Starcia Dillona Brooksa z LeBronem Jamesem od lat rozpalają emocje w NBA. To, co zaczęło się jako prowokacja wymierzona w największą gwiazdę ligi, przerodziło się w otwartą wojnę na słowa i gesty, która ostatnio weszła na nowy poziom. Kanadyjczyk, obecnie rozgrywający najlepszy sezon w karierze w barwach Phoenix Suns, nie tylko nie wycofuje się z konfrontacji, ale wręcz eskaluje ją, podważając legendę starszego kolegi po fachu i krytykując jego aktywność w mediach społecznościowych.
Nowa linia narracyjna Dillona Brooksa opiera się na coraz bardziej zaawansowanym wieku lidera Los Angeles Lakers. Mimo że LeBron James wciąż gra na wysokim poziomie, osiągając średnio 22,5 punktu, 6,9 asysty i 6 zbiórek na mecz, w oczach zawodnika Phoenix Suns nie stanowi już tej samej dominującej siły co kiedyś. Młodszy z koszykarzy wręcz wprost przyznaje, że to właśnie czas dodał mu pewności siebie w bezpośrednich starciach z ikoną NBA.
– Gdyby to był LeBron sprzed pięciu, no może sześciu lat, wyglądałoby to zupełnie inaczej. Wobec tamtego LeBrona nie pozwoliłbym sobie na takie komentarze. Dziś jest inaczej… jest po prostu starszy. Można go naciskać, odcinać od jego ulubionych pozycji, przewidywać jego ruchy, a przy tym dorzucić kilka słów do ucha – przyznał Brooks podczas niedawnej transmisji na żywo, nawiązując do czasów, gdy James reprezentował barwy Miami Heat. W opinii gracza Suns obecna wersja LBJ’a nie ma już tej samej zwinności i dynamiki, co czyni go łatwiejszym celem dla agresywnej defensywy.
Dla Brooksa to już jednak nie tylko rywalizacja sportowa. Podkreślając własny dystans wobec medialnego szumu, skrzydłowy ekipy z Arizony w grudniu ubiegłego roku zdecydował się na wbicie rywalowi szpilki, zarzucając mu nadmierne, wręcz obsesyjne, śledzenie reakcji opinii publicznej. Jak stwierdził wówczas, to właśnie dlatego jego zaczepki trafiają w czuły punkt.
– Wydaje mi się, że jest uzależniony od mediów społecznościowych. Wszędzie go w nich pełno, więc widzi wszystko, co mówię. On uważa, że ludzie powinni myśleć o nim w określony sposób, nic o nim nie mówić albo grać pod niego, a ja nie zamierzam się do tego dostosowywać – powiedział Kanadyjczyk, o czym wspominaliśmy już w tym miejscu.
Co ciekawe – wracając do czasów obecnych – mimo opinii boiskowego prowokatora, Brooks potrafi wskazać zawodników, wobec których jego „trash talk” nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Na czele tej krótkiej listy znajduje się Kawhi Leonard, którego skrzydłowy Suns podczas wspomnianej wcześniej transmisji określił jako kogoś „nie do zatrzymania”.
– Z Kawhim nie ma sensu tracić energii. Kiedy złapie rytm, nic nie działa — ani fizyczność, ani gadanie. Jest kompletnie wyłączony na bodźce z zewnątrz – zauważył Kanadyjczyk.
W gronie zawodników, których Brooks uważa za najtrudniejszych do zatrzymania, znaleźli się także Luka Doncić i Shai Gilgeous-Alexander. O ile rodak imponuje Dillonowi przede wszystkim „najbogatszym arsenałem zagrań” w całej NBA, to w przypadku Słoweńca na wyróżnienie zasługuje przede wszystkim jego perfekcyjnie dopracowana technika. Jak powiedział sam zainteresowany: – Nawet przy najlepszej obronie, on i tak zrobi swoje.
Podczas jednak gdy Brooks umacnia swoją pozycję w Phoenix, nad karierą LeBrona w Los Angeles zbierają się ciemne chmury. Raport opublikowany przez Baxtera Holmesa z ESPN zasugerował, że istnieje konflikt pomiędzy gwiazdorem Lakers a właścicielką organizacji, Jeanie Buss. Wprawdzie ta ostatnia wszystkiemu zaprzeczyła, a i sam 41-latek zdaje się nie przejmować potencjalną „burzą” w Mieście Aniołów, to jednak niektóre źródła sugerują, że coś może być na rzeczy i dni Jamesa w obecnej drużynie są już policzone.
Dla 30-latka z Suns każda rysa na wizerunku rywala jest najwyraźniej pretekstem do kolejnego ataku. Czy jego słowa to po prostu bolesna prawda o upływającym czasie, czy też starannie przemyślana strategia mająca zdeprymować jednego z najlepszych koszykarzy w historii? Jedno jest pewne — dopóki obaj spotykają się na parkiecie, każde ich starcie staje się czymś więcej niż zwykłym meczem koszykówki. To konfrontacja dwóch zupełnie różnych filozofii gry i radzenia sobie z presją w erze zdominowanej przez media społecznościowe. I pomyśleć, że jeszcze niedawno krążyły plotki o potenjalnym dołączeniu Dillona do Lakers.










