W świecie zawodowego sportu przejście na emeryturę jest zazwyczaj momentem refleksji i wyciszenia. Jednak w przypadku LeBrona Jamesa, 41-letniej ikony koszykówki, koniec kariery może stać się najbardziej dochodowym przedsięwzięciem w historii ligi. Podczas gdy fani zastanawiają się, ile paliwa zostało jeszcze w baku zawodnika rozgrywającego swój rekordowy, 23. sezon, za kulisami trwa walka o prawo do sfilmowania jego „ostatniego tańca”. Kwoty, które padają w kuluarach, mogą całkowicie przedefiniować ekonomię sportu i wpłynąć na to, w jakich barwach James odda swój ostatni rzut.
Najnowsze doniesienia sugerują, że LeBron James stoi przed szansą zarobienia od 40 do nawet 75 milionów dolarów wyłącznie z tytułu sprzedaży praw do transmisji i dokumentacji swojej pożegnalnej trasy. Anthony Lima z Cleveland’s 92.3 The Fan, powołując się na anonimowych dyrektorów mediów, wskazał, że nostalgia jest dziś towarem luksusowym o ogromnej wartości rynkowej.
– Rozmawiałem z kilkoma dyrektorami z branży medialnej o tym, ile LeBron James mógłby otrzymać za prawa do swojej pożegnalnej trasy w kontekście rywalizacji platform streamingowych.Padły kwoty rzędu 40–75 milionów dolarów – zauważył dziennikarz.
Taki zastrzyk gotówki zmienia wszystko. Obecnie James zarabia w Los Angeles Lakers 52,6 miliona dolarów rocznie. Gdyby zdecydował się na pożegnalny sezon, mógłby podpisać kontrakt za minimalną płacę dla weterana w dowolnym zespole walczącym o tytuł, a stratę w wynagrodzeniu z nawiązką zrekompensować umową z platformą streamingową. Cała kampania stałaby się wówczas globalnym wydarzeniem marketingowym pod przykładowym, wdzięcznym hasłem „LeBron James i Przyjaciele”, łączącym ekskluzywne wywiady, dostęp do szatni i kulisy ostatniego rozdziału jego legendy.
W obliczu rosnących napięć w Mieście Aniołów i plotek o rozbieżnych wizjach weterana oraz klubowego zarządu, coraz głośniej mówi się o powrocie do Cleveland Cavaliers. Sportowo i wizerunkowo byłoby to domknięcie pięknej klamry – powrót do domu, gdzie w 2016 roku zdobył historyczne mistrzostwo. Eksperci podkreślają jednak, że jedyną drogą na powrót do Ohio jest drastyczna obniżka pensji przez zawodnika.
– Jedyną opcją jest obniżony kontrakt. Jeśli zaakceptuje te pieniądze, powodzenie takiego scenariusza oceniam na 99% – stwierdził Brian Windhorst z ESPN.
Sam zainteresowany zresztą zdaje się śledzić ruchy Cavs z dużym zainteresowaniem. W swoim podcaście „Mind The Game” chwalił agresywne transfery swojego byłego klubu, w tym pozyskanie Jamesa Hardena.
– Idą po wszystko. Uznali, że potrzebują jeszcze jednego kreatora gry (…) Harden daje Donovanowi Mitchellowi dodatkową opcję z piłką w rękach — zawodnika, który potrafi trafiać w kluczowych momentach końcówek – ocenił LBJ. Taka publiczna aprobata w momencie, gdy w Cleveland budują skład potencjalnie gotowy do walki o mistrzostwo, tylko podsyca spekulacje o „ostatnim tańcu” właśnie w tym mieście.
Chociaż LeBron James wciąż notuje imponujące średnie na poziomie 22 punktów, 7 asyst i blisko 6 zbiórek na mecz, sam przyznaje, że koniec jest bliżej niż kiedykolwiek. Podczas Weekendu Gwiazd zachowywał jednak powściągliwość co do swoich dalszych planów, gdy powiedział dziennikarzom: – Chcę żyć. Kiedy sam będę znał odpowiedź, wy również ją poznacie. Na razie nie wiem — naprawdę nie mam pojęcia. Wiem tylko jedno: chcę żyć. I to jest najważniejsze.
Niezależnie od decyzji, którą podejmie tego lata, model „samofinansującej się” emerytury może na zawsze zmienić sposób, w jaki największe gwiazdy sportu żegnają się z parkietem.Sama Jeanie Buss, właścicielka Lakers, przyznała, że James zapracował na prawo do samodzielnego decydowania o swojej przyszłości. Jeśli nostalgia rzeczywiście zadziała tak, jak przewidują eksperci medialni, pożegnanie Króla będzie nie tylko sportowym wydarzeniem dekady, ale i bezprecedensowym sukcesem finansowym, przy którym wcześniejsze pożegnania, jak to Kobe Bryanta, mogą wydać się zaledwie skromnym wstępem.










