Mówimy o naprawdę dużych sumach, ale w tym wypadku zdrowie jest po prostu najważniejsze. NBA nie kalkulowała i zaraz po stwierdzeniu pierwszego przypadku koronawirusa wśród zawodników, postanowiła zawiesić rozgrywki.
Nie wiemy, co przed nami, co bez wątpienia jest niepokojącą perspektywą. Komisarz Adam Silver z pewnością nie prześpi kilku kolejnych nocy. NBA musiała pogodzić się z ogromnymi stratami finansowymi, te będą rosły z każdym kolejnym nierozegranym mecze. Są jednak sprawy ważne i ważniejsze, dlatego kolejne tygodnie oprócz walki z wirusem, NBA spędzi na regulowaniu wszystkiego, co ma związek z pieniędzmi, których przepływ został zatrzymany.
Zespoły miały do rozegrania 16/17 meczów sezonu regularnego. Po nich oczywiście play-off, czyli największa finansowa bonanza dla wszystkich ekip. W poprzednich rozgrywkach ekipy ze sprzedaży biletów wygenerowały 2,5 miliarda dolarów. Odwołanie około 1/5 części sezonu regularnego oznacza stratę około 500 milionów dolarów. Kwota dobije do miliarda dolarów, gdy doliczymy prawa telewizyjne i wpływy sponsorskie.
Brak play-offów? W tym momencie wielu właścicieli NBA z niedowierzaniem pokręci głową. Sytuacja jest jednak nadzwyczajna. Rick Welts z Golden State Warriors mówi o stracie kilkudziesięciu milionów dolarów wynikających z samego faktu gry bez publiczności. To może być wyjątkowo zły rok dla całej NBA pod kątem rozliczenia finansowego. W międzyczasie ekipy przygotowują się do dyskusji z zawodnikami w sprawie ich wypłat…
W CBA (porozumieniu zbiorowym) jest zapis o tzw. „Force Majeure Event”, który liga może aktywować w przypadku wyjątkowych wydarzeń na świecie, które uniemożliwiają koszykarzom wypełnianie ich kontraktów. Zapis otwiera właścicielom furtkę do negocjacji o obniżeniu płatności wynikających z umów. W niedzielę 15 marca koszykarze otrzymają kolejną wypłatę, niewykluczone że ostatnią zaplanowaną zgodnie z dotychczasowymi ustaleniami.
Follow @mkajzerek
Follow @PROBASKET