do Dallas Mavericks, gdzie nie miał jednak dobrego startu, bo szybko nabawił się urazu. Atmosfera w Teksasie nie była najlepsza, ale kiedy okazało się, że do zespołu dołączy Cooper Flagg, część uśmiechów wróciła na twarze włodarzy.
Szybko zdano sobie jednak sprawę, że w obliczu kontuzji Kyrie’ego Irvinga i znacznie gorszej dyspozycji Klaya Thompsona walka o najwyższe laury w obecnym zestawieniu będzie niemal niemożliwa, więc Davis trafił na listę zawodników do wzięcia. Pomimo jego bogatej historii kontuzji wśród zainteresowanych mieli znaleźć się m.in. Atlanta Hawks czy Toronto Raptors.
Kolejna kontuzja środkowego znacznie utrudniał jednak realizację tego planu. Początkowo mówiło się, że 32-latek wypadł z gry do końca sezonu, ale kilka dni później szacowania zostały zmienione na ok. 6-tygodniową przerwę. Nawet skrócenie tego okresu skutecznie zniechęciło potencjalnych kupców.
Jake Fischer informuje, zainteresowanie znacząco spadło, a obaj wymienieni wyżej kandydaci myślą raczej o podążeniu w innym kierunku. Trudno oczekiwać, że zaledwie dwa tygodnie przed trade deadline jeden z zespołów zaryzykuje i pozyska Davisa, który do gry wróci dopiero za ponad miesiąc i to w niejasnej dyspozycji.
Dochodzi do tego lukratywny kontrakt gracza, który za kolejny sezon zainkasuje 58,5 miliona dolarów, a na rozgrywki 2027/28 może (i najprawdopodobniej to zrobi) skorzystać z wartej 62,8 miliona dolarów opcji zawodnika.
Dallas również mają rozważać odsunięcie Davisa od gry aż do końca rozgrywek zasadniczych. Tegoroczny draft jest jedynym do 2031, w którym Mavericks są w posiadaniu własnego wyboru pierwszej rundy, co może okazać się niezwykle kluczowe w perspektywie budowy zespołu wokół Flagga.
Nadchodzący nabór ma być wypełniony talentem, więc zaryzykować i pokusić się o wyższy wybór niż walczyć o miejsce w turnieju play-in. Obecnie Mavs mają dziewiąty najgorszy bilans w całej lidze, ale przy solidnym „tankowaniu” i odrobinie szczęścia (które mogli jednak wyczerpać przy okazji zeszłorocznej loterii) mogą wskoczyć nawet do czołowej piątki.
Jeżeli Davis nie pojawi się już w tym roku na parkiecie, kierownictwa pozostałych klubów zapamiętają jego sezon jako całkowitą porażkę. Rozegrał on przecież zaledwie 20 spotkań, w których zdobywał co prawda solidne 20,4 punktu, 11,1 zbiórki, 2,8 asysty oraz 1,7 bloku na mecz, ale częściej wspierał swoich partnerów z ławki rezerwowych.
Dwa lata na jego kontrakcie sprawiają, że nie będzie on również łakomym kąskiem dla zespołów, które będą chciały odciążyć nieco swoją listę płac na lato 2027. Wydaje się więc, że na ten moment Mavs utknęli z Davisem na nieco dłużej.










