Weekend Gwiazd zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim konkurs wsadów, swego czasu chyba najbardziej elektryzujący element tego corocznego wydarzenia. Dziś wielu uważa, że – podobnie zresztą jak i sam All-Star Game – to jedynie koszykarska wersja cyrku na kółkach. Główny zarzut – nieobecność najlepszych realnie dunkerów w lidze, przez co trzy lata z rzędu wygrywał nadal szukający w niej swojego miejsca Mac McClung.
Wydawało się, że ten zawodnik wreszcie doczeka się swojej szansy, gdy pod koniec października sprowadzili go mający masakryczne problemy z nadmiarem kontuzji Indiana Pacers. Tymczasem niespełna dwa tygodnie później 27-latek, który robił wszystko, by swoją okazję wykorzystać, został zwolniony, a na jego miejsce przyszedł bardziej doświadczony Monte Morris. Od tamtej pory niekoronowany Król Wsadów widziany jest tylko w G League, gdzie reprezentuje barwy Windy City Bulls.
Nie wiadomo jednak, czy Mac McClung będzie chciał pójść za ciosem i powalczyć o czwartą wygraną z rzędu. Na razie zresztą nie są znane żadne nazwiska zawodników, którzy w tym roku wezmą udział w konkursie wsadów, chociaż już teraz padają różnego rodzaju propozycje. Niektóre – można powiedzieć – niekoniecznie na pierwszy rzut oka oczywiste.
Carmelo Anthony, Tracy McGrady i Vince Carter to trójka legend NBA, które wiedzą to i owo o pakowaniu piłki do kosza. Obecnie współpracują przy transmisjach „NBA on NBC”. We wtorek w pomeczowym studiu dyskutowali o swoich oczekiwaniach wobec tegorocznych atrakcji. Fakt, że NBC transmituje wydarzenia Weekendu Gwiazd, skłonił ostatniego z wymienionych do wskazania bardziej realistycznych kandydatów, jak debiutant VJ Edgecombe czy Shaedon Sharpe. Z kolei pozostali dwaj pod koniec rozmowy dorzucili swoje „wymarzone” nazwisko — Bronny’ego Jamesa. Tak – Bronny’ego Jamesa.
– Słuchajcie, jedziemy do Los Angeles, do La La Land, do Hollywood. A kiedy jesteśmy w Hollywood, musi pojawić się nazwisko, które przyciągnie wszystkich, które każdy będzie chciał zobaczyć. Potrzebujemy Bronny’ego Jamesa. To jest to nazwisko – przekonywali do swojej opinii.
Rozpoznawalność i siła nazwiska syna samego LeBrona Jamesa bez wątpienia zwiększyłyby zainteresowanie konkursem wsadów. Zresztą – zachowując wszelakie proporcje – jego przypadek w pewnym stopniu przypomina McClunga. 21-latek otrzymał miejsce w składzie Los Angeles Lakers, by grać u boku ojca, jednak na parkiecie spędza niewiele czasu.
Dość powiedzieć, że w obecnym sezonie Bronny wystąpił w 18 meczach NBA i, grając średnio po 8,2 minuty na mecz, notował 1,6 punktu, 0,6 zbiórki i 1,3 asysty przy nienadzwyczajnej skuteczności (31,4% z gry, w tym 27,8% zza łuku). McGrady i Anthony uważają, że udział tego zawodnika w konkursie mógłby dodać rywalizacji atrakcyjności i pomóc mu zaznaczyć swoją obecność w lidze.
Zresztą to właśnie fatalna skuteczność – szczególnie ta z dystansu – pozostaje głównym problemem młodszego z Jamesów. Z tego tytułu sztab szkoleniowy Lakers wciąż nie uważa go za wszechstronnego obrońcę grającego równie dobrze po obu stronach parkietu, na którym można polegać. Stąd częste zesłania do G League, gdzie były gracz USC potrafi się zaprezentować z co najmniej przyzwoitej strony.
Przykład? W sobotnim spotkaniu z Memphis Hustle Bronny zanotował 20 punktów, siedem asyst, pięć zbiórek i trzy przechwyty, a South Bay Lakers wygrali 125:121. Ozdobą meczu był jednak efektowny, jednoręczny wsad w wykonaniu 21-latka – taki w stylu jego ojca. Zresztą ten ostatni nie odmówił sobie reakcji, na platformie X pisząc komentarz o następującej treści: – Tam w powietrzu jest inaczej.
Nie ma wątpliwości, że atletyzm jest jednym z największych atutów Jamesa, co zresztą nie powinno dziwić. Przy tak wybitnie uzdolnionym fizycznie ojcu, jakim jest LeBron, kwestią czasu było, aż syn w pewnym stopniu pójdzie w jego ślady i zacznie w miarę możliwości powielać te najbardziej znane zagrania.
Czy to jednak wystarczy, by ubiegać się o udział w konkursie wsadów? Właściwie to nie byłby pierwszy raz. Jeszcze jako uczeń ostatniej klasy liceum wziął udział w tego typu wydarzeniu organizowanym w ramach McDonald’s All-American Game i pokazał kilka efektownych zagrań, co jednak ostatecznie pozwoliło tylko na zajęcie drugiego miejsca. Wygrał Sean Stewart, syn Michaela Stewarta, byłego zawodnika Toronto Raptors czy Cleveland Cavaliers, a udział brali również obecni zawodnicy najlepszej koszykarskiej ligi świata – Matas Buzelis, Ron Holland i Stephon Castle.
Chociaż do tej pory występy Bronny’ego w NBA były mocno limitowane, ma on też na koncie kilka efektownych wsadów wykonanych zarówno w warunkach meczowych, jak i na treningach. Poza tym Anthony i McGrady nawiązali do faktu, że tegoroczne obchody Weekendu Gwiazd odbędą się w Mieście Aniolów. Wprawdzie gospodarzem wydarzenia są Los Angeles Clippers, to zarówno kibice Lakers, jak i bardziej neutralni fani z okolicy z pewnością byliby podekscytowani możliwością zobaczenia jednego z lokalnych graczy w konkursie wsadów.
W ostatnich latach liga miała spore trudności z przyciągnięciem do konkursu wsadów głośnych nazwisk i zazwyczaj opierała się na młodszych zawodnikach. James junior nie byłby pierwszym graczem zadaniowym, który wziąłby w nim udział — co więcej, taki konkurs dobrze wpisywałby się w jego profil umiejętności. W tym kontekście koszykarz Lakers nie jest złym kandydatem, o ile ma odpowiednią pewność siebie w kwestii swoich wsadów.
Nierealistyczne oczekiwania kibiców, jakie mogłyby zostać na niego nałożone, są jednak realnym powodem, dla którego mógłby nie chcieć startować w konkursie. Wielu byłoby gotowych go wyśmiewać w przypadku słabego występu, ale z drugiej strony zwycięstwo dodałoby mu wiarygodności w oczach całej ligi. No i znów mogłyby wrócić stare demony – komentarze, że jest tu, gdzie jest, tylko ze względu na nazwisko ojca. Ostatecznie może się okazać, że liga znów stanie przed wyborem: sportowa jakość czy nazwisko, które sprzeda widowisko?










