Minionej nocy odbył się mecz Los Angeles Lakers z Golden State Warriors i był on naprawdę dobry. W czwartej kwarcie pojawiło się sporo emocji, drużyny pokazały kilka ciekawych rozwiązań taktycznych i obie strony miały swoich bohaterów, ze Stephem Currym i LeBronem Jamesem na czele. Nie każdy jednak, jak to się potocznie mówi, „dowiózł”. Luka Doncic miał po słabym występie potrzebę wytłumaczenia się.
Golden State Warriors pokonali minionej nocy Los Angeles Lakers 123:116 w starciu, które – zwłaszcza w czwartej kwarcie – pachniało już trochę playoffami. Być może dlatego, że drużyny te zajmują miejsca kolejno 4. i 5. w tabeli Konferencji Zachodniej. Jeśli sezon tak się zakończy, zobaczymy serię rozgrywaną pomiędzy tymi ekipami już w pierwszej rundzie playoffów. Sądząc po minionej nocy, może być to dobre widowisko.
Znaczne pole do poprawy w ewentualnej serii z Warriors zostawił sobie jednak Luka Doncic. Jeziorowcy po sensacyjnym transferze Słoweńca mieli serie meczów, w których wyglądali kapitalnie… Czasem bardziej POMIMO obecności Doncicia, niż dzięki niej. Minionej nocy Luka przez prawie 38 minut gry trafił tylko 6/17 rzutów z gry, spudłował wszystkie sześć trójek, zatrzymując się na skromnych 19 punktach:
– Taki występ z mojej strony jest nieakceptowalny. Kiedy gram w taki sposób, to mocno utrudniam swojej drużynie wygrywanie. Muszę coś z tym zrobić – tłumaczył się po przegranym meczu Luka Doncic.
Oprócz indolencji ofensywnej, Luka Doncic był częstym celem ataków rywali, głównie Stepha Curry’ego i Jimmiego Butlera. Kryty przez niego Brandin Podziemski w pierwszej połowie trafił 6/7 rzutów z dystansu, a Curry – kiedy tylko mógł – szukał zmian krycia na obwodzie, by łatwo mijać Lukę:
– Było oczywiście czuć, że to już mecz prawie jak playoffowy. Od kiedy Warriors pozyskali Jimmiego Butlera, grają niewiarygodnie. Był to taki prawie mecz playoffowy, więc zobaczyliśmy jaką są naprawdę drużyną. Cóż, musimy być lepiej przygotowani – podsumowuje starcie z Warriors Luka Doncic.
Uwagę zwracał obfity bandaż na lewym łokciu Luki Doncicia. Po meczu zapewniał on jednak, że nie miało to wpływu na jego słabą postawę. Żartobliwie dodał, że zabandażowana jest lewa ręka, a rzuca prawą, choć mecz wyszedł mu tak, jakby faktycznie rzucał lewą.
– Nie chodzi o to, co oni robili, a o to, co my robiliśmy. Analizowaliśmy to w przerwie. Nasz spacing był nieprawidłowy, nieodpowiedni gracze znajdowali się w strefie wzdłuż linii końcowej, nieodpowiedni w rogach boiska – tłumaczył kłopoty Lakers ich trener, JJ Redick.
Po stronie Lakers wyróżnić można było Austina Reavesa (31 punktów), Rui Hachimurę (24 punkty), ale przede wszystkim LeBrona Jamesa. W dotychczasowych sześciu meczach po kontuzji trafiał on fatalne 22% za trzy, zdobywając średnio 18,7 punktu. Dziś zdobył aż 33, trafiając aż 5/8 z dystansu:
– W tym meczu czułem się najlepiej, od kiedy wróciłem po kontuzji, to pewne. Próbowałem naciskać, biegać w dół parkietu. Mój rytm, na czele z rzutem, był dziś naprawdę dobry. Z linii rzutów wolnych też trafiam ostatnio naprawdę nieźle. To był jednak mecz, w którym czułem się najlepiej fizycznie od dawna, mam nadzieję że uda mi się wokół tego odbudować – reaguje na dobry indywidualny występ LeBron James.
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!