Nieczęsto zdarza się, by NBA raczyła nas spotkaniami o przyjaznej dla europejskiego kibica porze w poza weekendami. Ma to miejsce sporadycznie np. podczas dnia Martina Luthera Kinga czy Święta Bożego Narodzenia, ale dziś czeka nas wyjątek. Na godzinę 21:00 czasu polskiego przeniesiono starcie Charlotte Hornets z New Orleans Pelicans. Co się stało, że mecz zostanie rozegrany właśnie wtedy i dlaczego warto rzucić okiem na tę rywalizację?
[21:00] Charlotte Hornets – New Orleans Pelicans
Weekend już za nami, a mimo to czeka nas dziś wieczór z NBA. Spotkanie Charlotte Hornets z New Orleans Pelicans zostało przełożone na godzinę 15:00 czasu lokalnego z uwagi na warunki pogodowe. Przez Karolinę Północną przechodzą obecnie potworne śnieżyce, które w sobotę opóźniły powrót Spurs do San Antonio, przez co ich starcie z Orlando Magic zostało opóźnione o kilka godzin.
Rzut oka na tabelę może sugerować, że to tylko kolejny mecz dwóch ekip spoza strefy play-in. NOP już na pewno nie włączą się do walki o miejsce w czołowej ósemce, ale Szerszenie cały czas depczą po piętach Atlanta Hawks, Chicago Bulls czy Orlando Magic, tracąc do nich odpowiednio dwie, dwie i trzy wygrane.
Jest jednak inny powód, dla którego warto obserwować obecnie Hornets. Grę podopiecznych Charlesa Lee ogląda się po prostu przyjemnie. Widać w niej fantazję i radość z koszykówki. Co więcej, ekipa z Charlotte wygrała sześć ostatnich spotkań i może dziś wyrównać najdłuższą serię zwycięstw od 2016 roku.
Wówczas właśnie napędzany przez Kembę Walkera wygrał siedem spotkań z rzędu. Najdłuższa seria w historii organizacji miała jednak miejsce w trakcie rozgrywek 1997/98, kiedy to Szerszenie wygrały aż 10 kolejnych potyczek. Był to udany sezon dla Hornets, zakończony bilansem 51-31, ale w drugiej rundzie musieli oni uznać wyższość Michaela Jordana i jego Chicago Bulls.
Będzie to drugie, a zarazem ostatnie spotkanie obu ekipy w tym sezonie. Poprzednie starcie, jeszcze na początku listopada, padło łupem Pelicans. Kluczową trójkę w końcówce trafił wówczas Jose Alvarado, a zwycięstwo przypieczętowały rzuty osobiste Treya Murpy’ego III oraz Saddiqa Beya.
Hornets musieli radzić sobie wówczas bez LaMelo Balla, który teraz będzie dostępny do gry. Zabraknie natomiast m.in. Josha Greena czy Masona Plumlee. O ile pierwszy z nich dołożył swoją cegiełkę do serii zwycięstwo Charlotte, o tyle drugi z wymienionych jest poza grą od końcówki grudnia.
W Pelicans nic nie zmienia się od miesięcy. Cały czas jest to zespół, który dysponuje wzbudzającymi zainteresowanie innych zespołów zawodnikami. Chodzi przede wszystkim o Herberta Jonesa i Treya Murphy’ego III, choć obecne stanowisko klubu ma sugerować, że chcą oni zatrzymać swoich graczy.
Cena wywoławcza za powyższych graczy to rzekomo kilka wyborów pierwszej rundy Draftu, co może skutecznie odstraszyć potencjalnych zainteresowanych. Nigdzie nie wybiera się też Zion Williamson, który pozostaje obecnie zdrowy, ale nie będzie priorytetem transferowym żadnego z zespołów.
Warto obserwować Saddiqa Beya, który w czterech ostatnich spotkaniach aż cztery razy był najlepszym punktującym Pels. Jego średnie z tego okresu to 25,3 punktu, 7,3 zbiórki, 3,3 asysty oraz 1,5 przechwytu na mecz. Nie mówiło się o nim sporo w perspektywie potencjalnej wymiany, ale kontrakt 26-latka wygasa wraz z końcem rozgrywek 2026/27, więc zarówno teraz, jak i w lecie oraz przed przyszłorocznym trade deadline, może być on łakomym kąskiem dla innych klubów.
Mimo to nie powinno dziwić, że to Hornets są faworytem tego pojedynku. Wskazują na to również eksperci Superbet. Kurs na zwycięstwo Szerszeni to zaledwie 1.35.











