Ja Morant zdążył rozegrać zaledwie jeden mecz po swoim powrocie na ligowe parkiety po kontuzji łydki, a już podzielił się z nami odważną deklaracją. Rozgrywający zapewnia nas o swojej lojalności do Memphis Grizzlies i zaznacza, że pomimo panującej obecnie narracji nie chce on zmieniać klubowej przynależności.
Wczoraj wieczorem Ja Morant wrócił do gry po kontuzji łydki. Na wcześniejszych etapach bieżącego sezonu Memphis Grizzlies nie radzili sobie najlepiej ze swoim rozgrywającym, notując w tych spotkaniach przeciętny bilans 6-12.
Tym razem gwiazdor stanął jednak na wysokości zadania. Choć druga połowa w jego wykonaniu była już zdecydowanie mniej efektywna, to jeszcze przed przerwą zapisał na swoim koncie double-double, kończąc ostatecznie zawody z dorobkiem 24 punktów, 13 asyst oraz pięciu zbiórek.
Jego zespół zrewanżował się Orlando Magic za porażkę z Berlina i tym razem, w spotkaniu zorganizowanym w Londynie, odniósł dopiero trzecie zwycięstwo w dziesięciu ostatnich występach. Tuż po zakończonej potyczce Morant nie ukrywał swojego zadowolenia i radości z faktu, że nawet za oceanem mógł liczyć na tak ciepłe wsparcie kibiców.
To jednak inne słowa 26-latka przykuły uwagę mediów. Zawodnik nie potrzebował zbyt wiele, by potwierdzić swoją przynależność do klubu z Tennessee. W rozmowie z Markiem Steinem Ja wyznał, w jaki sposób liczy na zakończenie całego zamieszania związanego z jego potencjalnym transferem.
— Jestem bardzo lojalnym gościem. Mam na swoich plecach logo [Grizzlies] i to powinno już wam wiele powiedzieć na temat tego, gdzie chcę być — podkreślił.
Chodzi oczywiście o tatuaż Moranta na jego plecach. Składa się on z wielu elementów, takich jak gości do gry, logo marki Kobego Bryanta czy też jego numer 24, ale jednym z nich jest właśnie logo zespołu Grizzlies.
Morant nie poprosił kierownictwa klubu o transfer, choć w ostatnich miesiącach miał podpaść nie tylko sztabowi szkoleniowemu, ale nawet swoim partnerom z zespołu. Kwestionowano jego zaangażowanie oraz wypominano mu brak cech potrzebnych prawdziwemu przywódcy.
Na ten moment nie wiadomo, jak potoczy się przyszłość rozgrywającego. Choć mówi się, że Memphis mogą wysłuchiwać ofert, to trudno wyobrazić sobie, by po tak przeciętnym okresie ktoś złożył wartościową propozycję. Do upłynięcia trade deadline pozostały jeszcze niespełna trzy tygodnie.










