Od kilku tygodni pojawiały się różne informacje na temat gry Dwighta Howarda w dogrywce sezonu w Orlando. Wczoraj środkowy Lakers poinformował jednak, że w Orlando zagra, ale nie zainkasuje za tę grę ani dolara.
Howard od samego początku był wśród graczy, którzy stawiali pod dużym znakiem zapytania grę w koszykówkę nie tylko w perspektywie pandemii koronawirusa, ale przede wszystkim w perspektywie problemów rasistowskich, z którymi USA się borykają w ostatnich tygodniach.
W rozmowie z Shamsem Charanią z The Athletic Howard powiedział, że przekaże swoje zarobki z gry w Orlando na kampanię „Breathe Again”. Jest to inicjatywa, którą w 2015 roku zapoczątkowała fundacja Howarda D12. Jej celem jest budowanie pomostów pomiędzy rasami i ludźmi.
Howard od samego początku mocno udzielał się w kwestiach rasowych i kładł mocny nacisk na to, żeby te sprawy były mocno widoczne. Teraz sam dokłada do tego dużą cegiełkę. Jak wyliczył Bobby Marks z ESPN będzie ona warta blisko 700 tysięcy dolarów.
Mam obowiązki kontraktowe wobec swoich kolegów z drużyny, fanów, klubu, ale jednocześnie mam obowiązki w stosunku do mojej rodziny i społeczeństwa. Będziemy tu w Atlancie wykonywać dużo pracy, a także w całym kraju, żeby ludzie nie zapomnieli o nas i o tym co się dzieje w naszych społecznościach.
Przepisy powrotu NBA do gry zakładają, że na początku zawodnicy muszą przebywać sami w Orlando, bez rodzin. Sytuacja Howarda jest o tyle trudniejsza, że w marcu tego roku zmarła matka jego 6-letniego syna. Od tego czasu środkowy Lakers sprawuje nad nim opiekę i nie chce go zostawić samego.