Gdy w 2020 roku Charlotte Hornets z trzecim numerem draftu wybrali LaMelo Balla, chyba wszyscy spodziewali się, że młody rozgrywający będzie nową twarzą organizacji, którą poprowadzi do sukcesów. Niestety, los miał w tym przypadku inne plany. Głównie z powodu kontuzji 24-latek – jak do tej pory – nie wzniósł się na oczekiwany poziom i, chociaż w ofensywie zazwyczaj dowozi, nie bez kozery niektórzy eksperci uważają go za jednego z najbardziej przereklamowanych zawodników w NBA. W tej kwestii nie pomagają nawet tak szalone zagrania, jak to z meczu przeciwko obrońcom tytułu.
Jeśli zawodnicy i kibice Oklahoma City Thunder sądzili, że poniedziałkowy mecz z Charlotte Hornets przyniesie im powrót na zwycięską ścieżkę, byli w błędzie. Przyjezdni mieli na ten wieczór zdecydowanie inne plany. Jak się okazało, pokonali podopiecznych Marka Daigneaulta i to w całkiem przekonujący sposób – 124:97.
Właściwie już trzecia kwarta pokazała, że Thunder mogą nie zdołać odrobić strat, bowiem ich rywale do przerwy prowadzili różnicą 17 punktów. Jakby tego było mało, gospodarzy pognębił tyleż efektowny co szalony rzut LaMelo Balla, który dobitnie pokazał, którą stronę trzymali koszykarscy bogowie.
Gdy do końca trzeciej odsłony meczu pozostało niespełna 10 minut, Brandon Miller ruszył w stronę kosza, chcąc zdążyć przed upływem czasu akcji. Będąc już niemal pod koszem, został zatrzymany przez Cheta Holmgrena, przez co stracił kontrolę nad piłką.
Ta trafiła jednak w ręce LaMelo, który, chociaż został wypchnięty w okolice linii końcowej, niemal poza boisko, bez namysłu oddał szaleńczy, niezwykle trudny rzut. Nawet w podwórkowych meczach takie rzadko kończą się powodzeniem, tymczasem, ku zaskoczeniu wszystkich, piłka wpadła do kosza, co powiększyło prowadzenie gości do 19 „oczek”. Skuteczny, jak się okazało, egzekutor zakończył spotkanie z dorobkiem 16 punktów, dwóch zbiórek i dwóch asyst, trafiając ze skutecznością 50% z gry, w tym 57,1% zza łuku.
Co ciekawe, pod względem liczb obecny sezon jest dla 24-latka najsłabszym od czasów, gdy dopiero wchodził do Ligi. W 26 występach notował średnio 19,7 punktu, 5 zbiórek, 7,9 asysty i 1,2 przechwytu. Inna sprawa, że również liczba minut, jakie dostawał, uległa zdecydowanemu zmniejszeniu – 28,1 (mniej grał tylko w debiutanckim sezonie 2020-21). Być może w Charlotte w końcu uznano, że z tej mąki niekoniecznie będzie chleb, ale też jednocześnie jest to zbyt klasowy zawodnik, by ciągle tylko przesiadywał na ławce.
W ciągu sześciu sezonów w najlepszej koszykarskiej lidze świata najmłodszy z braci Ball udowodnił, że jest jednym z najbardziej polaryzujących graczy w lidze, ale też z nim w składzie Szerszenie ani razu nie awansowały do fazy play-off. To jeden z głównych powodów, dla których Zach Buckley uznał rozgrywającego z Karoliny Północnej najbardziej przecenianym zawodnikiem w lidze. Celem zestawienia, w którym znaleźli się też Michael Porter Jr, Jonathan Kuminga, Jared McCain i Paolo Banchero, było wskazanie graczy, „których wizerunek medialny znacząco przewyższa ich faktyczny wkład w grę i wyniki zespołu.”
O ile nie da się ukryć, że Ball jest czołowym kozłującym ligi i odznacza się niebagatelną wizją gry, jednak nie przekłada się to na większe sukcesy zespołu. W 2022 roku został wybrany do Meczu Gwiazd, lecz w pozostałych pięciu sezonach kontuzje znacząco ograniczały jego potencjał. Teraz, gdy Hornets dysponują wyjątkowo młodym składem, LaMelo może zostać wymieniony przed trade deadline w zamian za dodatkowe aktywa.
A jeszcze nie tak dawno temu mogło się wydawać, że jego unikatowy zestaw umiejętności oraz warunki fizyczne jak na rozgrywającego odmieni los drużyny, która była w kryzysie jeszcze przed jego pozyskaniem. Charlotte nie zdołało jednak od tamtej pory uporządkować wielu kwestii organizacyjnych, a, jak zauważył Buckley, talent Balla i hype wokół niego nie znajdują odzwierciedlenia w tym, co faktycznie dzieje się na parkiecie.
– Czy za wszystkie porażki Hornets można winić wyłącznie jego? Oczywiście, że nie. Ale można było oczekiwać, że będzie talentem absolutnie wyjątkowym, tymczasem jego obecność na boisku w całej karierze poprawiała wyniki drużyny zaledwie o 1,5 punktu na 100 posiadań – napisał dziennikarz Bleacher Report.
– Mimo że dysponuje jednym z największych zasięgów rzutowych w lidze, jego skuteczność jest co najwyżej przeciętna (36,5 procent w karierze), co wynika z wyjątkowo ryzykownego doboru rzutów. Potrafi zagrywać wręcz nienaturalne podania, ale jednocześnie wielokrotnie podejmuje ryzyko, co przekłada się na solidne, choć nie wybitne 7,5 asysty przy 3,4 straty – czytamy w dalszej części artykułu.
Potwierdzenie słów Buckleya wszyscy mogliśmy zobaczyć na przykład w meczu z OKC. Tym razem nieprawdopodobny rzut Balla zakończył się powodzeniem, ale w ilu przypadkach na przestrzeni lat wyglądało to zgoła inaczej? Gdyby władze Hornets zdecydowały się na transfer, to może utrudnić sytuację.
Anonimowy przedstawiciel klubu z Konferencji Zachodniej zdradził w rozmowie z Timem MacMahonem i Bobbym Marksem z ESPN, że wśród działaczy pojawiają się wątpliwości co do podejścia LaMelo do samej gry. Umiejętności są niezaprzeczalne, pytanie brzmi jednak, czy drużyny będą skłonne zaakceptować wszystko to, co idzie z nimi w pakiecie? Być może ten chłopak mentalnie wciąż jeszcze nie dorósł do NBA, a to w lidze, która nie wybacza braku profesjonalizmu, bywa problemem znacznie większym niż chybiony rzut.










