Deandre Ayton nie jest zadowolony ze swojej roli w Los Angeles Lakers – wynika z artykułu Dave’a McMenamina na ESPN. Środkowy po jednym z ostatnich meczów miał głośno i wyraźnie powiedzieć – tak, by dziennikarze specjalnie to usłyszeli – że Lakers starają się zrobić z niego Clinta Capelę. A on się z tym nie zgadza.
Całkiem spore nadzieje mieli Los Angeles Lakers wobec Deandre Aytona, gdy ten trafił do Miasta Aniołów latem ubiegłego roku. Wielu widziało w nim rozwiązanie podkoszowych problemów kalifornijskiej drużyny i opcję na lata. Zawodnika, który przez długi czas będzie partnerem dla Luki Doncicia. Jednak Ayton w swoim pierwszym sezonie w L.A. przeżywa sporo frustracji.
Jego rola w ataku Lakers nie jest zbyt duża. Dość powiedzieć, że środkowy jest z reguły czwartą lub piątą opcją. Widać to w statystykach. Zdobywa on średnio 13,2 punktu na mecz i oddaje średnio dziewięć rzutów w każdym spotkaniu. W obu przypadkach mowa o najniższych wynikach w karierze.
Ayton wyraźnie nie jest z takiego obrotu spraw zadowolony. Bo punktować niewątpliwie potrafi. W ostatnim starciu Lakers przeciwko Orlando Magic zapisał na konto 21 punktów (8-11 z gry) i 13 zbiórek. Kalifornijska ekipa mecz jednak przegrała, a sfrustrowany środkowy wylał swoje frustracje po meczu w obecności dziennikarzy. Szczegóły zdradził Dave McMenamin.
– Starają się zrobić ze mnie Clinta Capelę. A ja nie jestem Clint Capela! – miał stwierdzić Ayton już po rozmowie z dziennikarzami, gdy udał się w stronę pryszniców. Jego komentarz wybrzmiał głośno i dokładnie. Tak, by dziennikarze dobrze to usłyszeli.
27-latek nawiązał tutaj do gracza Houston Rockets, który swego czasu był w Teksasie podstawowym zawodnikiem (dziś jest już tylko zmiennikiem), a jego głównymi zadaniami było łapanie lobów i bieganie od obręczy do obręczy. Jak widać, Ayton czuje, że stać go na więcej i wolałby, żeby Lakers wykorzystywali jego umiejętności trochę inaczej. Z drugiej strony, fani przypominają, że Capela miał też kluczową rolę w defensywie jako obrońca obręczy…
W przekroju całego sezonu były numer jeden draftu – po 49 rozegranych spotkaniach – notuje średnio 13,2 punktu i 8,5 zbiórki na mecz, trafiając 66,7 proc. swoich rzutów z gry. Na przyszłe rozgrywki ma on w kontrakcie opcję zawodnika o wartości 8,1 mln dol. Jeżeli więc będzie czuł, że Lakers to nie jest dla niego odpowiednie miejsce, to będzie mógł sam odejść.










