Minionej nocy Atlanta Hawks postawili kolejny krok wstecz na drodze do udziału w turnieju play-in. Podopieczni Quina Snydera wciąż zajmują ósmą lokatę w tabeli Konferencji Wschodniej, ale konkurencja nie śpi. Takich wpadek, jak porażka z Portland Trail Blazers, koszykarze z Georgii powinni unikać, szczególnie gdy na parkiet wychodzi ich największy gwiazdor, Trae Young. Tym gorzej, że przegrana przydarzyła się na własnym terenie, co z pewnością nie spodobało się miejscowym kibicom, chociaż akurat jeden z nich przeżył o wiele gorsze doświadczenie.
Jednym z częstych elementów meczów NBA i koszykówki akademickiej, są proponowane w przerwach atrakcje z udziałem fanów, którzy może nie prezentują poziomu zbliżonego do zawodowców, ale zazwyczaj nie ma też mowy o kompromitacji. Wyjątkiem może być jeden z kibiców Atlanta Hawks, który podczas wtorkowego spotkania z Portland Trail Blazers wziął udział w jednym z wyzwań i z pewnością zapamięta je na długo. Niekoniecznie jednak z pozytywnych powodów.
Niejaki James i jego przeciwnik imieniem Dez mieli zmierzyć się w koszykarską wersję gry w kółko i krzyżyk. Zasady były raczej proste: obaj uczestnicy musieli przebiec na drugi koniec boiska i trafić rzut spod kosza (lay-up), potem wrócić na środek parkietu, oznaczyć jedno z pól na wyznaczonej planszy kółkiem lub krzyżykiem, powtarzając ten proces aż do uzyskania trzech symboli w rzędzie.
Nie brzmi to jak jakaś filozofia, ale teoria nie zawsze idzie w parze z praktyką. Gdy prowadząca konkurs Shamea Morton wyjaśniła uczestnikom zasady, odliczyła do startu i obaj panowie ruszyli do wyścigu, który dla Jamesa zakończył się bardzo szybko. Podczas biegu pechowy kibic poślizgnął się, zanim w ogóle zdążył oddać rzut, po czym upadł na parkiet i natychmiast złapał się za lewe kolano.
Reakcje kibiców, zarówno tych zgromadzonych w State Farm Arena, jak i tych publikujących swoje przemyślenia w internecie, były mieszane. Niektórzy sądzili, że to jakiś żart przygotowany przez organizację z okazji dnia 1 kwietnia. Inni z kolei byli bardziej rozsądni w swoim przemyśleniach, współczując Jamesowi, sam widok którego w momencie wypadku – i po nim – mógł wywołać ból.
Tymczasem Dez, w pierwszej chwili kompletnie nieświadomy kontuzji przeciwnika, kontynuował grę. Dopiero gdy wracał, by położyć na planszy trzecie kółko, dostrzegł powagę sytuacji i zwolnił, próbując zorientować się w sytuacji. – Możesz być tak miły i podejść ze mną, żeby sprawdzić, co z Jamesem? Boże, Dez, wiemy, że wygrałeś, ale no dobra… – skomentowała Morton.
W tym samym momencie personel medyczny zaczął udzielać pomocy kontuzjowanemu, a segment nagle się skończył widokiem na niezręczną minę prowadzącej. Co było dalej? Według informacji opublikowanych przez Atlanta Journal-Constitution, dla Jamesa przyniesiono najpierw wózek inwalidzki, a następnie nosze. Gdy był znoszony z parkietu, zawodnicy i kibice Hawks pożegnali go brawami.
Już po meczu na stronie internetowej Jastrzębi można było przeczytać komunikat, że cały incydent nie był żadnym prima aprilisowym dowcipem. To było raczej do przewidzenia – ze zdrowia raczej nie powinno się żartować. Na tę chwilę nie wiadomo, co konkretnie dolega Jamesowi, ale niektóre źródła sugerują zerwanie więzadła krzyżowego przedniego (ACL-a) w lewym kolanie.
Być może sytuacja, która nie jest codziennością na koszykarskich parkietach, w pewnym sensie wyprowadziła z równowagi gospodarzy, którzy nie potrafili przechylić szali zwycięstwa na swoją stronę. To najgorszy koszmar każdego kibica. Myślisz, że dostałeś szansę na pokazanie się na arenie twojej ukochanej drużyny, tymczasem nie dość, że ona przegrywa, to jeszcze sam musisz zostać zniesiony z parkietu na noszach. Nie brzmi to jak frajda.
Czy wiesz, że PROBASKET ma swój kanał na WhatsAppie? Kliknij tutaj i dołącz do obserwowania go, by nie przegapić najnowszych informacji ze świata NBA! A może wolisz korzystać z Google News? Znajdziesz nas też tam, zapraszamy!