Począwszy od 15 stycznia Jonathan Kuminga może zostać wytransferowany przez Golden State Warriors. Wtedy bowiem mija tzw. deadline związany z podpisaniem przez skrzydłowego nowego kontraktu w poprzednie lato. Jak się okazuje, Kuminga cały czas wzbudza duże zainteresowanie. Wśród zespołów, z którymi jest on łączony, są teraz także Los Angeles Lakers.
Pewne było, że ten temat wróci. Bo choć Jonathan Kuminga latem związał się z Golden State Warriors kontraktem na dwa lata, to jednak nadal nie pasował do układanki kalifornijskiej drużyny. I teraz gdy lada moment jego transfer będzie możliwy – począwszy od 15 stycznia – kwestia wymiany Kumingi rzeczywiście wraca. W lidze panuje zresztą przekonanie, że skrzydłowy do czasu zamknięcia okienka (5 lutego) będzie miał już inny klub. Na razie jednak Warriors się nie spieszą.
23-latek mimo przeciętnego sezonu na brak zainteresowania narzekać nie może. Kilka drużyn co prawda już się wycofało – wśród nich Phoenix Suns, którzy mocno zabiegali o jego usługi latem – natomiast Jake Fischer donosi, że zainteresowani są nadal Sacramento Kings, Chicago Bulls oraz Los Angeles Lakers. Wszystkie trzy kluby bacznie monitorują sytuację skrzydłowego.
Jednocześnie w San Francisco szukają wzmocnień na skrzydle, a na szczycie listy życzeń Warriors znajdują się takie nazwiska jak Michael Porter Jr. (Nets) czy Trey Murphy III i Herbert Jones (obaj Pelicans). Wojownicy chcieliby do ich pozyskania wykorzystać właśnie Kumingę i jego kontrakt. Są też otwarci na włączenie do wymiany wyborów w pierwszej rundzie draftu. Sęk w tym, że przynajmniej na razie Nets i Pelicans nie są gotowi handlować swoimi zawodnikami.
Może się więc okazać, że Warriors zostanie handel z tymi zespołami, które rzeczywiście interesują się Kumingą. Siódmy numer draftu z 2021 roku w trwających rozgrywkach wciąż nie zdobył w pełni zaufania trenera Steve’a Kerra i wystąpił jak dotychczas tylko w 18 spotkaniach. Notował w nich średnio 11,8 punktu oraz 6,2 zbiórki przy 32 proc. skuteczności z dystansu.










