Jeden z najlepszych niskich skrzydłowych w lidze, po raz pierwszy w swojej karierze będzie niezastrzeżonym wolnym agentem. W Utah starają się nie panikować i liczą, że przekonali Gordona Haywarda do kontynuowania gry w trykocie Jazz mocnym sezonem 2016/2017. Jednak w kolejce po zawodnika ustawili się już Danny Ainge oraz Pat Riley.
O kandydaturze Bostonu mówi się od dawna. Jeszcze w trakcie sezonu regularnego pojawiały się pogłoski, że Gordon Hayward miałby zastąpić w pierwszej piątce Boston Celtics – Jae Crowdera. Haywarda z Bean-City łączy przede wszystkim szkoleniowiec. Brad Stevens był bliski sprawienia niespodzianki podczas finałowego meczu NCAA w 2010, gdy kopciuszek – jakim była uczelnia Butler – poważnie zagroziła Duke, czyli jednej z głównych sił ligi uniwersyteckiej. Liderem zespołu Stevensa był właśnie Hayward, który w ostatnich sekundach spotkania oddał desperacka próbę zza połowy i był bardzo bliski zszokowania całego koszykarskiego świata.
Z powodu Stevensa właśnie, Celtics cały czas pojawiają się w transferowych pogłoskach na temat zawodnika. Dyskusję podbiło zdjęcie wrzucone na Instagrama przez żonę Gordona. Ta trzyma na rękach dziecko pary, które ma na sobie koszulkę z napisem „Go Green”. Nie musimy tłumaczyć, w jaki sposób niemal natychmiast zareagował na to internet.
Forgive them for they know not what they do to the internet pic.twitter.com/PhPgOrFTfk
— Angie Treasure (@snark_tank) 12 czerwca 2017
W gruncie rzeczy, tylko Utah Jazz mogą zaproponować Haywardowi 5-letni kontrakt w okolicach 180 milionów dolarów. Posiadają do zawodnika prawa Birda, więc mają przewagę. Nie wiadomo jednak, czy pieniądze będą dla Gordona aż tak ważne. W innym klubie może otrzymać maksymalnie 4-letni kontrakt za 130 milionów dolarów. Fakt, że lider Jazzmanów nie znalazł się w żadnej z piątek All-NBA, oznacza że stracił około 20/30 milionów dolarów. Nie załapał się bowiem do tzw. super-maksymalnego kontraktu. To miał być dodatkowy as w rękawie dla ekipy z Salt Lake City.
W kolejce po zawodnika, oprócz Celtics, stoi również Pat Riley z Miami Heat. W salary-cap ekipy z Florydy będzie aż 38 milionów dolarów, więc Heat mogą pokryć 31 milionów zagwarantowane w pierwszym roku nowej umowy Haywarda. 27-latek ma za sobą najlepsze rozgrywki w karierze. Średnio na swoje konto notował 21,9 punktu, 5,4 zbiórki, 3,5 asysty i przechwyt strzelając na poziomie 47,1 FG% oraz 39,8 3PT%. Jest bardzo mądrym, zdyscyplinowanym graczem i nadal ma wiele talentu do wykorzystania.
Kilku anonimowych generalnych menadżerów przewiduje, że Hayward ostatecznie opuści Utah. Nie przedstawiają mimo wszystko żadnych konkretnych argumentów, więc to tylko szum, który wynika z dużego zainteresowania wokół zawodnika. 1 lipca otwiera się letnie okienko i Hayward w przeciągu kilkunastu dni powinien podjąć ostateczną decyzję, co do swojej przyszłości. Fanów Jazz czeka zatem kilka nerwowych tygodni.
Obserwuj @mkajzerek
Obserwuj @PROBASKET